sobota, 1 kwietnia 2017

Jedna, sama.

Jedna planuje życie. Druga poznała faceta. Trzecia już z nim mieszka. Czwarta planuje dzieci. Ja wychodzę na miasto. Ale przed północą chcę do domu. Nie chce mi się.

Powoli mam porównanie do przeszłości. Jaka byłam, a jaka się staję. Mam 21 lat. Kto mnie zna, wie jaka jestem. Nie wiem czy ta obserwacja swoich przyjaciół, znajomych, skłania mnie do tego, żeby przystopować, czy może dorosłam. Ale chcę więcej. Swego rodzaju stabilności. Nie mówię o "ustatkowaniu się". Na to przyjdzie czas. Ale dziś nie miałam z kim wyjść. Tzn, moi bliscy z przypływu pięknego dnia wyruszyli w dal ze swoimi połówkami. Gdybym miała połówkę, pewnie zrobiłabym to samo. Tymczasem spotkałam się z kimś, kto ma czas, żeby podświadomie myśleć o tym, że chciałabym to robić z taką jedną osobą, moją kochaną, której nie mam. Smutne dosyć. Fakt, czuje się samotna, a może jestem. Mam mnóstwo znajomych, z którymi widzę się codziennie, ale co z tego
. Lubię ludzi, lubię poznawać ludzi i spędzać z nimi czas. Ale swego czasu tylko ja jestem sama. Chcę mieć tego jednego, co będzie ze mną spędzał czas priorytetowo, szanując oczywiście fakt, że ma swoje życie. Smutno mi, że nie mam takiej osoby. Wszyscy inni mają. Ale nie chodzi o to. Walczę o to swoje szczęście, może tracę czas. Chciałabym mimo wszystko. Niektórym wydaje się to dziwne, bo często słyszę pytanie: "Ty nie masz chłopaka, serio?!". Ja natomiast nie widzę w tym nic dziwnego. Po co mi ktokolwiek, chcę takiego, który coś dla mnie znaczy. I jest taki. Ale nie mój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz