piątek, 27 grudnia 2013

Dzieciństwo, telewizja, kosmos.

Wciąż martwiąc się czy starczy nam czasu, troszczymy się o samych siebie. Koniec może być blisko, strach. Jak ja mogłam chcieć to zakończyć? Życie dopiero się zaczyna. Dół daje kopa. Ważne, żeby się podnieść. Czy to ze mną jest coś nie tak, czy ty naturalne, że pisząc o swoim złym samopoczuciu czuje się źle? Jakbym użalała się nad sobą. Najłatwiej pisze się o uczuciach, tak myślę. Nie powinnam się ich wstydzić. W chwili słabości muszę wstać i iść dalej. To dobrze, że od czasu do czasu jestem pozbawiona chęci do życia. Jeden dzień, w którym nie chce mi się walczyć. To czas przemyśleń i spokoju. Wten regenerujesz swoje siły. Sama nie wiem co teraz myślę, muszę wrócić do rzeczywistości. Zbyt długi pobyt w rodzinnym domu, być może źle na mnie wpływa. Ja potrzebuję mieć kontakt  ze światem, na żywo. Męczy mnie to ciągłe rozmawianie z ludźmi na facebooku. Szczerze mówiąc, nie chce mi się na nim siedzieć. Najlepiej wyłączyć go i cieszyć się życiem.

Do czego ten świat zmierza? Żeby od dziecka wmawiać ludziom co jest ważne, podając inne wartości niż te co trzeba? My jeszcze coś wiemy o życiu, ale co będzie z naszymi dziećmi, i dziećmi naszych dzieci? Szkoda mi ich. Szkoda mi ich głównie z tego powodu, że nigdy nie doświadczą tego prawdziwego uczucia bycia dzieckiem. Uczucia wolności i beztroski. Nie będą ciekawi świata, będą odcięci. Kto teraz bawi się w piaskownicy? Ja się bawiłam. Kiedyś to była światna forma spędzania czasu. Tyle pomysłów a dzień miał tylko paręnaście godzin. Mijał tak szybko. Pamiętacie to uczucie, kiedy mama wołała was już do domu bo robiło sie późno, a wy mówiliście, że jeszcze chwilę bo tak dobrze się bawiliście? Pamiętam jak grałam na podwórku w piłkę. Grałam dopóki nie zrobiło się ciemno i zimno. To były uroki dzieciństwa, beztroskie życie. Za nas myśleli rodzice, my tylko poznawaliśmy świat. Potem kiedy przybywało nam lat, coraz bardziej zaczęliśmy wszystko rozumieć. Pamiętam jak się wtedy czułam. Byłam trochę przygnębiona i zawiedziona. Poznawałam rzeczywistość i nie podobała mi się. Teraz przywykłam ale jako dziecko ciężko było mi się pogodzić, że życie nie jest takie, jakie mi się wydawało. Łatwe i prostolinijne.

Boje się, że przez ten świat ogłupieję. Staram sie unikać tego, co głupie. W telewizji oglądając program typu Ekipa z Warszawy, czuje się z lekka zażenowana. Jak ktoś może być tak głupi. Kiedy zrobiło się o tym głośno, obejrzałam jeden odcinek z ciekawości. Nie obejrzałam go do końca, nie dałam rady. Nie chciałam, żeby jakoś negatywnie na mnie wpłynął. Moje pierwsze wrażenie to szok i żal, jednocześnie. Jeszcze raz zapytam: Do czego ten świat zmierza? Najgorsze jest to, że takie produkcje wciągają, więc przez przypadek możemy zniszczyć sobie mózg. Już po kilku odcinkach można się przyzwyczaić do fabuły i zachowań aktorów, przez co przestajemy widzieć w tym coś dziwnego i nienormalnego. Z czasem możemy nawet przybrać takiego sposobu myślenia, jak oni. Przez przypadek. To na wyżera mózg i jest stratą czasu. Dziwie się, czemu niektórzy ludzie wzorują się na takich programach. Być może widzą w tym cząstkę siebie. No cóż, każdego musi być trochę po trochu. Czasem naprawdę boje się tego oglądać. Muszę mieć wysoki poziom tolerancji dla takich ludzi. Do takich programów biorą zwykle ćwierćinteligentów, bo kto normalny zgodzi się brać w tym udział? Wszystko jedynie dla pieniędzy czy "sławy". Ludzie z tej ekipy owszem, są rozpoznawalni ale jak? Nikt nie powie o nich dobrego zdania. Gorsze niż dno. Czuję ból umysłowy. Chyba nigdy nie czułam się tak źle po obejrzeniu takiej produkcji. Im płacą za bycie głupim. Posłuchajcie sobie parę ich wypowiedzi. Niektórzy nie potrafią się nawet wysłowić. "Chodziłam do szkoły ale teraz ją dalej chyba nie będę, ponieważ jak już.." Żenada. To słowa Elizy. 
Kiedyś oglądałam jeden serial, który tak namieszał mi w głowie, że zmieniłam sposób myślenia. Musiałam wrócić do siebie. Jeszcze dodam, że mam świadomość, że wszystko jest wyreżyserowane. To jedynie moje zdanie.

