czwartek, 23 stycznia 2014

Poczucie bezpieczeństwa a zdrowie.

Na jakiej podstawie lekarz stwierdza chorobę po godzinie rozmowy, skoro nie zna innych czynników wpływających na stan zdrowia pacjenta? Biorąc pod uwagę też fakt, że lekarz nie zna pacjenta. Pytają o wszystko ale myślę, że żaden lekarz nie będzie miał stu procentowej pewności co tak naprawdę dolega pacjentowi. Dlaczego tak myślę? Dlatego, że tego dnia dwóch lekarzy stwierdziło zupełnie co innego. Polska służba zdrowia jest paskudna. W szpitalu mówią pacjentom farmazony, których nie udokumentowują. To, co mówią pacjentowi, powinni udokumentować podpisując się pod tym, żeby udowodnić swoją rację, bo to, co mówi lekarz nie zawsze jest prawdą. Czasem sam lekarz nie zna przyczyny choroby. Pacjent osobiście nie ma dostępu do tych papierów, więc nie może wiedzieć, co tak naprawdę w nich notują.

Lekarze podchodzą z różnych stron do pacjenta. Według mnie z psychologicznej i zdrowotnej. Jeśli pacjent ma zawroty głowy, lęki i uczucie słabości (w tym sensie, że jest mu słabo; jest słaby), to z punktu widzenia zdrowotnego lekarz doradzi, żeby siedział w domu, leżał w łóżku i nie wykonywał żadnych czynności wywołujących nawet mały wysiłek. Ma odpoczywać i tyle. Z punktu widzenia psychologicznego natomiast, pacjent powinien wychodzić, powinien się ruszać i wykonywać pewne czynności. Jednym słowem nie powinien leżeć bezczynnie tylko coś robić. Oczywiście w grę wchodzi krótki spacer pod rękę a nie chodzenie na zakupy. Wszystko po to, aby pacjent nie skupiał się na swoich myślach, bo kiedy zbyt intensywnie o czymś myśli, to zaczyna się zamartwiać i stąd biorą się te wszystkie lęki. Ktoś, kto prowadził aktywny tryb życia i do tej pory był zabiegany, jest zmuszony leżeć, więc bardziej intensywnie wszystko przeżywa. Człowiek ma czas na myślenie i tak jak mówiłam, zaczyna się zamartwiać, przesadnie. Myśli o tym co może się stać a nie powinien, bo strach przed tym co może się wydarzyć pogarsza sprawę. Chory nie chcę się zamartwiać, ale nie ma nad tym władzy. Nie potrafi nie myśleć, to bierze górę. Te myśli wywołują stany lękowe, które pogarszają stan zdrowia pacjenta. Osoba ta stwarza sobie choroby, które pod wpływem ciągłego analizowania, mogą dojść do skutku. Człowiek nie wie już co ma robić a wie, że to myślenie sprowadza jego stan zdrowia na niewłaściwe tory.


Sznureczek, czyli poczucie bezpieczeństwa

Psychika ma spory wpływ na stan zdrowia pacjenta. Przykład:
  • Szpital - Osoba chora leży w szpitalu. Jest spokojna bo wie, że ma nad sobą profesjonalną opiekę lekarską. Obok jej głowy znajduje się specjalny sznureczek, służący do wzywania pomocy w razie potrzeby. Wie, że jeżeli coś się stanie, natychmiast otrzyma pomoc. Wie, że zawsze może za niego złapać. Ma dokładnie przypisane leki do swojej dolegliwości, ma mówione co ma robić i jest pewna, że na oddziale dobrze wiedzą co jest dla niej najlepsze.
     
  • Dom - Osoba chora leży w domu, ponieważ zwolnili ją ze szpitala. Po co mają trzymać ją tam skoro jej stan zdrowia się polepszył? Trzeba zrobić miejsce dla innych pacjetnów. W końcu ciągle ich przybywa.*
    Okazuje się, że stan zdrowia pacjentki pogarsza się z niewiadomych przyczyn. Wydaje się, że w domu jest lepiej. Chory ma wszystko pod dostatkiem - lodówka, telewizor, komputer, czyste ciuchy, masa książek i czysta łazienka; przede wszystkim rodzinę i wsparcie. Dlaczego więc miałoby być tu gorzej? Dlatego, że w domu nie ma tej pewności. Pewności, że jeśli coś  się stanie to ktoś zdąży ją uratować. Nie ma nad głową tego sznureczka, który dba o jej bezpieczeństwo. Wokół niej nie kręci się profesjonalna opieka, która wie co jej podać w razie pogorszenia zdrowia. Dlatego też osoba zamartwia się i jest narażona na ocean negatywnych myśli, o czym już wcześniej pisałam. Więc wiadomo o co chodzi.

    Koło się zamyka. Osoba nie ma wpływu na swój sposób myślenia, dlatego musi zgłosić się do poradni psychiatrycznej i podjąć się leczeniu, bo cały problem leży w psychice. Niepokój i lęk przed powtórzeniem się sytuacji sprawia, że psychika siada. 
*Przedstawiam sposób rozumowania szpitala. Przynajmniej tak to wygląda z mojego punktu widzenia.





środa, 22 stycznia 2014

Odpowiedzialność i brak czasu.


Odpowiedzialność


Czerwony nos, zmarznięte ręce. Moje palce przeszywał taki ból, którego jeszcze nie czułam. Rano byłam tak zabiegana, że z tego pośpiechu zapomniałam czapki. Zapomnieć czapki w taką pogodę to normalnie jak autodestrukcja.


Teraz to ja czuje się za wszystko odpowiedzialna. Każdego dnia mam obowiązki, które muszę wykonać. Nie jest już tak, że mogę sobie spać do oporu a do końca dnia nic nie robić. Muszę wstać, posprzątać, iść na zakupy..

Na początku było całkiem fajnie. Czułam się w pewnym stopniu dorosła. W chwili obecnej mając tę świadomość, że codziennie mam do wykonania następujące czynności i te same, na myśl o kolejnym dniu, odbierałam sobie na niego apetyt. Kolejny dzień to samo, ta sama robota do odwalenia. Na szczęście nie grozi mi żadna rutyna, bo to tylko okres czasu, przez który muszę przejść. Teraz widzę kiedy rzeczywiście nie mam na coś czasu, a kiedy tylko mi się wydaje. To takie nieświadome wymówki, żeby uniknąć jakiegokolwiek wysiłku. W czasie, kiedy siedziałabym w domu i nie robiła nic pożytecznego przez dobre parę godzin, zdążyłam już wykonać wiele następujących czynności. Zdążyłam wstać, ubrać się, ogarnąć, wyjść z psem, posprzątać, zjeść, wyjść z domu i pozałatwiać wszystkie sprawy, zrobić zakupy, dźwigając zakupy oblecieć jeszcze parę sklepów i dalej robić zakupy, ponownie wyjść z psem i ogarnąć bloga. W między czasie czytałam książkę, bo kiedy czytam czas mi leci szybciej. Czytałam w autobusie i na przystanku.


Więc spadło na mnie trochę obowiązków ale daję rade. 
Jest dużo do zrobienia ale muszę to wszystko sobie jakoś zorganizować, żeby jeszcze mieć czas dla siebie. Wiadomo, że najpierw musze zrobić to, co muszę. Jednym słowem wychodzi na to, że najpierw obowiązki, potem przyjemności - jak to zawsze mówił mój tata. Póki co, kompletnie nie mam czasu dla znajomych. Mam nadzieję, że to zrozumieją. Powinni zrozumieć.

Patrząc wstecz myślę, że odpowiedzialna powinnam być już dawno temu ale lepiej późno niż wcale. Każdy uczy się we własnym tempie a ja nie decyduję o tym, kiedy coś w końcu zrozumiem.

Brak czasu



Często narzekamy, że nie mamy na coś czasu ale chwila! Masz czas na to, żeby godzinę siedzieć przed komputerem bezczynnie (na przykład na przeglądanie strony głównej portalu społecznościowego, z którego nic w prawdzie nie wynosisz, jedynie tracisz czas i sam też zastanawiasz się dlaczego to robisz, bo czujesz, że to nie ma sensu), oglądać jakieś głupie programy, z których również nic nie wynosisz (no chyba, że traktujesz to jako formę rozrywki, przy czym i tak nie robisz nic sensownego czyli wychodzi na to, że i tak tracisz czas) albo kręcisz się bezczynnie po domu nie wiedząc co ze sobą zrobić, a nie masz czasu na to, żeby poświęcić dziesięć minut swojego życia na coś, co faktycznie jest pożyteczne i praktyczne? Mnie też się nie chce sprzątać ale musimy wybudować sobie pewien plan i nawyk, który następnie wprowadzimy w życie. Chcesz mieszkać na śmietniku?
Jestem leniwa, nie chce mi się nic robić, po prostu. To ludzkie nie? Takie jak puszczanie bąków czy bekanie. Nie chce mi się. Nie chce mi się. Po prostu mi się nie chcę ale kiedy patrzę na ten syf, który mnie otacza, to musze go ogarnąć. O wiele przyjemniej siedzi się w czystym pomieszczeniu, naprawdę. I nie jest to kupa roboty. W naszej głowie stwarzamy sobie obraz tego, co musimy zrobić i ten ogrom pracy nas przytłacza. Dlatego chcemy tego uniknąć i szukamy prostych wymówek. Zetrzeć kurz z mebli, sprzątnąć walające się wszędzie ciuchy, poodkurzać, umyć podłogę, i tak dalej - to jest właśnie ten obraz. On w naszej głowie się potęguje. Te czynności w sumie nie zawierają dużo czasu. Każda z osobna zajmie nam conajmniej parę minut, jednak kiedy łączymy to wszytsko w całość, wydaje nam się, że zajmie to nam nieskończoność. Bo ile czasu zajmie Ci wycieranie kurzu z półek i komody? Minutę? Dwie minuty? No dobra, przesadziłam. Może trzy? A ile umycie jednej z podłóg? To samo. 

Kiedy posprzątasz nie dość, że będziesz z siebie dumny to jeszcze przyjemniej Ci się będzie siedziało w tych czterech ścianach. Wiem, że kiedy patrzysz na to wszystko co tam leży od tygodnia i tylko czeka na to, aż w końcu się za to weźmiesz, to wszystkiego Ci się odechciewa. Skoro przytłacza Cię świadomość gromu pracy, który Cię czeka, zacznij od czegoś prostego. Po prostu zacznij. Nie wszystko na raz a z czasem po prostu będzie tego coraz mniej. Kiedy zobaczysz, że pracy masz coraz mniej, zyskasz trochę energii a kiedy skończysz, już nie będziesz przytłoczony, ze musisz coś zrobić. Będziesz to miał za sobą.


Odpowiedzialność - ciąg dalszy

Kiedyś chyba bałam się odpowiedzialności. Nie chciałam doczekać się momentu, w którym będę już w pełni za siebie odpowiedzialna. Nie wiedziałam czy dam sobie z tym wszystkim radę - praca, obowiązki. W momencie, kiedy zostałam do tego zmuszona, nie było czasu na zastanawianie się nad tym. Automatycznie musiałam dorosnąć. Zauważyłam, że to nie jest wcale takie trudne, jak to sobie wyobrażałam. Bez problemu daję sobie z tym radę. To nowe doświadczenie, którego musiałam się podjąć, okazało się nawet całkiem przyjemne. Odnalazłam się w tym i przekonałam, że strach tylko wyolbrzymia nam problem. W naszych wyobrażeniach wszystko może być wyolbrzymione, bo strach przybiera formę paralizatora. Dlatego kiedyś postanowiłam stawiać czoła swoim problemom, a nie przed nimi uciekać, bo im dalej zwlekasz i uciekasz, tym ciężej jest Ci potem rozwiązać ten problem. A strach Cię paraliżuje i daje Ci mylne przekonanie, że to z czym musisz się rozprawić Cię przerasta. W rzeczywistości tak nie jest ale jeśli nie spróbujesz go rozwiązać, to się nie dowiesz, prawda?

Czy tak samo nie jest z planowaniem dzieci? Są rzeczy, na które człowiek nigdy nie będzie gotowy. W głowie pojawiają się tysiące pytań i wątpliwości - Czy to aby na pewno dobry moment? Czy stać nas na to? Czy będę w stanie wychować swoje dziecko prawidłowo? Kiedy życie układa się w ten sposób, że kobieta zachodzi w ciążę to okazuje się, że łatwo można sobie z tym poradzić. Życie toczy się dalej a oni poznają swoje możliwości. Oboje muszą stawić czoło odpowiedzialności, która ich czeka.

Podsumowując:

Oboje chcieli mieć dziecko, ale nie mogli zdecydować się kiedy. Nagle przyszedł moment, że poczęli je i okazuje się, że dają sobie ze wszytskim radę. Wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, dziecko się poczęło i trzeba teraz skupić się na nim. Można to sobie żartobliwie tłumaczyć tak, że los wiedząc, że oboje rodziców nigdy nie zdecyduje się na dziecko, nie chciał dłużej czekać i zbuntował się, sprawiając im niemowlę. Tu chodzi głównie o to, że ten strach sprawia, że przestajemy wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Coś co jest łatwe, wydaje się trudne do wykonania. 


Ja też wymyślałam sobie różne wymówki z lenistwa ale kiedy przyszedł moment, że naprawdę nie miałam na coś czasu zrozumiałam, że ja ten czas posiadam ale po prostu nie potrafię go wykorzystać.


Myślę, że jeszcze będę miała okazję wypowiadać się na ten temat, bo póki co tylko liznęłam dorosłego życia. Musze lepiej wykorzytać ten czas, który mam (póki go mam) i doceniać każdą chwilę.

wtorek, 21 stycznia 2014

Własne Ja.


Dlaczego ludzie rodzą się z różnym typem umysłu? Czemu jedna osoba ma umysł typu I a kolejna umysł typu IV? Skąd to się bierze i od czego zależy to, z jakim umysłem się rodzisz? To kwestia genów? Nawet jeśli, to gdzieś to się musiało zacząć. A jeśli człowiek z typem umysłu I, będzie miał dziecko z człowiekiem z typem umysłu IV, to dziecko urodzi się z którymś z tych typów, czy urodzi się na przykład z typem umysłu III? Szkoda, że nie możemy o tym decydować. Ale nie. To nie jest kwestia genów. Możemy przybrać po rodzicach pewne cechy ale czy nie jest tak, że ludzie nie rodzą się z charakterem? Charakter przecież kształtuje się w dzieciństwie i z biegiem czasu a na to z kolei wpływa mnóstwo czynników. Zaczynamy być człowiekiem od zera. 

Poczytałam sobie trochę o rodzajach umysłowości i nie wiem czy znam siebie na tyle, żeby móc stwierdzić, który rodzaj pasuje właśnie do mnie. Raczej jestem zadowolona z tego, jaki posiadam umysł. Ciekawe czy osoby, które nie posiadają przerostu intelektualnego, mają tę świadomość i czują się przez to pokrzywdzone.


Własne Ja

Tożsamość to wizja własnej osoby. Czy człowiek, którego ogarnia niezadowolenie ze swojego własnego, Ja nie stara się mydlić mu oczu? Kto choć raz nie poczuł się zakłopotany ujrzawszy swoje odbicie w lustrze czy przeglądający swoje zdjęcia? Często nam się wydaje, że jesteśmy tacy, jacy chcielibyśmy być. Idealizujemy swoją osobę albo przypisujemy jej różne cechy, których w prawdzie nie posiadamy. Nie chcemy konfrontować się z obrazem własnej osoby. Nie dorównujemy ideałowi własnej osoby. Kim naprawdę jesteś a kim chciałbyś być? Czy nie przypisujesz sobie czasem cech, które zupełnie do Ciebie nie należą? Zastanów się. Jaki jest dystans pomiędzy Twoim prawdziwym Ja a tym idealnym? Ile poświęcasz uwagi na poznawanie siebie? Znajomość siebie daje nam samokontrolę nad naszymi działaniami. Potrafimy przewidzieć ich konsekwencje. Zastanawiam się czy postrzegam sama siebie błędnie, tak jak większość ludzi. Badania wykazały, że aż 80% ludzi postrzega siebie błędnie. Jesteśmy przekonani, że znamy siebie najlepiej i najwięcej, dlatego rodzi się w nas błędne postrzeganie siebie. Podobno to inny człowiek zna nas lepiej niż my sami siebie. Biorąc pod uwagę fakt, że nie patrzy na nas przez żaden pryzmat, można się z tym po części zgodzić. Nikt nigdy nie pozna nas w stu procentach, to oczywiste. Człowieka poznaje się latami. Ja mam w swoim gronie przyjaciół taką osobę, którą znam całe swoje życie, i choć czasem wydawało mi się, że dobrze ją znam, to do dziś potrafi mnie czymś zaskoczyć. Bywa, że odkryję w niej cechę, o której wcześniej nie widziałam. W takim razie poznawanie drugiego człowieka jest czasochłonne, dlatego chciałabym mieć pewność co do tej drugiej osoby, decydując się na to, żeby mnie poznała. Mam za sobą wiele doświadczeń, o których mogłabym mówić godzinami. Myślę, że poznanie mnie zajęłoby trochę czasu. Osoby poznają siebie wzajemnie, dlatego można potęgować ten czas w nieskończoność. To mnie fascynuje - poznać kogoś, związać się z nim i wzajemnie poznawać latami; opowiadać sobie swoje życie i dochodzić do czegoś wspólnie. Budować wspólną przyszłość. Czy nie na tym polega prawdziwy związek? Przecież tyle to właśnie zajmuje a my mamy czas. Powtórzę, mamy czas. Nie boję się otwierać przed ludźmi. Boje się bardziej tego, że całe moje zaangażowanie pójdzie na marne. Owszem, dam się poznać tej drugiej osobie, będziemy rozmawiać godzinami, dniami, latami ale może pojawić się obawa, że ta osoba i tak nas opuści. Wtedy pojawi się myśl, czy aby na pewno nie zmarnowałam tego czasu? Zaczynam coś budować a potem muszę to zburzyć, niezacne.

Kim byście chcieli być, gdybyście nie byli tym, kim jesteście? A może w pełni akceptujecie siebie?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Los i podświadomość.


Los

W życiu musimy zwracać uwagę na więcej rzeczy, na szczegóły. Jest wiele rzeczy, które pomijamy. Takie, na które zupełnie nie zwracamy uwagi a mają one znaczenie. Warto czasem rozejrzeć się wokół siebie. Możemy zauważyć pewne rzeczy. Mówi się, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Do tej pory długo zastanawiałam się czemu tak jest. Teraz wiem i widzę w tym sens. 
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dzieją się różne rzeczy? Na przykład co dzięki temu zyskaliśmy, czy zauważyliśmy? Czasem los zmienia coś w naszym życiu bo ma celu uświadomienie nam czegoś. Mogę podać na swoim przykładzie, dzięki któremu coś zrozumiałam i zaczęłam w ogóle o tym myśleć. Kiedy moja mama trafiła do szpitala, poczułam się bardzo źle. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się stało. Przecież jeszcze parę dni temu było wszystko dobrze. Z początku ciężko mi było oswoić się z tym faktem ale potem zauważyłam pewne rzeczy. Spojrzałam na to inaczej. Przez tę całą sytuację zobaczyłam wszystkie swoje błędy dotyczące mamy i swojego domu. Jej pobyt w szpitalu uświadomił mi, że jestem nieodpowiedzialna i, że nie brałam pod uwagę wielu rzeczy. Zrozumiałam, że trzeba coś zmienić w domu. Również mój stosunek do tego wszystkiego. Wtedy to zauważyłam. Nic nie dzieje się bez przyczyny - powtórzę. To powiedzenie się sprawdziło. Gdyby nie ta sytuacja, nic by się nie zmieniło. Ciągle byłoby po staremu. Czasem coś takiego musi się wydarzyć, tylko po to, żeby coś właśnie zmienić. Tak jest też z różnymi innymi rzeczami. Najczęściej to właśnie problemy ze zdrowiem zmuszają nas do zmian i podjęcia jakichkolwiek działań. Zdarzenie, na skutek którego musiały zostać dokonane pewne zmiany. Gdyby nie było takiej potrzeby, to by się nie wydarzyło. Widzę, że los często działa na naszą korzyść, ale my tego nie widzimy. Robi coś dla nas. Układa sytuację w ten sposób, żebyśmy mogli coś zauważyć, doświadczyć i zrozumieć. Składa życie a raczej się do tego przyczynia i odgrywa w nim ważną rolę. Los nie zawsze daje o sobie znać ale czasem odczuwamy go bardzo dosadnie. Poświęcamy coś dla duszy, żeby to zmienić. Najpierw trzeba o tym wiedzieć. Dlatego dzieją się różne rzeczy, które mają na celu tę wiedzę nam właśnie przekazać. Nie wiem czy to zauważyliście ale my widzimy świat tak, ja nauczyliśmy się go widzieć. Świat jest taki, jakim my go widzimy. Przykład? Jak często ludzie są ze sobą tylko dlatego, że podświadomie potrzebują bliskości? Ile tak naprawdę jest par, które połączyły się ze sobą tylko dlatego, że obie strony poczuły coś więcej? Takich, w których to wszytsko wyszło samo z siebie? Takich, których fundamenty budowane są na szczerym uczuciu? Takie związki budowało się kiedyś. Teraz ludzie są ze sobą z różnych powodów i czasem patrząc na takie pary, zastanawiam się po co oni w ogóle są razem. To widać, kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha, oboje są w sobie zakochani. Wiem to po sobie, bo już nie raz rozrywała mnie od środka chęć posiadania kogoś. Potrzebowałam bliskości, uczucia i wszystkiego co z tym związane. Czułam to bardzo mocno ale mimo tego byłam sama. Nie chciałam, żeby owładnęła mną desperacja. Mogłam z kimś być, ale nie chciałam. Po co miałabym być z kimś tylko dlatego, że chcę z kimś być? Byłabym przekonana o tym, że nie czuję nic do tej osoby, tylko po prostu jej potrzebuję. I w momencie kiedy zaspokoiłabym swoje potrzeby, automatycznie przestałabym chcieć być z tą osobą. Wtedy miałabym problem. Jak sie z tego wyplątać? Nawet biorąc pod uwagę tę osobę. Pomyślałaby, że się nią zabawiłam czy wykorzystałam ją. Najzwyczajniej w świecie. Tak jak napisałam, to uczucie rozrywało mnie od środka ale teraz dziękuję sobie, że mimo tego byłam sama bo wiem, że teraz kiedy będę mogła być z kimś, kto będzie znaczył dla mnie znacznie więcej, będę mogła docenić to jeszcze bardziej.

Żeby z kimś być, muszę poczuć coś więcej. Dobrze wiem, kiedy coś do kogoś czuję, a kiedy zwyczajnie mi się podoba i jestem chwilowo zauroczona. Nie mogę tej osoby wyrzucić z głowy.


Podświadomość

Nasze zachowania często wychodzą właśnie od niej. To, co myślisz sam o sobie, przekłada się na to, jak postrzegają Cię inni. Rzeczywistość kreujesz sobie sam. Jest ona dokładnie taka, jak Ty ją postrzegasz. Wszystko zależy od Twojego podejścia, od tego jak go widzisz i jak odbierasz. Jeśli w życiu nie idzie Ci najlepiej, to to, jak będziesz się czuł, zależy tylko od Ciebie. Dlatego właśnie kładę nacisk na budowanie siebie i swojego sposobu myślenia, swojej osoby i umysłu. Wszystko leży w Twojej głowie. Nawet nie wiesz jak możesz sobie pomóc samym myśleniem. Wystarczy, ze spojrzysz na coś z innej strony. Do tej pory patrzyłam na wszystko z różnych perspektyw ale teraz mam wrażenie, że wybudowałam już sobie prawidłowe postrzeganie świata. Mój sposób myślenia się ustabilizował i teraz nie biorę już pod uwagę myślenia, które nie będzie dla mnie korzystne. Myślę, że budowanie własnego postrzegania świata jest etapowe. Jeśli ktoś interesuje się sobą i swoim umysłem, ludźmi i jak to wszystko działa, to myślę, że zdążył już pewne rzeczy zauważyć. Powoli sam zacznie dochodzić do tego wszystkiego, aż w końcu wybuduje pewne wnioski, wedle których będzie żył, i które będzie pielęgnował. Uważam, że umysł trzeba pielęgnować. Nie można siebie olewać. W tej chwili skupiam się na sobie ale są dni, kiedy robię coś, co zupełnie odbiega od moich upodobań. Wtedy czuję, jakbym traciła siebie. Ten strach mnie motywuje, żeby natychmiastowo się odzyskać. Dzięki swojej wiedzy czuje się mądrzejsza, i z każdym dniem coraz bardziej kocham siebie.

Czasem coś dzieje się dla naszego dobra. To wywołuje falę takich innych cosiów, które nas uczą. Gdyby nie jedna rzecz, nie byłoby drugiej. Jeśli człowiek lubi siebie, lubi też innych ludzi. Bywa, że robimy coś też dlatego, żeby poczuć dawne uczucie z przeszłości. Na przykład podświadomie wymuszamy coś na sobie, żeby przypomnieć sobie pewne uczucia z tym związane. Jeśli podświadomie czegoś nam brakuje, to nieświadomie zaczynamy do tego dążyć.

Cierpliwość.

Czekanie na coś, czego bardzo pragniemy, może stoponiowo nas wykańczać. Ja osobiście nigdy nie lubiłam czekać, bo to potrafi być czasem naprawdę bardzo męczące. Chyba nikt tego nie lubi, dlatego powiem wam dlaczego jednak warto uzbroić się w tę cierpliwość. 

Jeśli długo na coś czekasz, myślisz o tym, mocno tego pragniesz, niecierpliwisz się, odliczasz dni i chcesz to JUŻ, to w momencie, kiedy dostaniesz tę rzecz, bardziej się z niej ucieszysz i bardziej ją docenisz. Podam prosty przykład. Kiedyś wypatrzyłam sobie w sklepie buty, które bardzo mi się podobały. Akurat wtedy miałam taką możliwość, więc kupiłam je w krótkim odstępie czasu. Cieszyłam się z nich przez chwilę ale po czasie moja fascynacja minęła. Znudziły mi się. Zaczęłam nawet zastanawiać się, czy na pewno chciałam je kupić. Nie zdążyłam się w nich zakochać; a ja wybudowałam sobie wcześniej taką zasadę, że kiedy chcę coś kupić, muszę się w tym zakochać. Nie mogę mieć wątpliwości co do tego produktu.

Podobnie miałam w innym sklepie, kiedy chciałam kupić bluzkę. Kupiłam ją bez zastanowienia, bo na pierwszy rzut oka mi się spodobała. Przyjrzałam się jej, po czym stwierdziłam, że żałuję swojego zakupu. Uznałam, że wydałam pieniądze bezmyślnie i postanowiłam ją oddać. Starałam się nie być rozrzutna i zwracać uwagę na to, co kupuję, bo rzadko kiedy dysponuję jakimiś pieniędzmi.

Kiedy upatrzyłam sobie inne buty, na które nie było mnie stać, zakochałam się w nich. Marzyłam o nich, myślałam o nich, chciałam je mieć. Bardzo ich pragnęłam. Szukałam sposobu, żeby je zdobyć. Kiedy w końcu udało mi się je nabyć, cieszyłam się jak nigdy. Doceniałam to, że je mam. Za każdym razem, kiedy zakładałam je na stopy, czułam przypływ szczęścia i radości.

Tak samo chyba jest z ludźmi. Jeśli zbyt szybko się z kimś zwiążesz, to prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Nie było czasu na to, żeby zakochać się w tej osobie. Nie było tej pewności, że naprawdę jej pragniesz. 
Nie zdążyłeś poczuć, że chcesz jej, tak mocno, że oddałabyś wszystko, żeby się Tobą zainteresowała. Rodzi się tylko przywiązanie, z którego ciężko się wyplątać, i tkwisz w takim związku, który nie ma sensu ani przyszłości, tylko po to, żeby mieć z kim spędzać czas, czy żeby w ogóle kogoś mieć. Było po prostu tak, jak z tymi butami, na które było Cię stać. Skorzystałeś z okazji, bo z początku wydawała Ci się dobra. Na początku byłeś zadowolony ale z czasem Ci przeszło. Do butów, na które nie było Cię stać, masz sentyment. Będziesz o nie dbał i wykorzystywał je jak nadłużej. Nie chcesz ich oddać bo wiesz ile wysiłku musiałeś włożyć w to, żeby je kupić, i ile czasu musiałeś ku temu poświęcić. Jeśli wyrzuciłbyś je mimo tego, że je kochasz, zmarnowałbyś cały swój wysiłek.

Wniosek, który można z tego wyciągnąć jest prosty.

  • Warto jest czekać i naprawdę trzeba być cierpliwym w tych sprawach. Ja też tego nienawidzę, ale wiem, że tak trzeba. Nie jest wykluczone, że to kiedyś zaprocentuje a decydując się na to i nabywając przy tym gram nadziei, możemy wiele zyskać. Nie chodzi o to, żeby żyć w świecie iluzji, wmawiać sobie coś, czy budować niepotrzebne oczekiwania. Po prostu myśleć pozytywnie i nie nastawiać się na to przesadnie. Wziąć pod uwagę fakt, że to może nigdy nie zaprocetować ale pogodzić się z tym.

Często zadawałam sobie pytanie - Jest na co czekać? Jest sens poświęcać swój czas i nerwy na coś, co być może nigdy się nie wydarzy? Walczyć? Nigdy nie będę znała odpowiedzi na te pytania, dlatego złapałam następujące podeście:

  • Skoro nie wiem czy coś z tego będzie a jednocześnie pragnę tego, to zignoruję w swojej głowie ten temat i zajme się sobą. Dlaczego miałabym się zbytecznie zadręczać? Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy. Bez względu na to, czy będę o tym myślała, czy nie. Nic na siłę. Trudno jeśli nie.


wtorek, 14 stycznia 2014

Jak ryba w wodzie.

Postanowiłam ograniczyć facebooka do minimum. Chcę żyć. Nie chcę, żeby pochłaniał większość mojego czasu. Czuje się szczęśliwsza kiedy na niego nie wchodzę. Kiedy żyję, nawet udaje mi się o nim zapomnieć. W ciągu dnia muszę się zalogować, nie ukrywajmy. Nie wyobrażam sobie nie wejść na niego przez cały dzień, choćby dlatego, że muszę mieć kontakt ze światem.

Chcę się rozwijać. Zbieram kolejny materiał. Zauważyłam, że zbierając go lepiej mi idzie, niż kiedy piszę spontanicznie. Choć też niekoniecznie. To zależy od tego czy chcę napisać coś z przyjemności, czy mam w głowie coś, co muszę bezpośrednio przelać na papier. Z drugiej strony trochę mnie przytłacza bo mam zbyt dużo materiału i nie wiem jak to złożyć w całość. N
ic nie jest gotowe, jest bardzo nieogarnięte. Mam rozpoczęte myśli na konkretny temat, które nie są skończone. Często zaczynam myśl, której nie kończę. Zostawiam to na później i wiem, że wykorzystam ją na pewno, ale czekam na ten moment, kiedy będę miała czas i chęć. Stworzyć spójną, sensowną całość. Pisanie posta zajmuje mi sporo czasu.

Nie mogę doczekać się kiedy przyjdą ciepłe dni i będę mogła robić kolejną rzecz, którą bardzo lubię. Wrócić do niej. Jest nią aktywność fizyczna. Ja muszę się ruszać. W wolnym czasie lubię wyjść na rower czy spacer. Zwykle długodystansowo. Osiągam wtedy swój upragniony błogostan i świetne samopoczucie. Dotleniam mózg. To czas, w którym mogę odreagować i być spokojna. Kiedy idę na rower, jedyne co mi towarzyszy to muzyka i myśli. Jest idealnie. Czuje się wtedy szczęśliwa i spełniona.

Dopiero w gimnazjum zaczęłam poznawać siebie. Wtedy nabyłam swoje zainteresowania. Kiedyś nie miałam pasji. Nie lubiłam odpowiadać na pytania typu: Jakie są Twoje zainteresowania? Odklepywałam wtedy pojedyńcze hasła, które akurat przychodziły mi do głowy, ale które były prawdą. Nie czułam ich i nie potrafiłam ich rozwinąć. Kiedy odkryłam swoje pasje, poznałam czynności, które lubię wykonywać, zaczęłam je robić. Dlaczego? Bo mnie uszczęśliwiały. To mnie pochłania. Kiedy robię coś co kocham, wyłączam się. Nic się nie liczy, to jest mój czas. Kocham się w tym zatracać. Teraz zdecydowanie łatwiej jest mi powiedzieć coś o sobie i o tym co lubię. W tym momencie rzucę hasła, których nie rozwinę bo ten post nie jest poświęcony moim zainteresowaniom. To, co zdążyłam do tej pory zaobserwować, co jest stałe i robię to coraz częściej i lubię to robić, to między innymi: pisanie, czytanie (książek, poradników, artykułów), aktywność fizyczna (o czym już pisałam wcześniej - rower, spacery, bieganie, ćwiczenia), oglądanie telewizji (filmy, programy o nauce, świecie, ludziach, kulinariach), poszerzanie wiedzy, poznawanie ludzi, siebie i wieczne analizowanie czegoś. Na pewno coś pominęłam, ale to są główne czynności, którymi się zajmuję na co dzień.

Kiedy piszę, zawsze towarzyszy mi to uczucie, że coś co stworzyłam nie jest dość dobre. Czuję lekki niedosyt. Myślę, że to uczucie nigdy nie zniknie. Nigdy nie będę w pełni zadowolona ze swojej pracy, bo ciągle sie rozwijam. Sztuka nie ma granic. Ja czuje się zawsze daleka od swojego celu. Kiedy inni podziwiają to co piszę, ja wiem, że jeszcze nie dotarłam do tego punktu, który ukazuje się w oddali. Nie osiągnę tego stanu, w którym będę mogła oznajmić, że robię to najlepiej, że opanowałam to do końca. Będę się rozwijać do końca życia. Czasem czytam swoje posty, żeby zobaczyć, czy z biegiem czasu nie zmieniło się moje podejście do wielu spraw. Nawet jeśli by tak było, nie dokonywałabym żadnej korekty. Stworzyłabym wtedy nowy post, mówiący o tym, co się zmieniło - w mojej głowie i ogólnie. Notatnik towarzyszy mi zawsze. Zawsze mam go pod ręką. W szkole posługuje się kartką papieru natomiast w innych miejscach typu autobus, korzystam z notatnika w telefonie. To chyba najlepsza forma 
dla mnie, bo telefon to mój niezbędnik. Kartki często gubię lub o nich zapominam. Dlatego coś ważnego zapisuję w telefonie. Nie ma dnia kiedy czegoś nie napiszę. Robię to dla siebie i z nawyku. Zeszłego dnia miałam wenę, ale nie miałam czasu, żeby rozwinąć to, nad czym teraz pracuję.

Najlepsze jest to, że nie planowałam tego. Nigdy nie powiedziałam sobie: Chcę pisać. Po prostu zaczęłam. To się wzięło samo z siebie. Nie miałam nawet tej świadomości, nie przywiązywałam do tego uwagi. Z resztą, o tym dlaczego zaczęłam pisać bloga, opisałam w pierwszym poście. Pamiętam ten moment, kiedy zauważyłam, że zaczęłam pisać więcej i częściej. Moment, w którym stało się to moim nawykiem, częścią mnie. Ludziom najlepiej wychodzi to, co robią z sercem. Kiedy zaczynasz robić coś co kochasz, z początku nawet nie myślisz o tym, że to ma jakiś głębszy sens czy nawet przyszłość. Jeszcze nawet nie wiesz o tym, że to kochasz. Ta miłość rozwija się z biegiem czasu do momentu, w którym nie możesz już bez tego normalnie funkcjonować. Zawsze jest jednak nadzieja, że to może kiedyś zaprocentować. Po prostu wykonujesz te czynności. Wykonujesz je, bo je lubisz. Czujesz się dzięki temu lepszą osobą. Dopiero kiedy uświadamiasz sobie, że idzie Ci to coraz lepiej, zaczynasz się w tym zagłębiać myślami. Nie mam pojęcia co będzie za parę lat. Narazie robię to dla siebie. Chciałabym, żebyście i Wy znaleźli taką rzecz, którą robicie najlepiej i rozwijali ją. Dla siebie. Skupcie się na tym co kochacie. Doskonalcie się.

czwartek, 9 stycznia 2014

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni?

W przeciągu ostatnich tygodni nazbierałam dość materiału, żeby coś napisać. Jest tego tyle, nie wiem od czego zacząć. Za każdym razem odczuwam presję czasu, którą sama sobie stwarzam. Skąd się wzięło powiedzenie "Kto źle zaczyna, ten dobrze kończy."? A jeśli ktoś miał dobry start, to działa w drugą stronę?

Nowy rok

Kojarzy mi się ze zmianami. W pewnym sensie można zacząć od nowa, coś zmienić. Nie postawiłam sobie żadnych konretnych postanowień, bo znając siebie i tak bym się do nich nie ustosunkowała. Mogę tylko się starać. Chciałabym zacząć wszystko od zera. Moja pierwsza myśl: Czas dokonać pewnych zmian w swoim życiu. Myślałam o tym, żeby zapisać sobie co jest nie tak na kartce papieru. Co warto zmienić na lepsze. Są rzeczy, które powinnam zmienić. Takie, z którymi ciągle się zmagam, które mi szkodzą. Ujrzałabym tę prawdę dokładnie przed swoimi oczyma. Na tej kartce zapisane by były wszystkie moje słabości i złe strony. Coś, z czym muszę się rozprawić. Do tej pory uciekałam przed paroma sprawami. Są problemy, z którymi zmagam się od zawsze ale dopiero teraz poczułam, że muszę stawić im czoło. Być może jest za późno ale nie zawsze uświadamiamy coś sobie w porę. Coś o czym powinnam teraz pamiętać to nadzieja. Ona mi pomoże. Muszę poukładać sobie w głowie bo wszystko ostanio się rozsypało.

Chciałabym na chwilę zniknąć. Do tej pory mi się udawało, ale teraz chyba polegnę. Los ostatnio mi sprzyja, dzieją się dobre rzeczy. To nie idzie w parze z moją sytuacją. Tak, jakbym miała dwie sytuacje, dobrą i złą jednocześnie. Na mojej drodze stoi jedna rzecz, z którą ostatnio sobie nie radzę. Z każdym rokiem coraz mniej mi zależy. Straciłam ducha walki. Czy na samym dnie jest trampolina, od której się odbiję, czy gęste dno, które mnie pochłonie?

Przychodzi moment, że otwierasz oczy. Uświadamiasz sobie, że jest za późno. Po utracie nadziei ciężko jest mi iść dalej. Nadzieja popycha mnie do przodu, kieruje mną, każe się starać. Już nie dasz sobie rady. Jest za dużo spraw w stosunku do czasu. To dla mnie bardzo niekorzystne. Miałam dużo czasu, ale świadomość ogromu pracy, która mnie czeka, odbierała mi chęci i siłę. Łatwo jest iść dalej po porażce? Iść ze świadomością zrujnowania czegoś? W święta skupiałam się na chwili obecnej. To był czas, w którym nie musiałam sobie zawracaać głowy problemami. Pewnego dnia jednak miałam bardzo dziwny dzień. Ujrzałam rzeczywistość, to był moment. Nie widziałam tego wcześniej. Nie widziałam bo uciekałam od tego. Tego dnia ten obraz stanął przed moimi oczyma. Ja rzadko płaczę, muszę mieć ku temu mocny powód. Płacz to dla mnie ostateczność. Kiedy zbyt długo coś się we mnie siedzi, wybucham. Ten moment jest bardzo emocjonalny ale pozwala mi uświadomić sobie wiele rzeczy. Chwilę później jestem oczyszczona ze wszystkich myśli i emocji. Wtedy czuję, jakbym zaczynała wszystko od nowa. To takie etapy. Najpierw byt w załamaniu i rozpaczy, później ostra mobilizacja. Wstanie na nogi z czystym umysłem.


Szkoła

Zauważyłam, że szkoła mnie ogranicza. Zawsze jest mi lepiej w te dni, które są od niej wolne. Mam czas się rozwijać i robić to co lubię. Czas dla siebie. Czy od szkoły zależy nasze dalsze życie? Chciałabym poznać różne zdania na ten temat. Zastanawiałam się w te wolne dni czy szkoła faktycznie otwiera nam więcej drzwi. Chwilami mam wrażenie, że musimy przez to przejść jak przez zarazę, a dalsze życie zależy tylko od nas. Ułoży się samo. Nie mogłam zrozumieć dlaczego każą nam robić rzeczy, których nie chcemy robić. W większości one nawet nie są nam do niczego potrzebne. To tak, jakby zaprzątać sobie głowę byle czym, tylko dlatego, że tak trzeba. Przyznam, że czasem olewałam szkolę dla czegoś, co było dla mnie ważniejsze i pożyteczniejsze. Wolę zdobywać wiedzę, którą chcę, i w której widzę jakiś sens. Dlaczego w szkołach nie uczą nas czegoś ważniejszego? Pożytek widzę na przykład w językach. One faktycznie są nam potrzebene. Również przedmioty, które indywidualnie wiążą się z naszymi ambicjami. Ale po co uczyć się rzeczy kompletnie nieprzydatnych? Tracimy czas. Nie lubię ja ktoś mi coś każe. Czemu ktoś miałby kierować moim życiem? Lubię się uczyć ale inaczej jest kiedy ktoś mi każe to robić, a inaczej kiedy sama się do tego wezmę. Nie wiem co jest ze mną ale nie lubię wykonywać czyichś rozkazów. Czuję się wtedy, jakbym była pod czyimś władaniem. Lubię zdobywać wiedzę. Lubię oglądać różne programy, nie codziennie ale od czasu do czasu. Zwykle dowiaduję się naprawdę ciekawych rzeczy. Wolę przyswajać wiedzę, która mi się przyda.



Będę płakać kiedy umrzesz.