Nikt nie zasługuje na tę frustrację. Paradoksalnie trzeba szukać oparcia z zewnątrz. Szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Zastanawiałam się co się ze mną dzieje. Podłoże psychiczne doprowadziło mnie do kompletnej niemocy. Kiedy nie masz siły wstać z łóżka. Kiedy Twój pusty wzrok przeszywa ścianę. Nie jesteś w stanie pracować ani wyjść do ludzi. Nie chcesz z nikim rozmawiać. Zamykasz się. Takiego bólu dawno nie czułam. Jest obezwładniający. Smutek przeplata się z agresją. Wtedy już żyjesz tylko dla siebie, bo nie otrzymujesz zrozumienia. Ale nie oczekujesz tego bo to nieosiągalne. Szczęśliwa bo lubię swoje życie. Jest w porządku. Tylko ja się zepsułam.
Ostatnie tygodnie były ciężkie, pełne stresu i niepokoju. Uczucie, że straciłam coś, co dawało mi chęć do życia. Nadal wierzę w siebie. Nie jestem typem samobójcy. Szkoda mi zmarnować potencjał, który posiadam. To, nad czym pracuję latami. To, kim się stałam na podstawie doświadczeń i niepowodzeń. Kształtując swoje życie budujesz swoją siłę, która pomoże Ci właśnie w takiej sytuacji. Każdy czasem upada.
Apatia, rezygnacja. To jest dobre. Nie jest to najlepszy stan, w którym byłam ale wynikające z tego korzyści mogą zaowocować w przyszłości. Przerosły
mnie pewne kwestie. Okropny, przeszywający ból. Jakbym umarła w środku.
I nie jest łatwo normalnie funkcjonować. Najtrudniej wstać z podłogi.
Stan, w którym
jestem to etap przejściowy. Najważniejsze, żeby wykorzystać ten ból. Nie
wstydzę się tego. Ciesze się tym. Co jest kolejnym paradoksem. To karuzela, na której cały czas rzygasz ale i tak cały czas chcesz na nią wejść.
Gospodarując czas staram się odgonić myśli i znaleźć kurację dla duszy. Mam plan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz