Kiedy sięgasz
dna, jedyna droga prowadzi w górę. Czas. Gdyby tak zatrzymać czas na ten
okres, żeby nie brudzić sobie w życiu. Zbyt bardzo koliduje to na
przykład z pracą. Przekłada się na relacje z rodziną. Nie może tak być. Nigdy tak często nie płakałam. W zasadzie to w ogóle nie płakałam. Musiałam mieć mocny, konkretny powód, żeby uronić łzę. Dziwny stan, nie chcę się w tym odnaleźć ale zaczynam się przyzwyczajać. Nigdy tak źle nie było. Co jest?
Pisze post jeden za drugim i zastanawiam się co się ostatnio dzieje. Każdy ostatnio ma na celu mnie wykorzystać i kopnąć w dupe. Dlaczego? Nie zdziwię się jak nagle zniknę i nikomu nie powiem gdzie jestem. Czas na konkretne zmiany. Nikt nie musi mnie rozumieć. Chyba będę musiała się niedługo pożegnać. Szkoda mi. Przykro mi, że nie mam wsparcia. Poza rodziną i moją kochaną przyjaciółką zza ściany. Nie pozwolą mi upaść. Ale ja już upadłam i nie pali się wstawać.
Nie spodziewałam się, że jest tak źle. Sytuacja zmusza mnie do pozostania w stanie obojętności. Już nie zależy mi na niczym. Gorzej nie będzie. Nie ważne co myślicie. Naprawdę mnie to nie obchodzi. Z jednej strony odczuwam spokój, z drugiej ból. I to przez to stracę pracę? Serio? Podobnie było ze szkołą. Też wolałam gnić w depresji, zamiast coś z tym zrobić. Może tak jest wygodniej? Chyba potrzebuję, żeby ktoś złapał mnie za rękę i poprowadził dalej.
Rzucenie pracy czy zwolnienie jest mi teraz na rękę. Nie mam siły się starać a nie lubię zabierać się do czegoś, czego nie zrobię dobrze. Z drugiej strony pracując zajmuję czas co pozwala mi nie skupiać się na stanie obecnym. Zobaczymy co to będzie. Zaczynam myśleć pozytywnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz