W przeciągu ostatnich trzech miesięcy w moim życiu nastąpiło wiele zmian. Zmieniły mnie. Ruszyłam daleko i gwałtownie do przodu. A wszystko zaczęło się od końca roku szkolnego.
Dwa nowe doświadczenia dały mi okazję do dalszego rozwoju przez co wyzbyłam się uczucia stania w miejscu czy też chwilowego poczucia uwsteczniania się. Miałam spore ambicje, których nie realizowałam. Nie robienie kompletnie niczego dla siebie nie jest dobre. I ja o tym wiedziałam. Któregoś dnia usiadłam więc, po prostu i powiedziałam sobie "dosyć, koniec, tak dalej nie będzie". Zawsze się do tego zbierałam i zawsze chciałam. I na tym się kończyło. Bo kto z nas nie chce niczego zmienić? A co tak naprawdę robimy, żeby się do tych zmian przyczynić? To była spontaniczna i szybka decyzja. Napisałam CV i umówiłam się na rozmowę. Parę dni później zaczęłam pracę. Pracuję do dziś. To, czego się tu nauczyłam bardzo wpłynęło na moje podejście. Teraz trochę inaczej postrzegam świat. Opieram się na doświadczeniu i wiedzy, którą zdobyłam. Jako, że znając siebie potrzebuję dalszego napływu gotówki, wprowadziłam to w życie, choć wcześniej nie przyszło mi to na myśl. Planowałam zarobić w wakacje pewną sumę, żeby po prostu mieć. Ułatwić sobie życie. Chciałam mieć na własne potrzeby i zachcianki.
Zaczęłam więcej od siebie wymagać.
Zaczęłam interesować się rzeczami, które wcześniej mnie nie obchodziły.
Zaczęłam skupiać się na swojej wiedzy i wykorzystywać ją w praktyce.
Zapragnęłam wiedzieć jeszcze więcej.
Warto jest czerpać wiedzę z różnych źródeł, żeby patrzeć na wszystko z różnych perspektyw.
Warto jest poznawać ludzi starszych od siebie, żeby stać się dojrzalszym. Po miesiącu nawet mama powiedziała mi, że spoważniałam. Fakt, przez chwilę byłam poważniejsza bo musiałam dużo myśleć nad tym co robię w pracy, co się przełożyło na życie codzienne. Lubię nowe sytuacje i lubię się ich uczyć. Moja pierwsza praca wymagała ode mnie tego, żebym ogarniała. Teraz już pracuję automatycznie.
To, czego nauczyłam się w pracy to głównie dyscyplina i koncentracja. To, że warto się trochę pomęczyć, żeby potem mieć lepiej. Pamiętam, że myślałam też o tym, że w pracy jest o tyle lepiej, że nie trzeba nic po niej robić. Tylko czekasz na następny dzień. Dla mnie każdy dzień był ciekawy. Po nocach śniło mi się to co robiłam. Czasem nawet wstawałam w nocy, żeby coś zapakować, po czym uświadamiałam sobie, że jestem w domu i mogę spać. O, sen. Jak ja bardzo doceniłam sen. Przez cały miesiąc nie miałam kiedy odetchnąć ani się wyspać. Kiedy tylko miałam chwilę czasu, to spałam. Wracając po nocce po szóstej, kładłam się od razu i wstawałam o dziewiętnastej. Bardzo dobrze to wspominam, mimo wszystko. Myślę, że nie mogłam trafić lepiej. Ta robota nie zniechęciła mnie, lecz zmotywowała do dalszej pracy. Podobała mi się atmosfera, i nadal podoba. To, że ludzie mi pomagali i z każdym mogłam pogadać. O ludziach wypowiem się w dalszej części posta. Lubiłam też to, że musiałam słuchać tego, co się do mnie mówi. Wykonywać polecenia. Nie popełniać błędów. Miałam lepsze i gorsze dni. Raz byłam do dupy bo coś mi nie szło (i nie wiem czy to była kwestia dnia czy nowej maszyny), a raz czułam, że jestem w tym dobra. Od samego początku przyszłam do pracy z wielkim entuzjazmem i dobrym nastawieniem. Miałam dobre podejście bo chciałam pracować. Cieszył mnie każdy dzień, bo każdy dzień był inny. Każdego dnia się czegoś uczyłam. Zobaczyłam, że praktyka jest dla mnie lepsza. Lubię praktykować. Uczyć na błędach. Praca bardzo kształtuje charakter i wiele uczy. Nie sądziłam, że aż do tego stopnia, żebym poczuła się lepszym człowiekiem. Nastawienie ma znaczenie. Przez chwilę nawet narodziła się we mnie myśl, że chce być najlepsza. I nie bać się pytać o cokolwiek. Na początku ciągle zadawałam pytania, bo chciałam jak najwięcej wiedzieć. Wiem, że jeśli bym nie pytała to nie byłabym pewna czy robię coś dobrze. Może ich trochę pomęczyłam i pozawracałam im dupę, ale się nauczyłam. Przez pracę stałam się też bardziej kontaktowa. Bardzo dobrze dogaduje się z ludźmi. Znacznie lepiej nawiązuję z nimi kontakty i jestem o wiele pewniejsza siebie. Ale to już za całokształt.
W pracy ludzie są różni. Możliwe nawet, że w jednym zakładzie znajduje się każdy charakter. Ile ludzi, tyle zdań. Ponoć nie można ufać nikomu. Ludzie karmią się tym co usłyszą. W jeden dzień mogą Ci zszargać opinię, której już nie zmienisz. Dlatego trzeba być ostrożnym i trzymać dystans. Ja od początku miałam takie podejście, żeby się pilnować i obserwować ludzi. Z resztą, taka już jestem. Bo przyszłam tu do pracy a nie poznawać ludzi. Wydaje mi się, że w pracy trzeba mieć silny charakter i stałe nerwy, bo nie wszyscy przyjmują na klatę słowa i machają na nią ręką. Mnie osobiście nigdy nie obchodziło to, co o mnie gadają (o czym się jeszcze nie przekonałam ale na pewno gadali). Bo znam swoją wartość i musieli by się bardzo postarać, żeby mnie to zabolało. Ludzie z początku wydawali mi się sympatyczni ale to i tak nie uśpiło mojej czujności. Pozory mylą.
Najgorsza jest przepaść pomiędzy zmianami. Stale towarzyszył mi brak snu. Zmiany są trzy. Dla porównania: raz wstaję o czwartej, raz śpię od siódmej do dziewiętnastej. Organizm na pełnych obrotach jednak przystosowuje się do cotygodniowej zmiany funkcjonowania. Bywałam już w takich stanach, że oczy mi się zamykały i szczerze myślałam, ze nie wyrobię. Ze zmęczenia nie mogłam ustać na nogach. Ale czas mijał i jakoś dałam radę. Był też taki dzień, który tak mi się podobał, że mogłabym zostać na kolejne osiem godzin.
W ogóle nie miałam czasu dla znajomych ale jakoś nie było mi szkoda. Żyłam pracą, 7/7.
Zobaczyłam więc jak to wszystko wygląda. Będę chciała popracować jeszcze w innych miejscach, żeby zobaczyć gdzie mi będzie najlepiej ale póki co zostaję tu.
Patrząc wstecz widzę wielki progress. Jestem lepsza.