Sporo się zmieniło ostatnio w moim życiu. Znowu spojrzałam na wszystko z innej strony. Przyszedł dzień, że odżyłam i zaczęłam się skupiać bardziej na sobie. Nie wiem jak. Nie wiem skąd. Poczułam mobilizację. Taką chęć do stawiania sobie celów i spełniania ich. Wszystkie dręczące mnie myśli odeszły, zastąpiły je pozytywne. Wzięłam się więc za siebie bo wiem, że mój zapał do nauki nie trwa wiecznie i chciałam go dobrze wykorzystać. Jeśli mam być szczera, to znudziło mi się nawet to ciągłe nic nie robienie. Rosła satysfakcja z każdym osiągniętym przeze mnie celem, który sobie postawiłam. W nie myśleniu i odtrącaniu złych myśli pomagały mi książki, w które się wcześniej wkręciłam. Skupiałam się na tym co czytam poprawiając swoją koncentrację. Kiedy przeczytałam to, co robiło na mnie wrażenie a w bibliotece nie było żadnych nowości czy książek, które mogłyby mnie zainteresować, z początku nie mogłam znaleźć sobie miejsca i nie wiedziałam jak zagospodarować ten czas ale potem zajęłam się czym innym.
Ten tydzień był dla mnie totalnym odłączeniem się od świata. Nowe przygody. Posunęłam się o krok dalej. Już wcześniej spodobało mi się nocne życie ale teraz oficjalnie wprowadzam je w moje życie. Lubię kiedy następnego dnia chce mi się spać i lubię, kiedy zapominam o wszystkim skupiając się na danej chwili czy odczuciu. Nie codziennie. Muszę mieć czas na opoczynek. Czasem czuję, że to mi się należy, czasem, że muszę przystopować ale zawsze towarzyszy mi moja natura, że nie usiedzę w miejscu. Ja muszę coś robić. Ja muszę wyjść. Zaczęłam interesować się Łodzią i ciekawym miejscami. Drzemie we mnie spora energia, którą muszę nieustannie wykorzystywać.
Od jakiegoś czasu jestem sfrustrowana z jednego powodu. Tryb życia, który aktualnie prowadzę nie służy mi pod względem mentalnym. Jem późnymi wieczorami, mało śpię, sięgam po pokusy. To mój ulubiony temat ale wiem, że jeśli przyjdzie ten moment, w którym zdecyduje się to zmienić, będę musiała wszystko odstawić na bok. Nie widzę tego bo ja dopiero zaczynam zabawę. Wiem jednak z własnego doświadczenia, że czasem warto poświęcić trochę czasu i przyczynić się do pozytywnych zmian, które zaowocują w przyszłości. Wiem też, że jeśli już zacznę, to potraktuję to na poważnie i uda mi się. W tej chwili bariery w mojej głowie każą mi czekać na ten odpwiedni moment i planować. I mają rację bo jeśli zacznę teraz a byle jak, to nie będę mogła spodziewać się żadnych pozytywnych efektów. Jestem więc na takim etapie, że nadal kocham siebie ale wiem, że mogłabym coś zmienić. Wiem jakie to uczucie, kiedy jest już po. Nie ma nic lepszego i jestem pewna, że będę szczęśliwsza. Jedyne co muszę zrobić to ruszyć swoje szanowne poważanie.
A tak na koniec napiszę, że bardzo lubię cynizm i realne podejście do świata. Książki, które czytam są przepełnione cynizmem i mnie się to podoba, bo uważam, że to jest szczere podejście do sprawy. Lubię jak ktoś mówi prawdziwie, nie ważne, że boli. Wolę prawdę a w życiu jest masa spraw, z którymi trzeba się pogodzić. Biorąc choćby pod uwagę fakt, że męczyzna i kobieta to dwie różne istoty o różnej psychice, które mają zupełnie inny pogląd na wiele tematów. Zdecydowanie wolę sposób rozumowania mężczyzny, bo jest prosty, a prostolijność rzadko kiedy towarzyszy kobiecie. Gdyby tak większość kobiet przestało wiecznie coś anlizować, zbyt wiele oczekiwać i wyluzować to śwat byłby zdecydowanie lepszy i spokojniejszy.
Mam też dość ludzi, którzy nie umieją rozumować prawidłowo i autentycznie. Takich, którzy poprzez swój brak świadomości sami sobie szkodzą. Krew mnie zalewa jak ktoś żyje wśród swoich bezsensownych przekonań i nic do niego nie przemówi. Wiecie co, kiedy z kimś rozmawiam i on przedstawia mi swój obraz sytuacji, który w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej, po prostu mam go dość. Niektórzy ludzie tacy są, że nie mają nawet śwadomości tego, że ich tok myślenia jest niewłaściwy i to mocno. Życie takiego człowieka mogłoby wyglądać znacznie lepiej i lepiej byłoby mu samemu jakby tylko myślał inaczej. No ale cóż, nie każdy chyba rodzi się z takim umysłem więc w pewnym sensie jest mi szkoda, że ktoś marnuje sobie życie. Nie chcę znowu powtarzać tych pierdolotów ale tylko od nas zależy jak będziemy widzieć świat.
czwartek, 20 lutego 2014
wtorek, 11 lutego 2014
Książka.
Ostatnio zaczęłam czytać. Dużo czytać. Tak jak kiedyś jakakolwiek książka powyżej stu stron była dla mnie nie do przeczytania, tak w przeciągu ostatniego miesiąca przeczytałam cztery, do trzystu paru stron. To mnie mocno pochłanęło. Kiedyś ludzie, którzy czytali sporo książek byli dla mnie dziwni, bo ja nie potrafiłam przeczytać ani jednej ze zrozumieniem. To dla mnie dobry sposób na zabijanie czasu i wyłączenie się. Książka stała się moim niezbędnikiem i teraz nie wobrażam sobie dnia bez niej pod ręką. W momencie kiedy skończę jedną, od razu zaczynam następną. Kontunujuję tego samego autora jeśli mi się spodoba. Ostatnio przemiła i sympatyczna bibliotekarka poleciła mi jakieś nowości. Przejrzałam je, bo zanim coś wypożyczę muszę przeczytać parę stron i zobaczyć czy mnie zainteresuje. Spodobały mi się więc wzięłam je do domu. Szczerze mówiąc były świetne. Dwie książki z serii "Pokolenie Ikea". Dobrze się czyta a ja lubię takie klimaty. Cyniczna książka przedstawiająca szczerą do bólu brutalną rzeczywistość. Zgadzam się z każdym słowem w niej zawartym i oswoiłam się już z jej treścią. Lubię taki czarny humor i szczerość.
Dziś skończyłam drugą część. Byłam bardzo ciekawa jak sie skończy kiedy zostały mi dwa rozdziały więc czytałam w każdej wolnej chwili. Spodziewałam się standardowego zakończenia takiego, jak w pierwszej części ale jednak się zaskoczyłam. Kiedy przeczytałam ostatnie dwie strony i zamknęłam książkę, towarzyszyły mi dwa uczucia - radość i taka pustka. Cieszyłam się, że w końcu ją przecztałam bo jak już wcześniej wspomniałam, bardzo mi się poodbała. Czułam pustkę bo skończyła się no. Poczułam jakbym coś w sumie straciła. Wiedziałam, że już ją przeczytałam i nie będzie drugiej takiej. Chciałabym od razu zacząć trzecią część ale jej nie ma. Ta była z zeszlego roku czyli nie powinnam prędko spodziewać się kolejnej. Fajnie, że była z zeszłego roku bo lubię obecne książki z "naszych czasów". Lubię czytać o tym jak wyglądają nasze czasy. Ta była prawdziwa. Siedziałam chwilę i myślałam, musiałam odsapnąć. Zżyłam się trochę z bohaterem i czułam tę książkę. Teraz myślę bardziej po swojemu.
Powoli wyrobiłam już sobie nawyk czytania więc od razu chciałam sięgnąć po następną. Zaczęłam więc czytać ale coś mi nie pasowało. To nie było to. Chyba za wcześnie. Jeszcze mam w głowie fabułę tamtej i jakoś styl książki, którą zaczęłam czytać różnił się od tamtej. Pisana w zupełnie innym języku choć temat podobny. Normalnie smutno mi się zrobiło, że skończyłam już tę książkę. Ona była idealna. Jeszcze ją przeżywam i wiem, że będę czytać dalej inne książki ale to już nie będą te same. To jak z chłopakiem. Jesteś zakochana, jesteś w związku, jest wspaniale, niczego Ci nie brakuje, kochasz go, pochłania Cię to ale związek w końcu się rozpada. Będziesz miała jeszcze welu innych facetów ale żaden nie będzie właśnie tym. Nie spodziewałam się, żę to mnie wprowadzi w taki dziwny stan. Szczerze mówiąc to byłam nawet zdenerwowana.
Zauważyłam, że odkąd czytam znacznie poprawiła się moja koncentracja i pamięć. Więc warto.
Dziś skończyłam drugą część. Byłam bardzo ciekawa jak sie skończy kiedy zostały mi dwa rozdziały więc czytałam w każdej wolnej chwili. Spodziewałam się standardowego zakończenia takiego, jak w pierwszej części ale jednak się zaskoczyłam. Kiedy przeczytałam ostatnie dwie strony i zamknęłam książkę, towarzyszyły mi dwa uczucia - radość i taka pustka. Cieszyłam się, że w końcu ją przecztałam bo jak już wcześniej wspomniałam, bardzo mi się poodbała. Czułam pustkę bo skończyła się no. Poczułam jakbym coś w sumie straciła. Wiedziałam, że już ją przeczytałam i nie będzie drugiej takiej. Chciałabym od razu zacząć trzecią część ale jej nie ma. Ta była z zeszlego roku czyli nie powinnam prędko spodziewać się kolejnej. Fajnie, że była z zeszłego roku bo lubię obecne książki z "naszych czasów". Lubię czytać o tym jak wyglądają nasze czasy. Ta była prawdziwa. Siedziałam chwilę i myślałam, musiałam odsapnąć. Zżyłam się trochę z bohaterem i czułam tę książkę. Teraz myślę bardziej po swojemu.
Powoli wyrobiłam już sobie nawyk czytania więc od razu chciałam sięgnąć po następną. Zaczęłam więc czytać ale coś mi nie pasowało. To nie było to. Chyba za wcześnie. Jeszcze mam w głowie fabułę tamtej i jakoś styl książki, którą zaczęłam czytać różnił się od tamtej. Pisana w zupełnie innym języku choć temat podobny. Normalnie smutno mi się zrobiło, że skończyłam już tę książkę. Ona była idealna. Jeszcze ją przeżywam i wiem, że będę czytać dalej inne książki ale to już nie będą te same. To jak z chłopakiem. Jesteś zakochana, jesteś w związku, jest wspaniale, niczego Ci nie brakuje, kochasz go, pochłania Cię to ale związek w końcu się rozpada. Będziesz miała jeszcze welu innych facetów ale żaden nie będzie właśnie tym. Nie spodziewałam się, żę to mnie wprowadzi w taki dziwny stan. Szczerze mówiąc to byłam nawet zdenerwowana.
Zauważyłam, że odkąd czytam znacznie poprawiła się moja koncentracja i pamięć. Więc warto.
środa, 5 lutego 2014
Związek.
Dzisiaj ogólnie wszyscy mieli manie na ocenianie wyglądu innych ludzi. Podchodziło to głównie pod krytykę. Ocenianie wyglądu partnera znajomego. Halo! Druga połówka ma być atrakcyjna dla nas.
Żeby stworzyć zdrowy, szczęśliwy związek, najpierw trzeba samemu stać się szczęśliwym. Trzeba zacząć od siebie.
- takie jest moje założenie. Własne szczęście jest podstawą dobrego związku.
Ludzie często żyją w przekonaniu, że ich życie nabierze sensu dopiero wtedy, kiedy odnajdą miłość. Takie podejście moim zdaniem jest bez sensu. Według ich przekonania wychodzi na to, że do tego czasu będą żyli w poczuciu beznadziei i niezadowolenia z własnego życia. Nie znajdą własnego miejsca na tym świecie. Nie będą próbowali tego zmienić i starać się być szczęśliwym samemu. Ostatnio zaczęłam myśleć w ten sposób, że życie polega na tym, żeby robić coś, co się lubi, że w życiu najważniejsza jest pasja. Nie mam pojęcia gdzie mnie życie poniesie ale ważne jest to, żebym zawsze miała czas na robienie tego, co kocham. Istnieje taka możliwość, że nie zawsze będziemy robić w życiu coś, co będzie nam się podobało. Pasja daje nam szczęście i to jest pierwszorzędne. Jeśli nauczymy się budować własne szczęście i być pozytywnie nastawionym do świata, to będzie nam lepiej. Sama po sobie zauważyłam, że póki sama nie będę szczęśliwa, nie będę mogła stworzyć dobrego związku. Ludzie muszą mieć swoje życie. Widzieć coś poza tą osobą.
Kiedyś, kiedy nie byłam szczęśliwa sama ze sobą i nie miałam swojego życia, żyłam jego życiem. Przyporządkowywałam sobie jemu życie. Cały mój nastrój zależał tylko od tego jak było między nami, jak nam się układało. Jeśli było dobrze, byłam szczęśliwa, jeśli źle, pogrążałam się w rozpaczy i nie miałam ochoty na nic. Jakbym oddychała jego powietrzem, patrzyła jego oczyma. Nie pamiętam nawet czy miałam wtedy własne zdanie. Wszysto musiało być tak, żeby jemu się podobało. Żeby był ze mnie zadowolony. Nie myślałam w ten sposób, że jeśli nie zaakceptuje mnie taką jaka jestem, to nie będzie godny mojego zainteresowania. To było chore, jak obsesja. Pierwsza miłość. Kiedy jeszcze mój umysł nie był na tyle rozwinięty, żebym mogła racjonalnie podejmować decyzje i myśleć.
Nauczyłam się żyć sama i być szczęśliwa. Dobrze mi samej i czasem zastanawiam się nad tym, czy to aby na pewno nie jest lepsze dla mnie. Miłość mobilizuje, uskrzydla ale z drugiej strony też rani i pozbywa nas chęci do życia. Samej jest mi dobrze ale w związku też mogłoby lepiej. Czy opłaca się dziś dopuścić do siebie myśl, że możesz zrobić dla niego wszystko?
Nie można ograniczać się do samego związku, trzeba mieć poza nim swoje życie. Jak to wygląda? Żyjesz tylko nim, myślisz tylko o nim, skupiasz się wyłącznie na waszym związku. A co z Twoim życiem? Z tym co lubisz robić? Z resztą świata? Kiedy poświęcisz wszystko tej osobie zostaniesz z niczym kiedy związek się rozpadnie. Będziesz musiała od nowa uczyć się być sobą i żyć sama. Widzę po sobie, że to wymaga trochę czasu i pracy. Ja buduję swoje szczęście już jakiś czas i widzę efekty, bo wszystko leży w naszej głowie. Najpierw musiałam zrozumieć parę rzeczy. Wcześniej nie przywiązywałam do tego tak uwagi, a teraz staram się nakierowywać swoje myślenie tak, żeby było mi dobrze. Nie mogę przejmować sie wieloma sprawami, muszę odpychać negatywne myślenie. Wszystko musi być realne bo nie chcę żyć w świecie iluzji.
Także związek jest dobry wtedy, kiedy mamy kontrolę nad własnym życiem. Nie inaczej.
Żeby stworzyć zdrowy, szczęśliwy związek, najpierw trzeba samemu stać się szczęśliwym. Trzeba zacząć od siebie.
