Nie chcę przeżyć swojego życia przeciętnie.
Nie chcę godzić się z rzeczywistością.
Chcę się wspinać.
Nie ważne jak wielkie będą kłody pod moimi nogami. Mam jedno życie i chcę, (zawsze chciałam) je dobrze wykorzystać.
Nie będę się niczym wyróżniała od ludzi jeśli nie skończę.
Każdy może powiedzieć - ćwiczę, biegam, czytam, jestem na diecie, ucze się etc. Póki nie widać efektów to jest bez sensu. Kończy się na gadaniu.
Przykład? Dieta.
-Jesteś na diecie już pół roku? Serio?
Skoro mówisz ludziom, że jesteś na diecie, która ma Cię odchudzić ale efektów nie widać nawet po roku to znaczy, że nie umiesz się za coś dobrze zabrać. Ludzie nie będą traktowali tego poważnie bo nie widzą skutków. Więc jeśli mówisz, że chcesz schudnąć i właśnie się do tego przyczyniasz - schudnij. Bo wiesz, każdy może i lubi sobie pogadać. A zaczną Cię szanować dopiero po skończonych efektach.
Dziś tylko ja, książki i pisanie. Jest tego dość dużo i w końcu mam na to czas. Zawsze mamy coś do zrobienia. Odkładamy to na potem. Ja chcę w końcu ogarnąć to, co było na potem i mieć święty spokój. Obudziłam się z lekkim zapałem i nutką kreatywności.
Czasem mam taki dzień, że bardzo chcę zrobić coś produktywnego. Ogólnie planuję co fajnego, ale jeszcze myślę nad projektem. Chcę iść do przodu.
Mam na siebie nowy plan, który powoli zaczęłam realizować. Nie jest to takie łatwe jak myślałam ale chcę w to wejść. W zasadzie bez wysiłku nie ma tej samej satysfakcji, jak przy tym co przychodzi łatwo. Więc chcę w końcu zrobić coś dla siebie i ciężką pracą osiągnąć to, co sobie postawiłam za cel. To zupełnie nowe doświadczenie. Mam zamiar przekonać się dokąd mnie zaprowadzi.
Nie mam pojęcia czy mi to wyjdzie ale spróbuję. Zarys niebawem.
czwartek, 26 czerwca 2014
wtorek, 3 czerwca 2014
Sytuacja.
Dziś miała miejsce bardzo dziwna i niecodzienna sytuacja. Powiedziałabym nawet, że chora.
Jest taki chłopak, który swoimi czynami prowokuje wszystkich dookoła i robi to świadomie. Traktuje to jako forma rozrywki. Jego zachowanie wywodzi się z domu, gdyż jego ojciec karci go za każde niepowodzenie i jest bardzo wymagający. Oczekuje od niego świetnych ocen i postawy. Chłopak sam w sobie jest tępy i nie potrafi czegoś wynieść z danej sytuacji. Sprawia wrażenie, że całkowicie nie myśli nad swoim postępowaniem. Jego priotytetem są oceny i nic poza tym. Można powiedzieć, że nie ma osobowości. Robi tylko to, czego wymaga od niego ojciec. Po jego zachowaniu można wywnioskować, że w innym środowisku, innym niż jego dom, chce się poczuć normalnie i swojo. Są ludzie, którzy nie zawracają sobie nim głowy i tacy, którzy reagują. To oczywiste, że ci pierwsi mają spokój. Jeśli ktoś reaguje to jego to nakręca i on wyprowadza ich z równowagi. Z ust rówieśników słyszy wiązanki na temat jego osoby. Nie jedna osoba próbowała dać mu wyraźnie do zrozumienia, że gdyby przestał nas prowokować i zaczepiać, nie usłyszałby złego słowa. Każdy na swój sposób sugeruje, bądź mówi otwarcie, żeby się odczepił. Nic. Do niego to nie dociera. Nie da się z nim porozmawiać na spokojnie, bo on nie widzi problemu i wysuwa irracjonalne argumenty. Nie mniej jednak nie mają one związku ze sprawą. Jedna z dziewczyn, zważywszy na tę sytuację zaczęła wykorzystywać jego głupotę przeciwko niego. Zaczęła się z nim drażnić. Piórnik w szafce, baton za oknem, gonitwy z jego plecakiem pod jej pachą i zeszyty lądujące w koszu na śmieci. On wyglądał na zadowolonego. Traktował to jako zabawę. Przynajmnej takie stwarzał pozory. Kiedy przesadził ze słowami, dostał w twarz. Kiedy zdarzyło się to po raz kolejny, nie wytrzymał i puściły mu nerwy. Już nie było tak zabawnie. W ramach rewanżu kopnął ją dwukrotnie nogą w brzuch i okolice ud. Zrobił to bardzo mocno i udolnie. Dziewczyna była w ciężkim szoku i przez chwilę stała wygięta z niedowierzającym wyrazem twarzy. Rzuciła się w obronę i zaczęli się szarpać. Usiłował zadać jej cios z sierpowego ale nie trafił. Widać było, że gdyby nie chybił, mogłaby pożegnać się z zębami. Dziewczyna zważając na to, że jest delikatna, uroniła łzę z bólu. Nie spowiedziewała się takiego zachowania z jego strony. Nikt się nie spodziewał. Do tej pory jedyną możliwością była tylko gra słowna. Chwilę później zadzwonił dzwonek a zaraz po nim przyszedł nauczyciel. Przedstawienie dobiegło końca. Usiedliśmy w ławkach i zbierając myśli przeszliśmy do tematu zajęć.
Myślę, że brak jego równowagi psychicznej przekłada się na relację z ludźmi. Skoro on nie potrafi zrozumieć w czym tkwi błąd, to my powinniśmy zareagować. A naszą reakcją powinno być lekceważenie jego zachowań. Skoro to co się do niego mówi nie daje efektów, skutecznym sposobem powinien być brak reakcji. Jemu sprawia przyjemność to, że my się denerwujemy. Stąd ten wniosek.
To co zrobił było grubą przesadą. Nie miał on prawa jej dotknąć a co dopiero pobić. Choćby ze względu na to, że jest kobietą. Każda tego typu sytuacja jest nie do przyjęcia. Wyobrażacie sobie? Za głupie zaczepki niemal zrobił jej krzywdę. To się mogło skończyć gorzej. Chcąc być zabawny stwierdził potem, że chyba zacznie nosić do szkoły młotek. Nie wyobrażam sobie jak mógł tak pomyśleć. W tej sytuacji wszystko co powie, może obrócić się przeciwko niego - pomyślałam. Skoro jest zdolny tak mocno uderzyć kobietę, to nie zawachałby się użyć młotka w afekcie.
Tę sprawę można skierować do dyrektora. Powiedzieć, że czujemy się niebezpiecznie w towarzystwie jednego z uczniów, gdyż ma przy sobie przedmiot, który może być narzędziem zbrodni. Po przeszukaniu i znalezieniu młotka, sprawa od razu zostałaby skierowana do prokuratury.
Natomiast jeśli chodzi o zachowanie dziewczyny, uważam, że w pewnym momencie zaczęła przesadzać. Chwilami sprawiała wrażenie, jakby sama się o to prosiła. Dlatego jej reakcja mnie zdziwiła. Była oburzona kiedy to się stało. Tak, jakby myślała:
- Jak on śmiał! Przecież nic mu nie zrobiłam.
To się jednak nie stało bez powodu. Owszem, postąpił najgorzej jak mógł. Jednak pomijając fakt, że uderzył ją mocno, nie zrobiłby tego, jeśli ona nie dałaby mu powodu. Nagle stała się święta bo to ona jest poszkodowana. Mogła wziąć pod uwagę to, że każdy ma jakieś granice wytrzymałości.
Rozmawiałam z paroma osobami na ten temat i słyszałam różne opinie. Większość wypowiedzi wyglądała następująco: -"No i co z tego, że mu dokuczała? Nie miał prawa jej dotknąć. On jest walnięty!"
Była też jedna, która uważała inaczej. Wyglądało to mniej więcej tak: -"Dostała za swoje. To nie jest jego wina. Sprowokowała go i w końcu dostała za swoje."
Ja osobiście jestem w tej sytuacji bezstronna. Patrzę bardziej na sam jej przebieg. Ciekawi mnie czy na policji będzie przedstawiony pełen obraz sytuacji. Bez pomijania pewnych kwestii. Z jej strony rzecz jasna. W tej sytuacji niektórzy mogli kierować się relacjami a nie rozumiem. Nie o to w tym chodzi. Chodzi o sam fakt. Do teraz mam ten obraz przez oczyma.
Jest taki chłopak, który swoimi czynami prowokuje wszystkich dookoła i robi to świadomie. Traktuje to jako forma rozrywki. Jego zachowanie wywodzi się z domu, gdyż jego ojciec karci go za każde niepowodzenie i jest bardzo wymagający. Oczekuje od niego świetnych ocen i postawy. Chłopak sam w sobie jest tępy i nie potrafi czegoś wynieść z danej sytuacji. Sprawia wrażenie, że całkowicie nie myśli nad swoim postępowaniem. Jego priotytetem są oceny i nic poza tym. Można powiedzieć, że nie ma osobowości. Robi tylko to, czego wymaga od niego ojciec. Po jego zachowaniu można wywnioskować, że w innym środowisku, innym niż jego dom, chce się poczuć normalnie i swojo. Są ludzie, którzy nie zawracają sobie nim głowy i tacy, którzy reagują. To oczywiste, że ci pierwsi mają spokój. Jeśli ktoś reaguje to jego to nakręca i on wyprowadza ich z równowagi. Z ust rówieśników słyszy wiązanki na temat jego osoby. Nie jedna osoba próbowała dać mu wyraźnie do zrozumienia, że gdyby przestał nas prowokować i zaczepiać, nie usłyszałby złego słowa. Każdy na swój sposób sugeruje, bądź mówi otwarcie, żeby się odczepił. Nic. Do niego to nie dociera. Nie da się z nim porozmawiać na spokojnie, bo on nie widzi problemu i wysuwa irracjonalne argumenty. Nie mniej jednak nie mają one związku ze sprawą. Jedna z dziewczyn, zważywszy na tę sytuację zaczęła wykorzystywać jego głupotę przeciwko niego. Zaczęła się z nim drażnić. Piórnik w szafce, baton za oknem, gonitwy z jego plecakiem pod jej pachą i zeszyty lądujące w koszu na śmieci. On wyglądał na zadowolonego. Traktował to jako zabawę. Przynajmnej takie stwarzał pozory. Kiedy przesadził ze słowami, dostał w twarz. Kiedy zdarzyło się to po raz kolejny, nie wytrzymał i puściły mu nerwy. Już nie było tak zabawnie. W ramach rewanżu kopnął ją dwukrotnie nogą w brzuch i okolice ud. Zrobił to bardzo mocno i udolnie. Dziewczyna była w ciężkim szoku i przez chwilę stała wygięta z niedowierzającym wyrazem twarzy. Rzuciła się w obronę i zaczęli się szarpać. Usiłował zadać jej cios z sierpowego ale nie trafił. Widać było, że gdyby nie chybił, mogłaby pożegnać się z zębami. Dziewczyna zważając na to, że jest delikatna, uroniła łzę z bólu. Nie spowiedziewała się takiego zachowania z jego strony. Nikt się nie spodziewał. Do tej pory jedyną możliwością była tylko gra słowna. Chwilę później zadzwonił dzwonek a zaraz po nim przyszedł nauczyciel. Przedstawienie dobiegło końca. Usiedliśmy w ławkach i zbierając myśli przeszliśmy do tematu zajęć.
Myślę, że brak jego równowagi psychicznej przekłada się na relację z ludźmi. Skoro on nie potrafi zrozumieć w czym tkwi błąd, to my powinniśmy zareagować. A naszą reakcją powinno być lekceważenie jego zachowań. Skoro to co się do niego mówi nie daje efektów, skutecznym sposobem powinien być brak reakcji. Jemu sprawia przyjemność to, że my się denerwujemy. Stąd ten wniosek.
To co zrobił było grubą przesadą. Nie miał on prawa jej dotknąć a co dopiero pobić. Choćby ze względu na to, że jest kobietą. Każda tego typu sytuacja jest nie do przyjęcia. Wyobrażacie sobie? Za głupie zaczepki niemal zrobił jej krzywdę. To się mogło skończyć gorzej. Chcąc być zabawny stwierdził potem, że chyba zacznie nosić do szkoły młotek. Nie wyobrażam sobie jak mógł tak pomyśleć. W tej sytuacji wszystko co powie, może obrócić się przeciwko niego - pomyślałam. Skoro jest zdolny tak mocno uderzyć kobietę, to nie zawachałby się użyć młotka w afekcie.
Tę sprawę można skierować do dyrektora. Powiedzieć, że czujemy się niebezpiecznie w towarzystwie jednego z uczniów, gdyż ma przy sobie przedmiot, który może być narzędziem zbrodni. Po przeszukaniu i znalezieniu młotka, sprawa od razu zostałaby skierowana do prokuratury.
Natomiast jeśli chodzi o zachowanie dziewczyny, uważam, że w pewnym momencie zaczęła przesadzać. Chwilami sprawiała wrażenie, jakby sama się o to prosiła. Dlatego jej reakcja mnie zdziwiła. Była oburzona kiedy to się stało. Tak, jakby myślała:
- Jak on śmiał! Przecież nic mu nie zrobiłam.
To się jednak nie stało bez powodu. Owszem, postąpił najgorzej jak mógł. Jednak pomijając fakt, że uderzył ją mocno, nie zrobiłby tego, jeśli ona nie dałaby mu powodu. Nagle stała się święta bo to ona jest poszkodowana. Mogła wziąć pod uwagę to, że każdy ma jakieś granice wytrzymałości.
Rozmawiałam z paroma osobami na ten temat i słyszałam różne opinie. Większość wypowiedzi wyglądała następująco: -"No i co z tego, że mu dokuczała? Nie miał prawa jej dotknąć. On jest walnięty!"
Była też jedna, która uważała inaczej. Wyglądało to mniej więcej tak: -"Dostała za swoje. To nie jest jego wina. Sprowokowała go i w końcu dostała za swoje."
Ja osobiście jestem w tej sytuacji bezstronna. Patrzę bardziej na sam jej przebieg. Ciekawi mnie czy na policji będzie przedstawiony pełen obraz sytuacji. Bez pomijania pewnych kwestii. Z jej strony rzecz jasna. W tej sytuacji niektórzy mogli kierować się relacjami a nie rozumiem. Nie o to w tym chodzi. Chodzi o sam fakt. Do teraz mam ten obraz przez oczyma.
niedziela, 1 czerwca 2014
Zawsze przychodzi taki moment.
Szkoła
No właśnie, szkoła. Chyba nigdy nie czułam się tak przez szkołę. Czuje się beznadziejnie i powinnam. Szkoła to dla mnie odrębna sprawa. Odrębna jeśli chodzi o życie. Pod tym względem, że ona się nie nakłada na człowieka. Nasza mentalność każe nam stale kombinować i wymyślać jak się od tego wywinąć. Nauczyciele wymagają ode mnie kosmicznych rzeczy. Zakładają, że mam żyć szkołą. Muszę znać cały materiał i nie mieć swojego życia. Wcześniej pisałam, że szkoła mnie ogranicza i właśnie teraz czuję to bardzo dosadnie. Oczywiście jak sobie naważyłam piwa to muszę je teraz wypić. Każdy człowiek musi kiedyś ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Nie sądziłam, że niektóre mogą być aż tak ciężkie. Zostały trzy tygodnie szkoły. Po cholerę teraz sprawdziany? Po to, żeby nie spocząć na laurach. Nauczyciele nie chcą, żebyśmy zaczęli się obijać i "mieć już wakacje". Chwilami to już jest przesada. To co się teraz dzieje w szkołach, mnie osobiście trochę przerasta. Została chwila czasu, żeby osoby, które mają złą sytuację mogły ją poprawić.
Każdy doświadcza w życiu różnych sytuacji, które naprawdę mogą nas przejąć. I my mamy własne życie. My żyjemy, musimy się spotykać z ludźmi, chodzić na spacery, poczytać, mieć czas na własne hobby, na odpoczynek. Musimy po prostu żyć. Szkoła tego nie rozumie. Szkoła to program, który nie bierze pod uwagę tego, że poza szkołą mamy jeszcze własne życie. To jest maszyna, w której jesteśmy turbinami. Bez względu na wszystko oceny są tu najważniejsze. Czynniki wpływające na zaniżenie własnej średniej nikogo nie obchodzą. Możesz być chory, mieć depresję, żałobę czy jakąkolwiek poważną sytuację, która negatywnie wpływa na twój stan pyschiczny. Ale nikogo nie obchodzi to, dlaczego nie zaliczyłeś sprawdzianu. Nie rozumiem czemu nauczyciele zamiast pomagać nam się rozwijać, chcą nas udupić. Ja rozumiem, że są surowi i często dają do zrozumienia, że nie mamy już żadnej szansy. Ale oni mają na celu zmobilizowanie nas do nauki. Tyle, że ludzie różnie na to reagują. Jedni się mobilizują, inni załamują. W każdej sytuacji jednak trzeba mieć gram wsparcia i chociaż jedno dobre słowo, które podniesie nad na duchu. Ja lubię jak ktoś jest bezpośredni, szczery i powie mi w twarz co myśli i jak wygląda moja sytuacja. Ale nie w ten sposób, żeby mnie dobić. Prawda. Chodzi o to, żeby powiedział prawdę bez owijania w bawełnę. Nie rozumiem podejścia niektórych nauczycieli do uczniów i nauczania. Niektórzy są po prostu od cholery. Nic do nich nie dociera.
Przez szkołę trzeba przejść jak przez zarazę. Po prostu musimy mieć te papiery. Ale chcę, żeby to minęło jak najszybciej. To taki beznadziejny przymus, który odbiera nam życie. Bo ktoś kto nieustannie siedzi w domu i kuje to omija go życie. Te najlepsze chwile, gdzie poznajemy świat, ludzi i doświadczamy. Jesteśmy młodzi i ciekawi świata. Dlaczego ma nas ominąć młodość? Uważam, że mam dobrych nauczycieli ale jeśli któremuś ma pęknąć żyłka bo się nie nauczył do sprawdzianu to nie wiem. "Jak możesz tego nie rozumieć?" No wybacz, ale ja mam dopiero naście lat i dopiero zaczęłam naukę tego konkretnie materiału. Nie mam kilkudziestoletniego doświadczenia i nie omawiam jednego tematu od trzydziestu lat kilkakrotnie. Im sie utrwaliło.
Upadek
Przerasta mnie to wszystko. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się czułam. Upadki muszą być. Nie może cały czas być dobrze. Tym razem sama sobie jestem winna i mam tego pełną świadomość. W pewnym sensie jest mi dobrze. To jak pewna forma odpoczynku dla psychiki. Kiedy dotyka mnie gówno nie czuje się sobą. Wiem, że muszę to przeżywać ale to jak słabość. Bo wiem jacy są ludzie i przy nich zawsze musisz być silny. Ale jestem przez to zmęczona. Zawsze w takich chwilach można coś zmienić. Uświadamiasz sobie coś. I gdyby nie ta sytuacja stało by się w miejscu. Nie mielibyśmy okazji, żeby to zrozumieć. Jak to jest z tymi porażkami? Jestem pewna, że co by się nie działo, zawsze z tego wyjdę bo znam siebie. I choćby teraz było nie wiem jak źle to zaraz wszystko się ułoży. Nikt chyba nie lubi mówić o swoich upadkach. Kto o nich mówi? To albo kwestia odwagi, albo tego, że nie chcemy pokazać, że jesteśmy słabi. Ludzie są jacy są. Ważne, żeby mieć garstkę tych dobrych przy sobie. To prawdziwy skarb. A żeby nauczyć się szczęścia, trzeba nauczyć się cierpieć. Bo kim byśmy byli bez porażek? Stalibyśmy w miejscu. Coś musi nas skłaniać do refleksji. Mam wrażenie, że czasem jest to konieczność i los sam rzuca nam kłody pod nogi. Celowo, żeby coś nam uzmysłowić. Bo sami nie potrafimy. Wszystko po to, żebyśmy w przyszłości byli lepszymi ludźmi. Tylko silni zwyciężą. Walcz z tym i ze sobą. Dla siebie. Staraj się zachować równowagę psychiczną w każdej sytuacji. Czujesz, że porażka to wstyd?
Do tej pory zawsze dawałam sobię radę sama. Teraz czuję, że opadam z sił i tym razem może mi się nie udać. Każda nutka wsparcia płynąca ze słów od ludzi, którym na mnie zależy podnosi mnie na duchu. Mój duch walki jest leniwy ale wie, że jak nie ruszy dupy to będzie już tylko gorzej. Więc go motywuje. A o tym przypomina mi przyjaźń. Przyjaciel poświęca swój czas, żeby ci pomóc. Nie chcę ich zawieść. Nie chcę tez zawieść siebie. Czuje się podle i jestem zła na siebie. To dziwne uczucie. Chyba najgorsze bo zawodzisz samego siebie. A przecież siebie masz na co dzień i zawsze. Nie przestaniesz ze sobą rozmawiać. Wiem, że jestem zdolna i rzeczy, które do tej pory robiłam dobrze, mogłabym wykonać jeszcze lepiej. Ale ludziom chyba się nie chce dawać z siebie wszystkiego. Ile przez to tracimy. I czas i siebie. Jakby człowiek mógł wziąć tabletkę na lenistwo o działaniu motywującym, sam by się zdziwił ile potrafiłby zdziałać. No ale bez powodu się nie przekonamy. Nikogo nie obchodzi twoje gówno. Musisz sobie radzić sam. No chyba, że masz takich wspaniałych przyjaciół jak ja. Jak silna musi być więź, żeby twój przyjaciel oddał za ciebie rękę? A to bywa czasem podobne do codzienności.
Nie ważne jak silny jesteś. Nie ważne jak dobrze umiesz ukrywać uczucia. Zawsze przyjdzie taki moment, że w końcu zmiękniesz. I teraz mogę powiedzieć, że się czegoś nauczyłam. Ostatnio byłam chyba trochę zepsuta.
...
W pewnej chwili myślałam nad tym, czy powinnam pisać o wszystkim co się dzieje w mojej głowie. Wiem ile osób czyta mojego bloga. W pewnym sensie to są moje osobiste sprawy ale z drugiej strony to jest życie. Każdy z nas ma różne uczucia i przemyślenia ale większość chce to zostawić dla siebie. Bo dlaczego miałabym otwierać się przed wszystkimi?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)