wtorek, 29 kwietnia 2014

Sen na jawie.

Śniło mi się, że umarłam. To było takie realne. Normalnie czułam wszystkie emocje z tym związane. Obudziłam się w środku nocy z wielką ulgą. Jako duch myślałam:
To jeszcze nie mój czas, jestem za młoda. Jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym zrobić. Nie mogę uwierzyć, że to koniec. Byłam przerażona, serio. Rozmawiałam z rodzicami normalnie i zastanawiałam się co dalej. Tylko oni mnie widzieli (jak w filmie "Uwierz w ducha"), nikt inny. Siedzieliśmy w trójkę w jednym pomieszczeniu przy drewnianym stole i półmroku. Z sufitu zwisała długa lampa, która budowała cały klimat. Nagle przyszło mi do głowy, że jeśli naprawdę umarłam i jestem duchem to powinnam móc przechodzić przez ściany i tym podobne. Gwałtownie więc zaczęłam dotykać wszystkiego co znajdowało się w zasięgu mojej dłoni i czułam to. Nie przenikałam. To mogło oznaczać tylko jedno - żyję. Radość nie do opisania. Cieszyłam sie i odetchnęłam z ulgą. Obudziłam się z wrażenia i zaczęłam dla pewności głądzić ręką pościel. Czułam ją - żyję!

Serce mi waliło. Śniła mi się śmierć kliniczna. Bo ja w tym śnie umarłam ale potem żyłam. Wszystko to w ogóle zaczęło się tak, że dwie znajome chciały przejść się ze mną do lasu. Chciałam już wracać ale mówię, czemu nie. Poszłyśmy. W połowie drogi zniknęły mi z oczu. W głębi lasu widziałam tylko jakąś chatkę. Co mogłam zrobić? Poszłam do niej. Było pusto. Właśnie miałam wychodzić ale wszedł jakiś nieciekawy człowiek ubrany w stare, brudne łachy. Powiedziałam grzecznie, że wychodzę. Nie stwarzał problemu więc kierowałam się ku wyjściu. Szedł za mną i powiedział, że mogę iść po czym złapał mnie za rękę i mocno szarpnął. Z początku dla żartu ale potem chciał mnie nastraszyć. Mówił dalej:
-Idź. 
Z lekka zdezorientowana ponownie kierowałam się do wyjścia i wtedy przestało być zabawnie. Znowu mnie zatrzymał i zaczął grozić. Nie pamiętam co wtedy zrobiłam ale zatrzymałam go i zaczęłam uciekać. Kiedy wybiegłam, drzwi nie chciały się domknąć. Myślałam, ze mnie dopadnie. Biegłam dalej i potem trafiłam do tego pomieszczenia nieżywa, w postaci ducha.

Ostatnio miewam naprawdę schizowe sny ale tej nocy naprawdę obudziłam się z oczami jak pięciozłotówki. Wszystko tak świadomie przeżywałam. Sen za snem a każdy był w pewnien sposób powiązany. W kolejnych snach śniłam, że 
z wielkim przerażeniem i zdziwieniem opowiadam ludziom, co przeżyłam. Ze względu na to, że pół nocy to przeżywałam, reszta emocji przełożyła się na dalszą część snu lub kolejny sen. Zwykle budze się i zapominam o tym ale dziś to był kosmos. Rzadko miewam sny, w których czuję tyle emocji. W tym momencie to wydaje mi się śmieszne ale w nocy czułam jakby to się działo naprawdę. Wszystkie emocje związane z tym, że już mnie nie ma. Ja czułam, że to był koniec. Jestem w czymś poza czasem i już nie wrócę do codzienności. Nie byłam na to gotowa. Przyszło tak niespodziewanie. Pierwszy raz śniła mi się własna śmierć. Rano wydawało mi się, że wszystko na biegu zapisałam w notatkach ale to też mi się przyśniło.
To było kompletne oderwanie się od rzeczywistości. W momencie kiedy otworzyłam oczy czułam, jakbym wyrwała się z jakiejś śpiączki.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Ćwiczenia.

Powoli wraca mi forma i myślę, że za chwilę wejdzie mi to w nawyk. Dobre nawyki rozwija się ciężej a złe łatwiej. Zupełnie lepiej mi się ćwiczy i czuje się bardziej komfortowo kiedy wiem więcej na ten temat. Niewiedza często działa na naszą niekorzyść w dużej mierze. A kiedy już się zacznie, to ciężko jest przestać. Musisz znać podstawy. Bez wiedzy ciężko jest robić coś dobrze. Dlatego rób to co robisz ale z głową.

Święta szybko minęły, na szczęście. Szczerze mówiąc miałam już ich dość. Lubię je pod tym względem, że to dobra okazja, żeby spędzić czas z rodziną. Najgorsza dla mnie jest ta nieograniczona ilość jedzenia, którą wrzucam w siebie mimo tego, że wcale nie muszę. Tłumaczę sobie, że przecież są święta. Dobra, pojadłam. Teraz czas wziąć się za siebie. W święta byłam trochę obolała bo w dzień przed przebiegłam jakimś cudem sześć kilometrów zaraz po ćwiczeniach z Chodakowską. Pewnie to źle, bo powinnam stopniowo przywracać kondycję no ale jak już się zebiorę to jestem zawzięta. Zakwasy, nienawidzę. Przez nie czasem samo chodzenie sprawia mi trudność. Ale nie obijam się tylko staram się to rozruszać. Początki są trudne. Pamiętam jak pierwszy raz po świętach zebrałam się do ćwiczeń. Myślałam, że umrę. Mija trochę czasu i te same ćwiczenia przestają mnie męczyć, nawet chcę więcej. Bardzo mnie to wciąga i wątpię, że stracę zapał bo bardzo zależy mi na tym, żebym wyglądała dobrze i dobrze się czuła. Błogostan uzyskany po całym dniu ćwiczeń jest boski. Nie dość, że wiem, że coś zrobiłam to jeszcze czuje się lepiej i mam lepsze samopoczucie. Nie stoję w miejscu. Forma zawsze zmienia mój sposób patrzenia. Patrzę na wszystko inaczej, na przykład na ludzi, którzy się obijają. Myślę, że nie wiedzą co tracą. Czuje się silna bo ja robię coś w tym kierunku i dbam o siebie. Pierwsze efekty widzę wtedy kiedy nie skupiam się tak bardzo na wadze tylko czerpie z tego przyjemność.

W głowie mamy mnóstwo barier, wystarczy je przełamać. Wydaje się nam, że z czymś nie damy sobie rady ale tak naprawdę możemy osiągnąć wszystko. Negatywnym myśleniem sami siebie ograniczamy. Podejście to połowa sukcesu a ciało jest w stanie zrobić więcej niż pozwala nam psychika. Wystarczy powtarzać sobie, że dasz radę i myśleć co ci to da. Myśleć o swoim celu. Zauważyłam, że tak naprawdę najlepsza w tym wszystkim jest droga. Kiedy osiągniesz to co chcesz, faktycznie czujesz się szczęśliwszy ale sama droga daje dużo przyjemności. Za każdym razem dążysz do wyznaczonego przez siebie celu i sprawia ci to radość bo jesteś coraz bliżej. Pamiętam jak się czułam kiedy zobaczyłam na wadze liczbę, którą chciałam zobaczyć. Wspaniale. Potem szczerze mówiąc spoczęłam na laurach. Myślałam: dobra osiągnęłam swój cel, w końcu już nic nie musze robić, i
 co teraz? Musiałam znaleźć sobie inny cel. Przyzwyczaiłam się do dążenia do czegoś a nie miałam już do czego dążyć.

Jestem zadowolona. Mam więcej energii co jest trochę paradoksalne. Najważniejsze dla mnie jest to, że robię to dla siebie. Ludzie dają mi sporo motywacji. Jakie są plusy? Odstresowanie, czystość umysłu, pewność siebie. Wparcie. Jeśli robisz to z przyjemności to dobrze jest mieć wsparcie ale jeśli chcesz coś osiągnąć to najlepsze jest zwątpienie. Kiedy ktoś w ciebie wątpi ty chcesz udowodnić mu, że nie ma racji i, że dasz radę. Oczywiście nie wszyscy tak reagują. Są ludzie, którzy biorą to do siebie i jeszcze bardziej przestają w siebie wierzyć. To wtedy działa w nie tę stronę co trzeba. 
Mnie to daje wielkiego kopa i biore się wtedy za siebie. Dużo od siebie wymagam i chcę być najlepsza w tym co robię. Dla siebie. Lubisz coś sobie udowadniać? Wiesz, że dasz radę. Dasz, prawda? Musisz znać swoje możliwości. 

Kiedy już tak sobie ćwiczę i czuje sę dobrze czasem mi się nie chce. Wtedy jest dupa bo zaczynam się obijać. Zapominam o tym dlaczego to robię. Myślę, że korzystnie byłoby poznać swoją psychikę i panować nad nią bo to jak myślisz ma wpływ na to jak coś robisz. Myślę więc, że powinnam przypominać sobie dlaczego to robię, co chcę osiągnąć i jak będę się czuła kiedy to osiągnę.

Pomyśl o sobie. Możesz wszystko. 

piątek, 18 kwietnia 2014

Atrakcyjność.

Powiem wam coś. Kiedyś myślałam, że najważniejsze przy poznawaniu kogoś jest to, co masz w środku. Kiedy jeszcze nie byłam zbyt pewna siebie tłumaczyłam sobie, że wygląd nie ma takiego znaczenia, że jeśli ktoś mnie pozna to na pewno mu się spodobam. Uważałam się (i nadal uważam) za wartościową osobę dlatego byłam pewna, że ta osoba mnie polubi. Nie rozumiałam jednak dlaczego po dłuższych staraniach nie była mną zainteresowana. Pewnie ktoś z was miał już taką sytuację. Otóż osobowość to jednak nie wszystko a jeśli się z tym nie zgadzasz to spójrz na to ze swojego punktu widzenia. 

Po pierwsze wygląd jest bardzo ważny. Nie ważne jak sympatyczną i wspaniałą osobą jesteś. Jeśli nie spodobasz się chłopakowi to nie będzie chciał ciągnąć tego dalej. Kiedy poznajesz jakąś osobę zawsze pierwsze na co zwracasz uwagę to wygląd. Nie spojrzysz na człowieka, którego nie znasz i nie zobaczysz od razu jaki jest a o tym czy będziesz chciała go dalej poznać decyduje wygląd. Oczywiście osobowość jest kluczowa. To działa w dwie strony. Są dwa przypadki - wspaniała dziewczyna.. no ale niestety nic poza tym. Piękna dziewczyna ale o czym z nią tu rozmawiać? Wydaje się trochę tępawa. Dziewczyny powinny umieć o siebie zadbać. Uroda to nie wszystko. To niezależność sprawi, że iskra nie zgaśnie.


Druga sprawa jest taka, że 
jeśli facet cię nie porząda, nic z tego. To niekoniecznie może wam się spodobać ale tak właśnie jest, niestety. Pożądanie. Możesz być jego najlepszą kumpelą ale jeśli Cię nie porząda, nie będzie z tego związku. Czy Ty chciałabyś być z kimś, z kim nie chciałabyś tego robić? To jest przecież fundament, na którym buduje się związek. Może niejasno się wyraziłam. Wygląd ma iść w parze z osobowością. Obie rzeczy mają być na miejscu i obie są bardzo ważne.

Atrakcyjność składa się z kilku rzeczy, mianowcie: pewność siebie, osobowość, wyjątkowość, to coś, które przyciąga do siebie ludzi, niezależność, to, że znasz swoją wartość, nieuległość (chyba nie chcesz być lekceważona?), twój stosunek do samej siebie, wygląd, sylwetka. Chodzi mi o to, że wygląd to nie wszystko.

Dziewczyna musi znać swoją wartość i być świadoma swojej atrakcyjności. Przede wszystkim dobrze wykorzystywać swoje atuty i mieć własne życie. Chyba nie ma nic gorszego jak laska, której życie kręci się wokół orbity jakigoś faceta. Oni wiedzą kiedy jesteś na każde ich zawołanie a ty masz mieć swoje życie. Masz nie rezygnować z własnych przyjemności i z tego co lubisz robić. Nie możesz się jemu przyporządkowywać. Jeśli przyporządkujesz mu całe swoje życie, stracisz swoje a kiedy związek okaże się bez przyszłości, zostaniesz z niczym i będziesz musiała budować wszystko od nowa. Pamiętaj, on też ma swoje życie i z pewnością nie chce, żebyś zamknęła go w klatce i oczekiwała zbyt wiele. Po prostu nie angażuj się zbytnio na początku bo to zraża. Facet lubi powalczyć. Nasz problem polega na tym, że za bardzo uzależniamy się od facetów emocjonalnie. Dobrym podejściem w tym wszystkim jest to, żebyś myślała "zobaczymy co będzie dalej" a nie zastanawiała się już nad wspólną przyszłością. Przecież nie wiesz co będzie.

Nie gadaj z nim o kompleksach, jego to nie interesuje. Poza tym ty też chyba nie lubisz jak ktoś nieustannie się tobie użala, zwłaszcza jakiś facet. Jeśli domagasz się komplementów to znaczy, że nie wierzysz w siebie i chcesz desperacko podbudować swoją wartość. Takie rozmowy zostaw dla siebie albo pogadaj o tym z przyjaciółką. Bądź zadowolona z własnego życia i bardzo ważne, nie analizuj. Kobiety mają to do siebie, że lubią analizować szukając dziury w całym. Jeśli zbyt długo o czymś myślisz przychodzą ci do głowy niestworzone rzeczy, które nie mają związku z obecną sytuacją więc sama sobie szkodzisz.

Częstym też popełnianym błędem, którego sama często popełniałam jest nadgorliwość. To zawsze przynosi negatywny skutek. Dystans to ważna rzecz. Z własnego doświadczenia wiem jak ważna jest samokontrola, dlatego nie możesz być na każde jego zawołanie. Pewnie zawsze masz kogoś na podorędziu, czyli kogoś kto zawsze jest i będzie. Teoretycznie mógłby ci się podobać ale z jakiegoś powodu tak nie jest. I choć rozważałaś tę opcję milion razy, przekonywałaś się do niego i chciałaś spróbować to i tak wiesz, że nic z tego nie będzie. Tu w grę wchodzi desperacja bo przecież my chcemy to, czego nie możemy dostać i każdy tak ma a jeśli ty chcesz z kimś być to nie masz żadnych wątpliwości. Ja mam taką zasadę. Jeśli mam jakieś wątpliwości to od razu się wycufuję, bo kiedy naprawdę chcę z kimś być to jestem tego pewna i nie musze się przekonywać.
Patrząc wstecz widzę swoje błędy i gdybym wcześniej wiedziała to co wiem teraz, na pewno zachowałabym się inaczej.. no ale na kimś musimy się uczyć. Bo co tak nie uczy jak własne błędy? Prawde mówiąc gdyby nie błędy nie zrozumiałabym o co w tym wszystkim chodzi dlatego nie żałuję ale fakt, mogłoby być inaczej, lepiej.

Masz pod nosem milion poradników i wiesz co robić, żeby dostać to czego chcesz ale niekoniecznie się do nich stosujesz i i tak robisz po swojemu. No niestety tak jest, ciężko nam się zastosować do porad zwłaszcza kiedy kierują nami emocje. A kiedy kierują nami emocje to mamy nieustanną nadzieję, że może coś z tego będzie. Nie myślimy jasno. O może coś zrobię, może to coś da, może mnie polubi, sratata. Być może to wszystko jest skomplikowane ale teoretycznie działa. Jeśli facet straci do ciebie szacunek to raczej go nie odzyskasz. To straszne bo czasem nieświadomie możemy postawić się na przegranej pozycji. Więc kiedy będziesz na przegranej pozycji, nie ma odwrotu.

Co tam jeszcze.. powinnaś mieć własne zdanie. Znacie tę sytuację z dzieciństwa? Rozmowa dwóch dzieciaków:
- Jaki lubisz najbardziej kolor?
- Zielony. A ty?
- Niebieski.
- A to ja też niebieski.
Czy taką osobę można traktować poważnie? Szanujemy ludzi, którzy mają własne zdanie.

Pewnie zauważyłyście, że jeśli ktoś nam się podoba to zaczynamy lubić to co on. Przybieramy jego poglądy, podejście, po prostu stajemy się bardzo podobni do tej osoby. Potem kiedy to mija znowu czujemy się sobą i mamy głupie wrażenie, że tego nam brakowało. Bo przestałyśmy robić to co lubimy wciąż zajmując się tym co on lubi. Dlatego raz jeszcze, masz mieć własne życie, własne zainteresowania i własne poglądy. Oczywiście niewykluczone, że oboje będziecie lubić to samo ale sama wyczujesz kiedy będziesz powoli traciła siebie przybierając jego racje jako priorytet.

A znacie może takie uczucie? Żyjesz sobie, wszystko jest dobrze, nie masz większych zmartwień, robisz to co lubisz i... nagle poznajesz chłopaka. Z początku tylko ci sie podoba ale zanim się spotrzeżesz już nie możesz przestać o nim myśleć i automatycznie zaczynasz przypominać sobie jak sie czułaś zanim zaczęłaś o nim myśleć. Kiedy się zakocham czy coś poczuję myślę - fuck. Straciłam kontrolę, zaraz zacznę tracić siebie bo teraz wszystko kręci się wokół niego a ja chcę mieć własne życie. Chcę czuć sie swobodnie i robić to co lubię nie myśląc wyłącznie o nim dwadzieścia cztery na dobe. Najgorsze dla mnie zawsze jest to, że nie mamy nad tym kontroli. Mówię sobie - ja nie chcę tego czuć ale nie mogę wybić sobie go z głowy. To jak zaraza, której nie możesz się pozbyć. Wpadłaś. Wtedy najtrudniej jest zachować jasność umysłu.

Wydaje nam się, że facet spadnie nam z nieba. Więc czekamy i czekamy. Prawdą jest to, że to przychodzi w niespodziewanym momencie ale nie kiedy siedzisz cały dzień w domu na kanapie i czekasz. Tak naprawdę wszystko czego potrzebujemy jest w naszych rękach. Być może dla nas jest to skomplikowane ale do ogarnięcia.

Więc nauczyłam się paru rzeczy na ten temat i postaram się wykorzystać to w praktyce co pewnie przestanie być takie łatwe jak zaangażuje się emocjonalnie.
W tym wszystkim chodzi o zrozumienie ludzkiej natury i odpowiednie postępowanie. Z czasem będzie coraz lepiej.

środa, 9 kwietnia 2014

Zmiany.

Dobra, rozumiem ten cały mechanizm. Wiem więcej na temat, który mnie interesuje i będzie czas, żeby to wykorzystać w praktyce. Idzie lato, czas na zmiany. Planuję kolejną metamorfozę. Jestem na nią gotowa fizycznie i psychicznie bo mój organizm już się zregenerował. Towarzyszą mi dwa uczucia - motywacja i mobilizacja. Nie moge się doczekać efektów. Czuje się trochę jak dwa lata temu tylko, że mam mniej pracy i już wiem czego się spodziewać. Wiem co zrobić, żeby w życiu osiągnąć sukces i będę się tego mocno trzymać. Mam cholerny apetyt na życie i swoje pasje. Chcę się rozwijać a zmiany na pewno mi w tym pomogą. Więc teraz będę skupiona tylko na swoich celach. Tak, powinno się zacząć od mometu postanowienia ale ja wiem co jest dla mnie najlepsze. Czekam na ten odpowiedni moment kiedy będę miała czas i zero szkoły, żeby poświęcić się temu całkowicie a zapoczątuję to już teraz. Mam w sobie dość siły i motywacji, żeby osiągnąć swój cel i jestem pewna, że mi się uda.

Długo nie pisałam bo byłam ostatnio dość zabiegana ale nagromadziłam dość materiału i dość wiedzy w swojej głowie żeby tu ogarnąć. 
Moje życie wygląda trochę inaczej ale niedawno wróciłam do rzeczywistości i wyszłam z tej pourodzinowej ekstazy. Nie narzekam, jest dobrze. Wiele się nauczyłam i wiem też więcej. Chcę robić to co chce i zacząć myśleć o swojej przyjemności. Chce przeżyć swoje życie najlepiej. W maju planuję iść na siłkę (pierwszy raz). Poza tym nic się nie zmieni. Standardowo rower, bieganie i spacery. Jednym słowem dużo ruchu. Kiedy tak bigałam po sklepach i mniej jadłam przypomniałam sobie jakie to wspaniałe uczucie mieć nad sobą kontrolę. Przypomniałam sobie ile szczęścia daje mi forma i jakie daje mi możliwości. Będę dużo pisać.

Kolejna sprawa. Nakupowałam sobie masę książek i nie wyobrażam sobie teraz dnia bez nich. Już mówiłam jak dobrze jest się wyłączyć czytając. To pewna forma relaksu ale musisz to lubić! Nie każda książka mi podejdzie i niektóre mnie nudzą ale jeśli jestem jakąś zainteresowana to mogę czytać cały dzień.

Dziś taki krótki wstęp a to co mam do powiedzenia zamieszczę w kolejnych postach.