Lubię oglądać rzeczy, z których można coś wynieść. Oczywiście nie w nadmiarze, nie codziennie bo to też szkodzi naszemu zdrowiu. Ostatnio się dowiedziałam, że mózg podczas intensywnego myślenia, zwiększa swoją objętość. Jest mięśniem, którego trzeba ćwiczyć jak inne mięśnie. Interesuje się różnymi rzeczami, o których rzadko wspomninam. Mnie fascynują takie rzeczy jak wrzechświat. Wyobraźcie sobie, że Uran okrąża Słońce w czasie osiemdziesięciu czterech lat. To znaczy, że w ciągu całego Twojego życia okrąży je tylko raz. Fascynujące, prawda?  Albo te całe odległości i wielkości, czy świadomość, że nasz Układ Słoneczny nie jest jedyny na świecie. To jest niepojęte, ciężko to wszystko przyswoić. W domu mam dwie książki. Jedną z dziewięćdziesiątego szóstego roku, drugą z tego. W tej pierwszej jest napisane, że Saturn posiada dwadzieścia satelitów, a w tej drugiej, że pięćdziesiąt sześć. Zobaczcie ile w ciągu tych siedemnastu lat odkryli. Nauka ciągle się rozwija. Czytałam też, że Słońce za kilkaset milionów lat pochłonie Merkurego, Wenus i Ziemię. Szkoda, że umrzemy wcześniej bo chciałabym obserwować jak zmienia się świat. Co będzie dalej? Przyszłość jest tak samo fascynująca jak przeszłość. Kiedy to wszystko się zaczęło? Jest tyle wersji. Nie potrafię wyobrazić sobie tego, że świat kiedyś zaczął się w jednym punkcie. Jest tyle teorii ale kto tak naprawdę jest w stanie powiedzieć jak było? Nikt. O tym mogłabym mówić bez końca więc na tym skończę. 

środa, 25 grudnia 2013

Pasterka.

Moja pasterka była wspaniała. Spędziłam czas w gronie wspaniałych ludzi. Był czas na zabawę jak i poważną rozmowę. Coraz bardziej doceniam ludzi, ciesze się z tego, że ich mam. Czuję, że w końcu poznałam wartościowych ludzi, którzy zostaną w moim życiu dłużej niż parę lat. Liceum, a raczej ten wiek, w którym teraz jestem, daje mi tyle dobrego, przyjaciół. Ciesze się, że w końcu mam stałe osoby, które zawsze przy mnie będą. To wspaniałe uczucie, kiedy ma się przyjaciół. Mam wrażenie, że to właśnie oni dają mi siłę. Święta to piękny czas. Czas, w którym mijają wszelkie spory i jest czas na miłość. Tyle można sę dowiedzieć, tyle przeżyć, tyle dać od siebie. To wyjątkowy czas. Bardzo to doceniam. Ciesze się z każdej chwili spędzonej z ludźmi, na których mi zależy. Troszczę się o nich i chcę dla nich jak najlepiej. Tak jak rodzic, martwię sie o nich. Wiele rzeczy może mnie ograniczać, ale jak tylko mogę, pomogę. Kiedy dziś przyjaciel opowiadał mi o swoim związku, ile on dla niego znaczy, coś mnie ruszyło. Ciesze się z jego szczęścia. Chcę tak samo jak on. Dziś zrozumiałam, że warto jest czekać. Czekam. Czekam długo i wiem, że jeśli w końcu się coś pojawi, to będę o to dbała jak o nic na świecie. Będę szczęśliwa, dam z siebie wszystko. Warto czekać. Przeleję swjoją miłość na tę osobę i da mi to satysfakcję. Po co dawać coś od siebie każdemu, kto jest przy Tobie chwilę, skoro można dać całego siebie tej wyjątkowej osobie? Czekam na nią cierpliwie i wierzę. Kiedyś będę szczęśliwa, czuję to. Czuję to, bo znam siebie. Wiem, że człowiek, z którym się zwiąże, będze mnie kochał. Nie wypuści mnie. Jestem wspaniałym człowiekiem i mówię o tym otwarcie. To nie żaden wstyd ani próżność, to po prostu samoświadomość. Dlaczego nie kochamy siebie? Warto jest poznać siebie samego, znać swoje zalety i wady. Dzięki temu jestem bardziej indywidualna, znając siebie i swoje możliwości. Kochaj siebie (ale nie przesadzaj i niech Cię to nie zniszczy). Dopiero kiedy pokochasz siebie, będziesz w stanie dać coś os siebie drugiemu człowiekowi. Samoakceptacja. Rozumiesz o co w tym chodzi?

wtorek, 24 grudnia 2013

Droga do celu.


Rób to co kochasz, bądź sobą.

Każdy z nas w dzieciństwie miał marzenia. Jako dziecko byłam za mała, żeby sama podejmować decyzje i zdać sobie sprawę z tego, że to dla mnie takie ważne. Dopiero teraz kiedy zaczęłam odkrywać swoje pasje, zastanawiam się czy nie jest za późno na ich realizacje. Na pewno nie jest za późno, ale faktycznie byłoby prościej gdybym wiedziała o nich wcześniej. Gdybym mogła coś zapoczątkować parę lat temu. Z wiekiem wszystko staje się trudniejsze. Mamy coraz więcej na głowie, zwracamy uwagę na więcej rzeczy wychodzących z zewnątrz. Nie jesteśmy już dziećmi więc nie wypada nam popełniać błachych błędów. Teoretycznie powinniśmy być już wykształceni. Zawsze denerwowało mnie to, że wszyscy Ci celebryci stale wspominają o tym, jak ważni sa dla nich fani, że wszystko im zawdzięczają. To raczej nieporównywalne ale chyba zrozumiałam o co w tym wszystkim chodzi. Spojrzałam na to z innej strony kiedy zaczęłam pisać bloga. Kiedy ludzie dali mi do zrozumienia, że to co robię jest dobre, ja dostałam kopa. Myślę, że kiedyś przyjdzie taki moment, że przestanę robić to dla siebie, a zacznę robić właśnie dla nich. To się wydaje takie łatwe, w zasadzie to jest łatwe. Masz przed sobą białą kartkę, długopis bądź klawiaturę i otwarty umysł przepełniony myślami. Wystarczy je ubrać w słowa i przelać na papier. Co z tą weną? Raz jest, raz jej nie ma. To frustrujące kiedy chcę coś stworzyć, a nie mogę - blokada. Każdy chyba ma coś, co go ogranicza. Jakieś wewnętrzne bariery, z którymi walczymy od zawsze. Nie twierdzę, że mamy być idealni ale nasze życie byłoby łatwiejsze gdyby nie one. Może natchnienia powinnam szukać w różnych miejsach. Usiąść w bibliotece czy innym miejscu, który ma swój klimat.

W liceum zauważyłam po sobie pewne zmiany. Przestało obchodzić mnie to, co ludzie o mnie myślą. Nabrałam dystansu do siebie i świata. 
Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że najważniejsza jest samorealizacja. Zauważyłam, ze ludziom podoba się właśnie to, co płynie z serca. Jeśli ktoś przekazuje cząstkę siebie i nie robi tego na pokaz. Stąd właśnie bierze sie ten cały respekt. Poczucie spełnienia. Coś co robimy dla siebie, bez pośpiechu, uszczęśliwia nas. Dzięki temu stajemy się lepszymi ludźmi. Dużo osiągniemy będąc sobą dlatego pielęgnujmy swoją osobowość. Może to jest teraz czas na nas. Może nie powinniśmy zawracać sobie głowy jakimiś związkami, tylko skupić się na sobie. Realizować swoje marzenia, dążyć do czegoś z zaangażowaniem. Uczucia trochę komplikują nam drogę do sukcesu. Czasem mam takie chwile, że nie myślę o tym. Myślę o sobie, o tym co jest dla mnie najlepsze, o tym co kocham. Robię coś, co lubię. Forma. Kiedy jestem w formie czuje się po części szczęśliwa. Nie gnębią mnie żadne myśli, nie przeżywam czegoś na co dzień, jestem wolna. Kiedy coś do kogoś poczuję, czuję się ograniczona. To mi przeszkadza, rozprasza. Nie czuję się wtedy sobą i zapominam o tym co robiłam dla siebie. Chcemy czegoś dokonać ale stoimy w miejscu. Potrzebujemy jakiegoś boćca, który pchnie nas dalej. Jeśli chcemy coś w życiu osiągnąć to musimy się rozwijać. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Możemy osiągnąć wszysko jeśli naprawdę tego chcemy. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, do czego jest zdolny kiedy mu na czymś zależy. Mamy duże możliwości. Powinniśmy robić coś w tym kierunku. Początki są trudne i każdy ma wątpliwości, ale trzeba brnąć i patrzeć co będzie dalej. Ważne jest to, żeby próbować. Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz, prawda? Lepiej jest żałować, że się coś zrobiło niż, żałować, że się tego nie zrobiło. Trzeba po prostu olać to co mówią inni i robić swoje! Dlaczego mamy czuć się źle przez krytykę innych ludzi? Zastanówmy się, skąd ona się bierze. Z zazdrości? Komuś powodzi się lepiej, ktoś robi coś dla siebie i widzi w tym przyszłość. Ma ambicje i dąży co czegoś. Ty jako osoba coś zaczynasz. Osoba, która Cię krytykuje być może nie ma własnego zajęcia. Ludzie mają to do siebie (nie wszyscy oczywiście), że lubią utrudniać komuś życie. Nawet z zazdrości. Kiedy ktoś widzi, że komuś się układa, chcą to zniszczyć. Nie może dopuścić do siebie myśli, że ktoś odnosi sukcesy, że ktoś jest lepszy. Ale ta osoba ciężko na to pracowała. Życie podsuwa nam wiele szans, których nie potrafimy wykorzystać. Nie możemy pozwolić na to, żeby strach nas paraliżował. Stres z tym związany jest uciążliwy, ale trzeba z nim walczyć.

To, że robię coś dla siebie pozwala mi przetrwać na tym świecie. Mam dużo pytań do świata. Staram się odpowiadać sobie na nie sama, znajdując w tym logiczną całość.

wtorek, 10 grudnia 2013

Siła, podejście i wiara.


Siła

Jeszcze parę dni temu postanowiłam, że chcę iść przez życie z uśmiechem na twarzy, a z rzeczy złych robić dobre. Przekształcać je tak, żeby wyszły na moją korzyść. Ciągle mam wrażenie, że za mało od siebie daję.

Coś się ze mną stało. Coś pozytywnego. Mój pozytywizm w końcu ruszył. Ujrzałam życie w nowym świetle. Cała siła jest w moich rękach. Siła jest moją fascynacją i muszę dotrzeć do jej źródeł. Umożliwia ona nasz rozwój i spełnienie naszych dążeń. Jest prądem. Siła to nasza osobowość i dynamika. Jej źródłem jest nasz umysł. Na przełomie ostatniego miesiąca zrozumiałam, że to właśnie ludzie mi ją przekazują. Ciesze się, że poznałam wielu ludzi i mam w nich oparcie.

Powoli zaczynam czuć magię świąt i ich klimat. Czuje się szczęśliwsza majac świadomość co mam. To jest bezcenne. To przyjaźń. Dzięki niej żyję i mam się dobrze. Kocham swoich przyjaciół. Tak, to jest miłość. Oni dają mi kopa. Czasem czuję, że opadam z sił. Wtedy staram się przypomieć sobie dlaczego warto się starać. Często o tym zapominamy, prawda? Mam w życiu takie chwile, że nieustannie dąże do swojej doskonałości. Coś się dzieje i tracę tę mobilizację. Warto jest zapisywać swoje myśli, kiedy widzimy jakiś sens w naszych działaniach. Warto jest o tym pamiętać. Nawet teraz mam taką chwilę, że nie mam motywacji, żeby sprowadzać swoje życie w lepszym kierunku. Stoję w miejscu. Chcę się rozwijać i wiem, że to minie. Wcześniej już o tym wspomniałam, i powtórzę to poraz kolejny. To nic złego, że człowiek miewa złe dni. Dni, w których jest pozbawiony jakiejkolwiek nadziei. Musimy tego doświadczać. To jest dopełnienie naszego życia. Jakie byłoby życie, gdyby wszystko stale układało się po naszej myśli? Nudne, bez sensu. Jest takie powiedzenie: "Jeśli sięgniesz dna, to jedyna droga prowadzi w górę." Prawda. Kiedy gorzej już być nie może, może być już tylko lepiej. To jest jak fala, my jesteśmy falami. Unosimy się i opadamy. Na tym to wszystko polega. Kiedy zbyt długo jest dobrze, przestajemy się rozwijać bo zapominamy o wielu rzeczach. Tak samo jest w drugą stronę. Kiedy zbyt długo żyjemy w stanie beznadziei, tracimy nadzieję, że coś się polepszy. Dlatego właśnie potrzebujemy ludzi, bo to oni często wskazują nam drogę.


Podejście

Zaczynam myśleć nad zmianami dotyczącymi nowego roku. Może najlepszym postanowieniem noworocznym, jest po prostu jego brak. Do życia możemy podejść spontanicznie, nie planować. Dzięki temu zaoszczędzamy sobie zawodów. Każdy ma podejście takie, jakie mu pasuje. Są jednak te lepsze i te gorsze. Znam człowieka, który uważa, że lepiej jest w coś nie wierzyć i mile się zaskoczyć, niż wierzyć i się zawieść. Mam inne  zdanie na ten temat, chociaż jest w tym trochę prawdy. Sama mam tak, że jeśli przestaję w coś wierzyć, a to potem ta sytuacja ma miejsce, jestem mile zaskoczona. Stale w coś wierząc, a nie mając możliwości tego zdobyć, przeżywam zawód. Jestem zawiedziona swoim niepowodzeniem. W takim razie można tego uniknąć, nabierając po prostu innego podejścia. Które jest dla nas najlepsze? Każdy jest innym człowiekiem. Dla każdego coś innego będzie dobre. Tak jak w życiu. Nie możemy być czyimś cieniem. Musimy iść własną drogą. Podejście to połowa sukcesu. Odgrywa w życiu bardzo ważną rolę. Od tego wiele zależy. Na przykład nasze życie. Jeśli z góry zakładamy, że coś nam się nie uda, jakie jest prawdopodobieństwo, że tego dokonamy? Małe. To pewna umiejętność, którą musimy nabyć. Weźmy pod uwagę komunikację z innymi ludźmi i spory. Zwycięstwo bez kłótni. Da się uniknąć pewnych konfliktów. Trzeba tylko wiedzieć jak się z nimi obchodzić. Znać pewne podstawy. Wyrozumiałość to ważna cecha. Zastanówmy się chwilę. Każdy z nas miewa sytuacje, które po innym rozegraniu wglądałyby zupełnie inaczej. Zamiast często denerwować się na coś lub na kogoś, podejdźmy do tego z dystansem i zrozumieniem. Jeśli coś nam nie pasuje, lepiej jest to wyjaśnić niż rozpoczynać wojnę. Spokojna rozmowa. Agresja rodzi agresję. Jeśli ktoś zaczyna unosić się do nas wrogo, my odpłacamy sie tym samym. Skąd w ludziach tyle jadu?

Wiara

Dobrze jest wierzyć. Wierzyć w takie rzeczy jak miłość, dobro. Wiara to nic złego. Jest sprawą indywidualną i ma szeroki zasięg. Nie lubię jak ktoś narzuca mi swoją. Mamy prawo wierzyć w co chcemy. Kiedyś ktoś uznał, że mam ubogie postrzeganie świata bo nie werzę w Boga. To jest dla mnie trochę niezrozumiałe. To, że ta osoba wierzy, nie znaczy, że i ja muszę. Skoro istnieje jeden Bóg, dlaczego na świecie istnieją różne wiary? Kiedyś uważałam, że nie mogę uwierzyć w coś, czego nie jestem w stanie zobaczyć. To jest akurat inna sprawa. Nawet nie lubię o tym rozmawiać. Rozumiem religię, która ma za zadanie nas wychować. Religia uczy o sprawach duchowych, czyli o naszym wnętrzu, uczuciach i postępowaniach. Nie rozumiem po co to ciągłe wspominanie o Bogu. Wiem, że każdy ma inne  zdanie na ten temat i jest to niepodważalne. To jeden z tematów, na które nie powinno się dyskutować. Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić ale ja to widzę po swojemu. Nie ma dowodów, które by mnie przekonały w jego istnienie. Ludzie modlą się do Boga, tak? Twierdzą, że on im pomaga. Tak naprawdę modlą się do siebie, rozmawiają ze sobą. Nie znamy swoich możliwości, bo umysł jest bardzo złożony, ale wiara daje nam coś takiego, że wierząc w coś czujemy się lepiej. Podświadomie to nam pomaga i wiele ludzi zawdzięcza to właśnie jakiejś niebieskiej istocie, która jest w niebie. Ona jest częścią nas. To nasz umysł jest za to odpowiedzialny. Bóg to coś co jest w nas. To pojęcie oznacza, że mamy w sobie jakiś punkt odniesienia. Moim Bogiem jest na przykład kartka papieru. Tak. Widzicie? Ja piszę do siebie i do was. Sama sobie pomagam i układam w głowie. Nie zawdzięczam tego czemuś, co według założenia istnieje.

Znalazłam ładny cytacik odnoszący się do wiary:

"Życzę ci od­wa­gi, jaką ma słońce, które codzien­nie od no­wa wschodzi nad wszelką nędzą świata.


Niektórzy po za­pad­nięciu zmro­ku już nie pot­ra­fią uwie­rzyć w słońce. Bra­kuje im tej od­ro­biny cier­pli­wości, aby docze­kać nad­chodzące­go po­ran­ka. Kiedy prze­bywasz w ciem­nościach, spójrz w górę. Tam cze­ka na ciebie słońce.



Ono nie omi­ja ni­kogo. Ciebie też nie omi­nie,

Jeśli nie scho­wasz się w cień. Z każdym dob­rym człowiekiem, który za­mie­szku­je ziemię, wschodzi ja­kieś słońce."
Wiara gwarancą wygranej.

Pytania i odpowiedzi - moje zdanie.


Jaki jest sens życia?

Życie polega na stałym dążeniu do czegoś. 
Chcemy osiągnąć komfort i jakość życia na poziomie nas satysfakcjonującym. To też zależy od wymagań człowieka, dla niektórych apartament to będzie za mało, inni natomiast zadowolą się skromnym, przytulnym mieszkaniem. W życiu głównie dążymy do szczęścia. Myślę, że głównym, aspektem przyczyniającym się do jego nabycia jest założenie rodziny, znalezienie osoby, z którą chcemy spędzić resztę życia. Ważne jest tu podejście i posiadanie jakichkolwiek ambicji. Szczęście jest kruche, wszystko zawsze może się zmienić. Nie sądzę, żeby trwało ono wiecznie dlatego musimy nauczyć się doceniać wiele rzeczy. Jeśli spojrzymy na świat i ludzi z innej perspektywy już teraz możemy poczuć się w jakimś stopniu szczęśliwi.

W jaki sposób nabywamy mądrość i stajemy się dojrzali?


Głównie przez doświadczenie. Im więcej doświadczamy, tym więcej się uczymy, więcej rzeczy rozumiemy i kształtuje się nasz charakter, jak i światopogląd. Poza tym stajemy się coraz poważniejsi, ma to związek również z wiekiem. Nie jesteśmy już dziećmi i skupiamy się zupełnie na innych rzeczach, niż przykładowo dwa lata temu. W życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym trzeba dorosnąć, czyż nie? Niestety patrząc na te czasu, odczuwam wrażenie, że niektórym to zajmie trochę więcej czasu. Te dzieciaki mają wszystko i zapominają o tym, co tak naprawdę ma w życiu największe znaczenie. Patrzą przez pryzmat materializmu, robią wszystko na pokaz. Teraz znaleźć osobę do pogadania, to jak szukać kogoś ze świeczką.

Co jest według Ciebie najgorsze w życiu?

Jak dla mnie są to dwie rzeczy. Samotność i zazdrość. Człowiek musi mieć do kogo się zwrócić, z kim się spotkać, z kim porozmawiać. Bez ludzi jesteśmy niczym. Zazdrość natomiast wszystko ewidentnie komplikuje. Przez nią dokonujemy wiele zbędnych czynów, które tylko nam szkodzą. Zmienia się nasz sposób myślenia i zaczynamy się przesadnie martwić. Szukamy dziury w całym i popadamy w paranoje.

Według Ciebie samobójca cechuje się odwagą czy tchórzostwem?

Rozumiem ludzi z depresją, bo sama miałam taki chwile w życiu, ale moim zdaniem samobójstwo to poddanie się, słabość. Nawet z czystej ciekawości warto żyć dalej. Jeśli dana osoba z tego wyjdzie, będzie silniejszą osobą i zacznie patrzeć zupełnie inaczej na świat, niż do tej pory.

Co robię gdy jest mi źle? 

Kiedy jest źle, nie chcę być sama. Ludzie to skarby. Spotykam się z kimś i możemy nawet nic nie robić. Ważne, żebym miała towarzystwo i oparcie. Drugą opcją jest oczywiście pisanie. Kiedy mam burzę negatywnych myśli, po prostu piszę. Opisuję to co czuję. Wygaduje się sama sobie, to pomaga. Trzecią, najmniej korzystną dla mnie opcją jest jedzenie.

Co sprawia, że dana osoba jest atrakcyjna?

Charakter, pewność siebie. Wizualnie wygląd zewnętrzny. Atrakcyjność człowieka zależy też od mowy ciała, sposobu bycia czy podejścia jakie posiada.

Kiedyś miałam następujcą refleksję dotyczącą ludzi:

Czy jesteśmy w stanie otworzyć się w pełni tylko wtedy, kiedy dotyka nas jaieś zło, choroba? Boimy się ryzykować, a uważamy się za ludzi odważnych? W tych czasach ważniejsze jest to, co posiadamy w kieszeni, a nie w sercu. Jeśli ktoś zdecyduje się na życie "na poziomie" jak już wcześniej wspomniałam, żyje w ciągłej presji. Tę presję wywiera społeczeństwo, które wymaga od nas więcej niż jesteśmy w stanie dać. W tym momencie my stajemy na głowie, żeby im sprostać. Kto nie doświadczył w życiu uczucia "bycia fajnym"? Kim trzeba być, żeby posiadać te wszystkie dobra materialne bez większych zmartwień? Czy dla ludzi naprawdę nie liczy się to, jaki człowiek ma charakter, tylko co posiada i jak wygląda? Ten świat się stacza. Nie chcę myśleć co będzie za dziesięć, dwadzieścia lat. Ktoś niszczy nam życie, nawet nie mając tej świadomości.

Dziś nie jestem pewna, czy mogę się z tym zgodzić. Poznałam ludzi, którzy żyją wedle dawnych upodobań i doskonale rozumieją, co jest w życiu ważne. Są to osoby wartościowe i pewne, na których ciężko się zawieść. Tacy ludzie, o których wspomniałam wcześniej też istnieją i zawsze będą istnieć. To nieuniknione. Po prostu chcę trzymać się od nich z daleka. Próżność nie jest dobrą cechą, a choćby wchodząc z taką osobą w wymianę zdań, boje się, ze to mi zaszkodzi.

Świat bywał całkiem niezły, kiedyś.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Zły dzień.

Nie mogę pogodzić się z tym, że to wszystko zaraz się skończy. Stoję na szkolnym korytarzu, słucham muzyki i zastanawiam się nad wieloma rzeczami. Życie dopiero się zaczyna ale ja nie chcę zostać sama. Komu tak naprawdę na nas zależy? Człowiek, kiedy dotyka dna, uświadamia sobie wiele rzeczy. Codziennie czuję ból. Nie myślę o nim tylko w jednej sytuacji. Sytuacji, która mnie nie dotyka. Jak długo jeszcze będę go czuła? Chcę być sobą, wrócić do siebie. Coś mnie trzyma. W mojej głowie jest wiele barier, które za każdym razem staram się pokonać. Nie mogę tak żyć i już wiem co zrobię. Dokonujemy wielu decyzji, jestem zmuszona. Najgorsze jest poczucie, że to przez kogoś. Ten ktoś nie zdaje sobie sprawy, jaki wpływ ma na Ciebie. Ty z tym walczysz, ale przegrywasz. Ten stan wraca kiedy zostaję sama. Dlatego nie chcę być sama. Potrzebuję wokół siebie ludzi.

Czy teraz każdy dzień będzie wyglądał tak samo? Znowu wracam do tej szarej, cichej codzienności? To dobrze, że to czuję. Osiągając pewien szczyt beznadziei, mamy szansę na lepsze jutro. Myślę sobie, czy pewne rzeczy potrafią nas tak podnieść na duchu, żebyśmy zaczęli siebie przeceniać. Ludzie są wybredni i egoistyczni. To zrozumiałe i naturalne. Ale na co oni czekają? Czasem trzeba obniżyć nieco poprzeczkę.

Dziś mam nijaki dzień. Trochę beznadziejny. Jestem przygnębiona i zamyślona. Kiedy myślę o ludziach i sytuacjach, które miały miejsce, odechciewa mi się myśleć. Nie potrafię zrozumieć wielu rzeczy, jednak staram się je pojąć. Czasem kiedy coś piszę, sama nie wiem czy w to wierzę. Łatwo jest radzić, pomagać innym. Trudniej pomóc sobie. Jakiś czas temu miałam wrażenie, że ludzie nie wiedzą co dobre. Ja mam swoje wizje. Swój sposób myślenia, którego nikt nie rozumie. Gdyby można było wejść do czyjejś głowy i poznać jej wszytskie myśli, z jednej strony byłoby prościej. Zauważyłam, że ludzie czasem sami nie wiedzą czego chcą, albo po prostu starają się to ukryć przed sobą lub innymi. Walczą ze sobą. W podświadomości kryje się bardzo wiele. Myślę, że każdy doświadczył takiej sytuacji, że bardzo czegoś chciał, a kiedy miał okazję to dostać, rezygnował ze strachu. Zastanawiam się czy ludzie czasem na siłę nie chcą robić z siebie osób niedostępnych i trudnych do zdobycia. Co się za tym kryje? Z wielu ludzi można czytać jak z książek. Poznać ich w jakimś stopniu. Dowiedzieć się czegoś, chociażby przez mowę ciała. Inni natomiast są tak skomplikowani i nieodgadnieni, że nie sposób ich zrozumieć. Myślisz o nich i starasz ich rozpracować. Bez skutku. Nie są zamknięci w sobie, są po prostu bystrzy. To ciekawe, ale męczy. Ta granica nigdy się nie kończy, i tylko czekasz na to, żeby mieć okazję ich poznać.


