Lekarze podchodzą z różnych stron do pacjenta. Według mnie z psychologicznej i zdrowotnej. Jeśli pacjent ma zawroty głowy, lęki i uczucie słabości (w tym sensie, że jest mu słabo; jest słaby), to z punktu widzenia zdrowotnego lekarz doradzi, żeby siedział w domu, leżał w łóżku i nie wykonywał żadnych czynności wywołujących nawet mały wysiłek. Ma odpoczywać i tyle. Z punktu widzenia psychologicznego natomiast, pacjent powinien wychodzić, powinien się ruszać i wykonywać pewne czynności. Jednym słowem nie powinien leżeć bezczynnie tylko coś robić. Oczywiście w grę wchodzi krótki spacer pod rękę a nie chodzenie na zakupy. Wszystko po to, aby pacjent nie skupiał się na swoich myślach, bo kiedy zbyt intensywnie o czymś myśli, to zaczyna się zamartwiać i stąd biorą się te wszystkie lęki. Ktoś, kto prowadził aktywny tryb życia i do tej pory był zabiegany, jest zmuszony leżeć, więc bardziej intensywnie wszystko przeżywa. Człowiek ma czas na myślenie i tak jak mówiłam, zaczyna się zamartwiać, przesadnie. Myśli o tym co może się stać a nie powinien, bo strach przed tym co może się wydarzyć pogarsza sprawę. Chory nie chcę się zamartwiać, ale nie ma nad tym władzy. Nie potrafi nie myśleć, to bierze górę. Te myśli wywołują stany lękowe, które pogarszają stan zdrowia pacjenta. Osoba ta stwarza sobie choroby, które pod wpływem ciągłego analizowania, mogą dojść do skutku. Człowiek nie wie już co ma robić a wie, że to myślenie sprowadza jego stan zdrowia na niewłaściwe tory.
Sznureczek, czyli poczucie bezpieczeństwa
Psychika ma spory wpływ na stan zdrowia pacjenta. Przykład:
- Szpital - Osoba chora leży w szpitalu. Jest spokojna bo wie, że ma nad sobą profesjonalną opiekę lekarską. Obok jej głowy znajduje się specjalny sznureczek, służący do wzywania pomocy w razie potrzeby. Wie, że jeżeli coś się stanie, natychmiast otrzyma pomoc. Wie, że zawsze może za niego złapać. Ma dokładnie przypisane leki do swojej dolegliwości, ma mówione co ma robić i jest pewna, że na oddziale dobrze wiedzą co jest dla niej najlepsze.
- Dom - Osoba chora leży w domu, ponieważ zwolnili ją ze szpitala. Po co mają trzymać ją tam skoro jej stan zdrowia się polepszył? Trzeba zrobić miejsce dla innych pacjetnów. W końcu ciągle ich przybywa.*
Okazuje się, że stan zdrowia pacjentki pogarsza się z niewiadomych przyczyn. Wydaje się, że w domu jest lepiej. Chory ma wszystko pod dostatkiem - lodówka, telewizor, komputer, czyste ciuchy, masa książek i czysta łazienka; przede wszystkim rodzinę i wsparcie. Dlaczego więc miałoby być tu gorzej? Dlatego, że w domu nie ma tej pewności. Pewności, że jeśli coś się stanie to ktoś zdąży ją uratować. Nie ma nad głową tego sznureczka, który dba o jej bezpieczeństwo. Wokół niej nie kręci się profesjonalna opieka, która wie co jej podać w razie pogorszenia zdrowia. Dlatego też osoba zamartwia się i jest narażona na ocean negatywnych myśli, o czym już wcześniej pisałam. Więc wiadomo o co chodzi.
Koło się zamyka. Osoba nie ma wpływu na swój sposób myślenia, dlatego musi zgłosić się do poradni psychiatrycznej i podjąć się leczeniu, bo cały problem leży w psychice. Niepokój i lęk przed powtórzeniem się sytuacji sprawia, że psychika siada.