- takie jest moje założenie. Własne szczęście jest podstawą dobrego związku.
Ludzie często żyją w przekonaniu, że ich życie nabierze sensu dopiero wtedy, kiedy odnajdą miłość. Takie podejście moim zdaniem jest bez sensu. Według ich przekonania wychodzi na to, że do tego czasu będą żyli w poczuciu beznadziei i niezadowolenia z własnego życia. Nie znajdą własnego miejsca na tym świecie. Nie będą próbowali tego zmienić i starać się być szczęśliwym samemu. Ostatnio zaczęłam myśleć w ten sposób, że życie polega na tym, żeby robić coś, co się lubi, że w życiu najważniejsza jest pasja. Nie mam pojęcia gdzie mnie życie poniesie ale ważne jest to, żebym zawsze miała czas na robienie tego, co kocham. Istnieje taka możliwość, że nie zawsze będziemy robić w życiu coś, co będzie nam się podobało. Pasja daje nam szczęście i to jest pierwszorzędne. Jeśli nauczymy się budować własne szczęście i być pozytywnie nastawionym do świata, to będzie nam lepiej. Sama po sobie zauważyłam, że póki sama nie będę szczęśliwa, nie będę mogła stworzyć dobrego związku. Ludzie muszą mieć swoje życie. Widzieć coś poza tą osobą.
Kiedyś, kiedy nie byłam szczęśliwa sama ze sobą i nie miałam swojego życia, żyłam jego życiem. Przyporządkowywałam sobie jemu życie. Cały mój nastrój zależał tylko od tego jak było między nami, jak nam się układało. Jeśli było dobrze, byłam szczęśliwa, jeśli źle, pogrążałam się w rozpaczy i nie miałam ochoty na nic. Jakbym oddychała jego powietrzem, patrzyła jego oczyma. Nie pamiętam nawet czy miałam wtedy własne zdanie. Wszysto musiało być tak, żeby jemu się podobało. Żeby był ze mnie zadowolony. Nie myślałam w ten sposób, że jeśli nie zaakceptuje mnie taką jaka jestem, to nie będzie godny mojego zainteresowania. To było chore, jak obsesja. Pierwsza miłość. Kiedy jeszcze mój umysł nie był na tyle rozwinięty, żebym mogła racjonalnie podejmować decyzje i myśleć.
Nauczyłam się żyć sama i być szczęśliwa. Dobrze mi samej i czasem zastanawiam się nad tym, czy to aby na pewno nie jest lepsze dla mnie. Miłość mobilizuje, uskrzydla ale z drugiej strony też rani i pozbywa nas chęci do życia. Samej jest mi dobrze ale w związku też mogłoby lepiej. Czy opłaca się dziś dopuścić do siebie myśl, że możesz zrobić dla niego wszystko?
Nie można ograniczać się do samego związku, trzeba mieć poza nim swoje życie. Jak to wygląda? Żyjesz tylko nim, myślisz tylko o nim, skupiasz się wyłącznie na waszym związku. A co z Twoim życiem? Z tym co lubisz robić? Z resztą świata? Kiedy poświęcisz wszystko tej osobie zostaniesz z niczym kiedy związek się rozpadnie. Będziesz musiała od nowa uczyć się być sobą i żyć sama. Widzę po sobie, że to wymaga trochę czasu i pracy. Ja buduję swoje szczęście już jakiś czas i widzę efekty, bo wszystko leży w naszej głowie. Najpierw musiałam zrozumieć parę rzeczy. Wcześniej nie przywiązywałam do tego tak uwagi, a teraz staram się nakierowywać swoje myślenie tak, żeby było mi dobrze. Nie mogę przejmować sie wieloma sprawami, muszę odpychać negatywne myślenie. Wszystko musi być realne bo nie chcę żyć w świecie iluzji.
Także związek jest dobry wtedy, kiedy mamy kontrolę nad własnym życiem. Nie inaczej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)