czwartek, 24 sierpnia 2017

Ambicja.

Od zawsze pasjonowałam się gotowaniem. Bardzo to lubię. Potrafię zrobić coś z niczego i przy tym świetnie się bawić.

Skąd się wzięło moje zainteresowanie w tym kierunku?

W gimnazjum wpadłam w anoreksję. Ucząc się na nowo jeść, dbałam o to, żeby jedzenie było w stu procentach zdrowe i pełnowartościowe. Porcje i wygląd musiały spełniać warunki estetyczne. Obsesyjnie zwracałam uwagę na to co jem. Zawsze więc gotowałam pod siebie. Nie był to listek sałaty, tylko normalny, zdrowy pożywny obiad. Żebym chciała i potrafiła go zjeść. Starałam się urozmaicać swoje posiłki/dania.
Udając się do restauracji zawsze wybieram danie, które jest wartościowe. Składa się z różnych aspektów. Podanie, jakość jedzenia, sposób przyrządzenia, dobór smaków.
Nie ukrywam, że chciałabym związać z tą branżą swoją przyszłość. Jest to moje hobby i relaks ale robiąc coś co kocham, mam szansę osiągnąć sukces i nie pracować. Jestem zadowolona, że miałam okazję zobaczyć jak to funkcjonuje od podstaw. Począwszy od "produkcji" przez organizację i zarys prowadzenia punktu gastronomicznego jako początkujący menadżer. Jest to z pewnością duża odpowiedzialność, ryzyko ale będę dążyła do tego, żeby opanować wszystko i stać się profesjonalna.
Zanim jednak zdecyduję się na coś własnego, chcę nabrać doświadczenia od podstaw. Uczyć się na błędach i rozwijać w tej branży.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Duma vs szczerość.

Czy w tych czasach jest to niemożliwe, czy każdy jest po przejściach i kuli ogon?

Czy tylko ja wychodzę z założenia, że trzeba iść dalej? Ja również straciłam zaufanie do mężczyzn. Zawsze kończy się tak samo. Jestem twarda i wierna swoim przekonaniom ale kiedy widzę, że komuś faktycznie zależy, stara się i dba o mnie, to jestem skłonna dać mu szansę. Oczywiście, że się boję. Początkowe urobienie a nie szczerość, z początku jesteś ostrożny ale wierzysz. Trzymam dystans. Zawsze chciałam pokazać, że w tej kwestii jestem w porządku. Ludzie teraz wychodzą z założenia, że każdy chcę go zrobić w chuja. Rozumiem to, przecież w większości wypadków tak jest.

Ja się nie poddaję. Sporo w swoim życiu przeszłam, mam na myśli głównie negatywne doświadczenia. Mogłabym nienawidzić świata i ludzi, ale takie zachowania kryją coś za sobą. Jestem wyrozumiała. Sama czasem zachowuję się nieadekwatnie do tego co czuję, bo muszę. Jakkolwiek to brzmi. Znam swoją wartość i nie pozwolę na to, żeby ktoś zniszczył to, co zbudowałam.

Każdy ma swój rozum i świadomie podejmuje decyzje. Robi się poważnie więc kierujesz się strachem, przeszłością. Im szybciej pogodzisz się z faktami, tym łatwiej z tego wyjdziesz i nad tym zapanujesz. Nikt, kto Cię krzywdzi nie jest warty Ciebie. Ludzie boją się okazywać uczucia z obawy przed odrzuceniem, brakiem wzajemności. To wymaga odwagi. Bardzo ważna jest komunikacja, szczera.

Rozumiem dumę, każdy ją ma. Sama nie chcę okazać słabości ani dawać z siebie tego co najlepsze osobie, której nie mam gwarancji, że czuje to samo. Ryzyko. Dwa kroki w przód, jeden w tył, obserwuj.

Chcesz bierz, nie chcesz nie bierz. Wychodzę z tego założenia. Nie jestem desperatką. Owszem, potrzebuję czułości, mężczyzny, ale dam sobie radę sama. W każdej sytuacji. Uczucia są naturalnym aspektem życia. Nie zawsze mamy nad tym kontrolę ale to kwestia czasu i podejścia. Gdyby nie zawody, oddałbyś się cały i chciałbyś być złotą połową. Ale ciągle jest coś na uwadze. Miłość tylko na filmach? W filmach grają miłość, w życiu gramy obojętność, żeby ją uzyskać.

Nikt nie chce źle na tym wyjść, sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Przychodzi moment, gdzie trzeba schować dumę w kieszeń i otworzyć się. Nie bać się, być szczerym. Co będzie to będzie. Bez komunikacji nie da się niczego zbudować.


***

Pewność siebie gubi. Jesteś z siebie dumny, masz wszystko. Podświadomie rodzi się potrzeba pokazać to ludziom. Nie masz wrażenia, że grasz? Nie masz osoby, przed którą możesz się otworzyć, zwierzyć, uzyskać wsparcie, przed kim jesteś szczery? Dobre życie, samotne życie.

Stereotypowe życie, które zaobserwowałam. Kasa, pokaz, uczucia schowane. Bieda, miłość, dojdziemy do wszystkiego razem. Musisz zastanowić się co się dla Ciebie liczy i dążyć do tego. Na swojej drodze poznasz różnych ludzi, ale na podstawie doświadczenia, możesz zorientować się kto jest materialistą, a kto ma inne wartości. To jest do wyczucia. Reszta to kwestia czasu. Frustrujące jest to, kiedy uważasz kogoś za człowieka wartościowego, godnego zaufania, w porządku, ale pozostającego na tym etapie, gdzie więcej nie możesz pokazać. Niech Cię kochają za pierwsze wrażenie.

Każdy potrzebuje wsparcia ale tego nie przyzna. Miło jest wrócić do własnego domu po ciężkiej pracy i odetchnąć, być sobą. Wracasz i nie musisz nikogo udawać. Warto zadbać o to, żeby nie być samemu w tym procesie. Jeśli masz taką osobę, trzeba ją docenić. Najważniejsze, żeby to działało w dwie strony. Każdy dba o swoje szczęścia i nikt nie chce czuć się wykorzystywany.

Sporo można stracić nie będąc sobą. Skończyły się czasy gimnazjum, gdzie bawisz się w kotka i myszkę. To naturalny proces ale jesteśmy dorośli.

***

Jestem bardzo wdzięczna za to, co mnie tu spotkało. Będę bardzo mile wspominać to miejsce. Wszystko się kiedyś kończy, a ja już to odczuwam. Poznałam tu świetnych ludzi, do których będę wracać jak czas pozwoli, i potrafiłam zagospodarować czas tak, żeby było mi dobrze. Co będzie dalej zobaczymy. Jestem ze sobą 24/24 i będę dbała o siebie. Priorytetowo. Może będę miała okazję zadbać o kogoś równie dobrze, jeśli będzie tego wart.

Najważniejsze, żeby znać swoją wartość i mieć na uwadze przeszłość, która Cię zbudowała. Nie zapominać o tym, kiedy wszystko układa się po Twojej myśli i kiedy odnosisz sukcesy. Być sobą.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Antrakt w pisaniu.

Wszystko się zmieniło odkąd tu przyjechałam. Spotkało mnie wiele ciekawych doświadczeń, wiele ciekawych ludzi. Skupiając się na pracy tutaj, odpoczywając nad jeziorem i mieszkając sama, bardzo odpoczęłam. Od miasta, ludzi. Moje problemy zniknęły. Warto się czasem oderwać. Kuracja umysłu tylko poza tym, co na co dzień Cię otacza. Jest mi tu dobrze, nawet bardzo. Myślę, że byłabym gotowa "oderwać się od pępowiny". W momencie kiedy opuszczasz rodzinne miasto, relacje między rodziną znacznie się poprawiają. Nieszczególnie tęsknię za swoim dawnym życiem. Ciekawi mnie co będzie, kiedy wszystko się skończy. Nie chcę jednak przyspieszać tego procesu. Chcę się nacieszyć każdym dniem tutaj, w Ślesinie.
***



Poczułam wakacje. Nie oszczędzałam na jedzeniu ani na przyjemnościach. Zauważyłam, że w pewnym momencie straciłam umiar. Nie jestem dumna ze swojego zachowania pewnego wieczoru, ale wtedy nie przywiązywałam do tego większego znaczenia. Ktoś zwrócił mi na to uwagę. Nie chciałam stracić w jego oczach, głupota, więc przemyślałam wszystko.

Przychodzi taki moment kiedy otwierasz oczy. Doszłam do wniosku, że czas zacząć myśleć, ogarnąć się i zmienić coś w swoim życiu, na lepsze. Więc skupiam się na sobie, gospodaruję czas na czynności, które leczą moje ciało i duszę. Chcę być lepszym człowiekiem niż do tej pory. Wszystko jest kwestią podejścia i samoświadomości. Patrząc na wszystko z różnych perspektyw mam szansę zaobserwować co robię źle, i to zmienić. Uczę się na błędach. Nie należy rezygnować z kogoś, kto wyciąga wnioski.
 

Dużo od siebie wymagam i chcę wprowadzić pewne zmiany do swojego życia. Jeśli ktoś nie akceptuje mnie taką jaka jestem, droga wolna. Mogę nad sobą popracować, ale nie będę nic zmieniać. Nie wymagam tego również od innych.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Zawód.

Mam taki mały, duży problem, wiecie? Nic nowego. Ale facet, którego chcę, nie chce mnie. Uszczęśliwia mnie pod każdym kątem. Kiedy go nie ma jest źle. Uzależniłam się od tego uczucia. Chociaż nie natrętnie. Umiem zachować w tym głowę. Jednak rzadko czuję coś tak mocno, dlatego nie rezygnuję. Bardzo szkoda, jest mi smutno. Skoro sytuacja jest niezadowalająca, chciałabym przestać to czuć ale nie potrafię. Codziennie poznaję nowych ludzi. Są mną zachwyceni. Ale ja ich nie chcę. Marnuję czas i nowe możliwości bo jestem wierna komuś, z kim nie jestem. Przygnębiające.

sobota, 1 kwietnia 2017

Jedna, sama.

Jedna planuje życie. Druga poznała faceta. Trzecia już z nim mieszka. Czwarta planuje dzieci. Ja wychodzę na miasto. Ale przed północą chcę do domu. Nie chce mi się.

Powoli mam porównanie do przeszłości. Jaka byłam, a jaka się staję. Mam 21 lat. Kto mnie zna, wie jaka jestem. Nie wiem czy ta obserwacja swoich przyjaciół, znajomych, skłania mnie do tego, żeby przystopować, czy może dorosłam. Ale chcę więcej. Swego rodzaju stabilności. Nie mówię o "ustatkowaniu się". Na to przyjdzie czas. Ale dziś nie miałam z kim wyjść. Tzn, moi bliscy z przypływu pięknego dnia wyruszyli w dal ze swoimi połówkami. Gdybym miała połówkę, pewnie zrobiłabym to samo. Tymczasem spotkałam się z kimś, kto ma czas, żeby podświadomie myśleć o tym, że chciałabym to robić z taką jedną osobą, moją kochaną, której nie mam. Smutne dosyć. Fakt, czuje się samotna, a może jestem. Mam mnóstwo znajomych, z którymi widzę się codziennie, ale co z tego
. Lubię ludzi, lubię poznawać ludzi i spędzać z nimi czas. Ale swego czasu tylko ja jestem sama. Chcę mieć tego jednego, co będzie ze mną spędzał czas priorytetowo, szanując oczywiście fakt, że ma swoje życie. Smutno mi, że nie mam takiej osoby. Wszyscy inni mają. Ale nie chodzi o to. Walczę o to swoje szczęście, może tracę czas. Chciałabym mimo wszystko. Niektórym wydaje się to dziwne, bo często słyszę pytanie: "Ty nie masz chłopaka, serio?!". Ja natomiast nie widzę w tym nic dziwnego. Po co mi ktokolwiek, chcę takiego, który coś dla mnie znaczy. I jest taki. Ale nie mój.

środa, 22 marca 2017

Urodziny.

Ludzie w urodziny oczekują, że ktoś zrobi dla nich coś wyjątkowego. Nastawiają na to, że to ich dzień i będzie szczęśliwy i wyjątkowy. Niestety ja postrzegam czy też odczuwam to inaczej. To dzień niepotrzebnych złudzeń i smutku. Oczywiście podświadomie liczę na to, że ktoś mnie zaskoczy, ale efekt jest odwrotny. Dzień jak co dzień poza tym, że zawalają Ci tablice. Więc po pracy wróciłam do domu i tak se siedzę.

niedziela, 19 marca 2017

Za czym zatęsknię.

Potrzebuję trochę czasu, żeby stanąć na nogi, ale powoli to mija. Dość mam tego. Chcę żyć po swojemu. Tyle się dzieje. Postanowiłam, że chcę iść dalej. Jeszcze silniejsza. Dojdę do tego sama. Ciężko będzie nie słuchać muzyki, którą bardzo lubię a przypomina. Postaram się nie wracać do tego jak było dobrze. Nie wiem czy wypada o tym pisać, ale był najlepszym jakiego miałam. I myślę, że za tym będę najbardziej tęsknić. Bo seks ma ogromne znaczenie. Gdyby był kiepski nie byłoby mi szkoda. Ale było mi naprawdę dobrze i tego nie zapomnę. Jest to powód, dla którego będę tkwiła w celibacie przez najbliższy czas. Po co to robić z byle kim. Jakość, nie ilość. Mam możliwości, z których nie korzystam ale to mi się podoba. Chcę, żeby osoba, z którą to zrobię, miała świadomość, że jest wyjątkowa. Że to właśnie ją wybrałam. Jestem ciekawa czy znajdzie się osoba, która go przebije. Musiałaby być naprawdę dobra.

Jak wspomniałam, zaczynam myśleć pozytywnie. Teraz skupię się na sobie. Będę wrażliwa, jeśli ktoś poruszy ten temat. Nie chcę się już angażować. Ale przypomniałam sobie o swoich wartościach. O tym jaka byłam zanim to się stało. Jestem silna, nikt nie ma prawa mnie zniszczyć. I boje się tego co będzie, bo nie chcę być arogancka. Koniec melodramatów.

Nowe możliwości, nowe przygody. Robi się ciepło, nie będę miała czasu. Będę zbyt pochłonięta swoim życiem. Będzie wiązało się to z zadbaniem o swoją przyszłość. Na spokojnie ogarnę czego chcę i co muszę zrobić by to osiągnąć. W między czasie pasja. Najlepszy związek z samym sobą.

Nie pozwolę się znowu skrzywdzić.

Melodrama is over, I hope.

Kiedy sięgasz dna, jedyna droga prowadzi w górę. Czas. Gdyby tak zatrzymać czas na ten okres, żeby nie brudzić sobie w życiu. Zbyt bardzo koliduje to na przykład z pracą. Przekłada się na relacje z rodziną. Nie może tak być. Nigdy tak często nie płakałam. W zasadzie to w ogóle nie płakałam. Musiałam mieć mocny, konkretny powód, żeby uronić łzę. Dziwny stan, nie chcę się w tym odnaleźć ale zaczynam się przyzwyczajać. Nigdy tak źle nie było. Co jest?

Pisze post jeden za drugim i zastanawiam się co się ostatnio dzieje. Każdy ostatnio ma na celu mnie wykorzystać i kopnąć w dupe. Dlaczego? Nie zdziwię się jak nagle zniknę i nikomu nie powiem gdzie jestem. Czas na konkretne zmiany. Nikt nie musi mnie rozumieć. Chyba będę musiała się niedługo pożegnać. Szkoda mi. Przykro mi, że nie mam wsparcia. Poza rodziną i moją kochaną przyjaciółką zza ściany. Nie pozwolą mi upaść. Ale ja już upadłam i nie pali się wstawać.

Nie spodziewałam się, że jest tak źle. Sytuacja zmusza mnie do pozostania w stanie obojętności. Już nie zależy mi na niczym. Gorzej nie będzie. Nie ważne co myślicie. Naprawdę mnie to nie obchodzi. Z jednej strony odczuwam spokój, z drugiej ból. I to przez to stracę pracę? Serio? Podobnie było ze szkołą. Też wolałam gnić w depresji, zamiast coś z tym zrobić. Może tak jest wygodniej? Chyba potrzebuję, żeby ktoś złapał mnie za rękę i poprowadził dalej.

Rzucenie pracy czy zwolnienie jest mi teraz na rękę. Nie mam siły się starać a nie lubię zabierać się do czegoś, czego nie zrobię dobrze. Z drugiej strony pracując zajmuję czas co pozwala mi nie skupiać się na stanie obecnym. Zobaczymy co to będzie. Zaczynam myśleć pozytywnie.

sobota, 18 marca 2017

Bezdradność.

Wczorajszy dzień bardzo przyjemny, sympatyczny. Byłam na spacerku z pieskami, później spotkanie z przyjaciółmi i koncert. Wszystko pozornie jest w porządku. Jednak wracam do domu i nie czuję się dobrze. Stosunki z rodziną są beznadziejne.

Na co dzień jestem radosnym, pozytywnym człowiekiem. Zawsze uśmiechnięta. Dlatego najgorsze nie jest to jak się czuję, tylko to, że nie jestem sobą. Dlaczego muszę stawiać się w tak depresyjnym świetle? To dość nieadekwatne do mnie. Czuje się w tym wszystkim sama. I nie wierzę, że ta jedna rzecz tak negatywnie na mnie wpłynęła. Miałam nadzieję, że spyta co u mnie. To smutne, kiedy ktoś, z kim pisałaś codziennie nagle ma Cię w dupie. Dla pewnych korzyści trzeba trochę zamydlić oczy, sprawić wrażenie, że zależy. Nie chcę wysuwać wniosków w afekcie ale podejrzewam, że byłam odskocznią. Kto by nie skorzystał z darmowego pakietu? Myślę, że to mnie przerosło. Rzadko kiedy jestem tak pewna czego chcę. Chciałabym, żeby było dobrze. To jedyne czego potrzebne mi do szczęścia.

Dziś natomiast siedzę w oknie i słucham muzyki. Bardzo bym chciała gdzieś wyjechać. Urwać się stąd. Być gdzieś daleko, nie tutaj.

czwartek, 16 marca 2017

Brak pojęcia.

Jedyna miłość, której nie należy się bać to miłość do zwierząt. One kochają bezgranicznie, bez powodu, zawsze.

Tutaj nie znajdę szczęścia. Tutaj mnie niszczą. Nie chcę tego. Moje życie jest takie szczęśliwe. Czemu nie mogę robić tych rzeczy z nim? Czemu nie chce tego co ja? Wciąż powtarza, że będę kiedyś szczęśliwa. Ma racje. Będę, kiedy odejdę. Nie chcę być piękna dla wszystkich. Chcę być piękna tylko dla niego. Widocznie po raz kolejny trafiłam źle. Jak na złość, wokół mnie same pary. Wtedy widzę, że to nie to. On nigdy nie będzie mnie tak traktował.


Więc po raz kolejny zamykam się na miłość. Nie chcę nikogo. Przez długi czas.  Panowie, którzy zachowują się wobec mnie tak, jakbym chciała, żeby on to robił. Ale nie są nim. Nie stwarzają pozorów. Starają się. Nie muszą mówić, widać, że tego chcą. Gdybym nie poświęcała im czasu, nie widziałabym tej różnicy. Nadal żyłabym w mrzonkach. Skoro do tej pory nic nie ma, to nie będzie. Powinnam odejść.. Nie tracić więcej czasu. Największa głupota, którą mogłam zrobić, to zakochać się. W kimś, kogo nie interesuje Moje życie. W kimś, kto nie chce go ze Mną dzielić. I Ciebie nie ma.


Więc chcę uciec daleko stąd i nie wracać.

środa, 15 marca 2017

Paradoks.

Nikt nie zasługuje na tę frustrację. Paradoksalnie trzeba szukać oparcia z zewnątrz. Szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Zastanawiałam się co się ze mną dzieje. Podłoże psychiczne doprowadziło mnie do kompletnej niemocy. Kiedy nie masz siły wstać z łóżka. Kiedy Twój pusty wzrok przeszywa ścianę. Nie jesteś w stanie pracować ani wyjść do ludzi. Nie chcesz z nikim rozmawiać. Zamykasz się. Takiego bólu dawno nie czułam. Jest obezwładniający. Smutek przeplata się z agresją. Wtedy już żyjesz tylko dla siebie, bo nie otrzymujesz zrozumienia. Ale nie oczekujesz tego bo to nieosiągalne. Szczęśliwa bo lubię swoje życie. Jest w porządku. Tylko ja się zepsułam.
Ostatnie tygodnie były ciężkie, pełne stresu i niepokoju. Uczucie, że straciłam coś, co dawało mi chęć do życia. Nadal wierzę w siebie. Nie jestem typem samobójcy. Szkoda mi zmarnować potencjał, który posiadam. To, nad czym pracuję latami. To, kim się stałam na podstawie doświadczeń i niepowodzeń. Kształtując swoje życie budujesz swoją siłę, która pomoże Ci właśnie w takiej sytuacji. Każdy czasem upada.

Apatia, rezygnacja. To jest dobre. Nie jest to najlepszy stan, w którym byłam ale wynikające z tego korzyści mogą zaowocować w przyszłości.
Przerosły mnie pewne kwestie. Okropny, przeszywający ból. Jakbym umarła w środku. I nie jest łatwo normalnie funkcjonować. Najtrudniej wstać z podłogi.

Stan, w którym jestem to etap przejściowy. Najważniejsze, żeby wykorzystać ten ból. Nie wstydzę się tego. Ciesze się tym. Co jest kolejnym paradoksem.
To karuzela, na której cały czas rzygasz ale i tak cały czas chcesz na nią wejść.

Gospodarując czas staram się odgonić myśli i znaleźć kurację dla duszy. Mam plan.

niedziela, 5 lutego 2017

Przedsię.

Mam jasno postawiony cel. Muszę zmienić tory. Faktycznie, jest łatwiej niż myślałam. Nie jestem zdemotywowana, wręcz przeciwnie. Zaczęłam myśleć bardziej o sobie. Kieruje mną niepowodzenie. Robię wszystko, żeby stać na nogach. Życie jest jednak bardzo obrotne, za dużo się ostatnio dzieje. Czuję presję i stres.

Zmiana toku myślenia pozwoliła mi uniknąć zamknięcia. Wszystko jest w głowie. Zracjonalizowałam się. Zastanawiam tylko się z czego wynikają pewne zachowania. Bezradność? Smutno się stało, chciałabym, żeby trwało dalej. Wydaje mi się, że jestem silna. Odrzucam to, jak mogę. Często wracam myślami do tego co próbuję zamaskować. Miałam wrażenie, że w końcu się coś zmieni. Ten smutek uspokaja.

Finalnie pozostaje melancholia. Pozbyłam się oczekiwań, dostosowałam do sytuacji, jednak mam poczucie braku adekwatności w tym wszystkim. Nie chcę dostać kopa w dupę. Zdążyłam się ogarnąć. Towarzyszy mi rozdarcie pomiędzy tym czego chcę a co muszę.

Pojawiły się w głowie ostatnio dwa nowe słowa. Co mam z nimi zrobić? Chociaż przywykłam. Ciężko mi ostatnio stworzyć spójną całość. Szczęście w nieszczęściu.

Happy but sad.

niedziela, 29 stycznia 2017

Podupadam.

Pięknie jest. Różowe niebo. Ale mam już dość tej ponurej zimy. Z czego wynika mój brak mocy? Jestem tak wyssana z energii, że nie mam siły stać. Ciągle śpię. W ogóle bym nie wychodziła z łóżka, podłoże psychiczne? Śnieg pada poziomo.

Sny przeplatają się z rzeczywistością. Dawno nie śniłam.
Ale już wiem co mi odbiera energię do życia. Smutek i brak mocy. Bo wiem, że nie mogę z nim być. Teraz już sam kontakt nie wystarcza. Co z tego. Chcę go.

Bardzo pomógł mi wolny dzień. Pół dnia gotowałam, pół sprzątałam i siedziałam ze zwierzaczkami i Martą. Najlepszy pakiet wsparcia, jaki można otrzymać siedząc w domu. Ogarnęłam się.

Sprawiasz wrażenie kogoś, od kogo trzeba trzymać się z daleka, żeby trzymać ludzi na dystans. Pozujesz na kogoś.


A tak poza tym. Ona wie. Jest dla mnie miła bo wie, że mam problem.

piątek, 27 stycznia 2017

Dezorientacja.

Jak w oku cyklona, widzisz jak wszystko wokół się rozpada. Jednak dostajesz kopa na rozpęd. Zakładam, że wszystko stracone więc idę dalej. Wszystko staje się jasne kiedy przestajesz udawać, że jest dobrze. Wiem, że za jakiś czas spojrzę na to inaczej. Doskonale wiem jak wtedy zareaguję. Pomyślę dlaczego tyle czasu dawałam metaforycznie ruchać się w dupe? Czemu pozwalałam sobie na to? Otwórz oczy. Bardzo ważny jest szacunek do siebie, prawda? Kogo obchodzi dlaczego Twoje zachowanie wskazuje na kompletny brak rozwagi. Chciałabym nie mieć żalu ale przyszłość widzę bardzo pozytywnie.

Zawsze potrafiłam to usprawiedliwić. Dziś już nie mam na to siły. Wbrew woli przestałam uciekać, żeby rozwiązać ten problem. Zamieniłam się w domino, które muszę pozbierać

Czuję trochę jakby czas działał wstecz. Cofam się do pewnego momentu gdzie to wszystko się zaczęło. Moja efektywność spada. Ostatnim razem potrafiłam stworzyć nieprzenikliwą barierę. Ciągle jednak patrzę w ten zasrany telefon. Mam nadzieję, że z przyzwyczajenia. Za to mam
odwagę czuć się źle. Odcienie różu znikną. Wszystko co złe trzeba wykorzystać na swoją korzyść więc chcę wykorzystać każdy dzień. Spontan i nieprzewidywalność, słowa klucze. Na tym polega młodość. Ponoć jestem zagubiona. Możliwe, jednak doskonale wiem co czuję.

***

Kiedy ktoś gra na zwłokę, udajesz, że to kupujesz. Nie godzisz się z prawdą lub obserwujesz dalszy przebieg sytuacji. Przewaga?

Jesteś obserwatorem. Wiele można wyczytać z ludzi. Nie zawsze mają świadomość co widać ale czekasz na odpowiedni moment, żeby to wykorzystać.


Natomiast słowa dobrze podane świadczą o wprawie. Jeśli ktoś próbuje się uzewnętrznić i nie wie jak to ubrać w słowa, całkiem możliwe, że pierwszy raz się na to zdobył.


*


C
zas stop. Bezwład i błogostan. Oczy miałam smutne do wczoraj. Nie chcę oglądać się za siebie.

..ale wciąż o nim myślę.

niedziela, 22 stycznia 2017

W afekcie.

Tylko on może kurwa sprawić, że wyjdę na pojebaną. Tracę rozum. Dlaczego nie mogłam odpuścić? Za bardzo mi zależało. No tak. W takich sytuacjach pięknie widać jak mocno tracę czas. Przy czym wychodzę na desperatkę i kobietę bez godności i szacunku do siebie. Przepraszam? Że chciałam trochę jego? Oczywiście przesadzam. Poniosło mnie. Miarą wkurwienia jest to jak Ci zależy. Widocznie za bardzo. Jeszcze raz zadam to pytanie. Przepraszam? Może i ja nie chcę tego czuć? Być normalna? Na siłę wykorzystywać każdą okazję ze strachu, że więcej się nie pojawi? To jest chujowe jeśli działa w jedną stronę. Miło, że na co dzień istnieje załagodzenie w postaci kontaktu. Ale jeszcze nie nadeszły czasy black mirror.

Tęsknię za dobrze przespaną nocą. Mogłaby być przespana jeśli na nic bym nie liczyła. A obiecałam sobie, że nie będę. Umiem nad tym zapanować. Co za beznadziejny czas. Dlaczego ktoś powoduje, że nie jesteś sobą? Przedstawiasz swoją osobę w najgorszym świetle, starasz się bez zasługi. Głupio mi, wiecie? Bo mogłam to rozegrać inaczej i nie mieć wrażenia, że wszystko zjebałam. Ale podtrzymywanie czegoś na siłę tworzy iluzję. Już nie wiem czy mam tak zaćmiony mózg czy może nie potrafię myśleć racjonalnie? Chciałabym być szczera ale nie wiem czy to nie zbyt wiele. Pisząc jednak staję na nogi więc powiedzmy, że zostawię wszystko w tym poście.
 

Chciałabym jedynie pozbyć się tego fatalnego uczucia. Być może normatywne i adekwatne do sytuacji ale mało przyjemne. Mam wrażenie jakbym stała przed wyborem. Olać to wszystko i stracić jednocześnie (powinnam być na to gotowa) czy żyć w iluzji i zwykłej relacji. Trochę się pogubiłam. Wiem co ja chcę i wiem co chce moje serce. Nie zawsze są w zgodzie ale po czasie umiesz słuchać rozumu. Ostatnio towarzyszy mi pewna dezorientacja. Chciałabym wiedzieć o co chodzi ale boje się usłyszeć. Jestem zmieszana między tym jaka jest moja rzeczywistość a tym jak reaguje. Obstawiam, że w normalnych okolicznościach zachowałabym się inaczej ale kontrolę przejmują emocje. Obwiniam się. Zamydlam potrzebę tworząc jej brak. Trochę napadało a mydło powoli się kończy.

Nie podoba mi się to wracanie do punktu wyjścia. Stałam na nogach.
Jestem wkurwiona na siebie bo coś z góry założyłam i tego powinnam się trzymać.
Bo przeżywam. Po co?