Często nie zauważamy wielu rzeczy. Nie dostrzegamy pewnych szczegółów. Nie przywiązujemy do nich większej uwagi. Po prostu ich nie zauważamy. Dopiero kiedy stracimy humor, otwierają nam się oczy. Widzimy rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Rzeczy, na które nie zwracaliśmy uwagi.

Dopiero w odczuciu wewnętrznej skończoności, zaczynamy widzieć. Człowiek zadaje sobie pytanie, czy aby smutek nie jest odblaskiem śmierci, tak jak miłość jest odblaskiem życia. Nieraz zwycięża miłość, kiedy indziej smutek. Zarówno życie jak i śmierć dopominają się o swoje prawa. W miłości osiągamy obsolut chwili. Kochana osoba zadomawia się w Tobie i żyję w Twoim ciele.

Część mnie odeszła. Kruszę się. Powinnam znowu żyć dla siebie, nie dla kogoś. Nikt nie zrobi tego za mnie, sama muszę się pozbierać. Nie chcę stać w miejscu. Pokładam w sobie nadzieję. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy to minie. Już widzę uśmiech na mojej twarzy i pozytywne nastawienie. Nie lubię tego uczucia, kiedy ludzie patrzą na mnie, gdy nie mam humoru. W takich chwilach nie chce mi się z nikim rozmawiać. Chcę po prostu posiedzieć w spokoju i pobyć sama, pomyśleć, odpocząć. Czasem tego potrzebuję. Natenczas mam dość myślenia jaki ten świat jest zły.

Na koniec dodam, że dziś wyjątkowo mam taki stan. To co teraz opisałam, niekoniecznie odnosi się do całości bytu.

Wszyscy ludzie myślący życiem, mają rację.

wtorek, 3 grudnia 2013

Jest na co czekać?

Szukanie drugiej połówki jest jak szukanie czekolady (jeśli ją kochasz). Wiesz, że każda może być dobra ale Ty szukasz tej wyjątkowej, najlepszej dla Ciebie. Na półce jest spory wybór.

Czy tylko ja nie lubię czekać? Cierpliwość w tych sprawach jest ważna, ale uczucia dają się we znaki. Nie miałam zamiaru pisać tu wyłącznie o swoich uczuciach, ale teraz mam taki czas, że one biorą górę. Najgorsze jest to, że nawet nie wiem czy mam na co czekać. Nie mogę o tym rozmawiać. Jestem otwarta na związek, jestem gotowa się zaangażować ale to może minąć. Nie chcę znowu zamknąć na się miłość, chcę kogoś.

Nie raz zastanawiałam się nad tym jak powstrzymać wzrost swojej miłości, ale po co? Dlaczego ludzie z góry zakładają, że nie ma o co walczyć. Wszystko w naszych rękach. Jeśli od razu wyjdę z założenia, że nic z tego nie będzie to nie zdobędę tego. Jeśli człowiek postawi sobie jasny cel i będzie do niego dążył, to nie jest wykluczone, że go osiągnie. To wszystko jest takie niepewne. Pewność niepewna. Na początku nie chciałam tego czuć. Wiedziałam, że to jest niezależne ode mnie. Chciałam temu zapobiec. Bez skutku, to wychodzi samo z siebie. "Doskonałość osiąga się przez zniszczenie siebie." - coś w tym jest. Ta długa droga, którą musimy przebyć, niszczy. Teraz sama nie wiem. Ciągle odpuszczam. Zaczynam coś, nie kończę. Czas to zmienić. Muszę uzbroić się w tę cierpilowość i być sobą. Nie lubię jak mi na kimś zależy, wtedy wariuję. Przez moment nic innego się nie liczy, mam problemy z koncentracją. Patrzysz na tę osobę i chcesz ją przytulić. Czujesz to tak mocno.

_________________________________________________________________



5.12.2013 Trochę do dupy.


Sytuacja się zmieniła. 
Ja chyba nie zasługuję na szczęście. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie znajdę tej osoby, z którą będę szczęśliwa. Ile razy jeszcze będę musiała odpuszczać, żeby w końcu trafić na tę osobę? Miłość to pole bitwy. Tyle zawiłych dróg, zbędnych przemyśleń i uczuć. Dlaczego nie możemy po prostu pozbyć się tego na jakiś czas? Wszystko samo przychodzi, ale żeby przyszło, nie można o tym myśleć. Tak, łatwo się mówi ale gorzej w praktyce. Jak mamy zapobiec czemuś, od czego nie jesteśmy zależni? Nie nakręcam się, po prostu to czuję. I muszę włożyć dużo pracy w to, żeby wrócić do siebie. Tyle poświęceń i błędów. Dobre jest to, że przy tym się uczę. Widzę w tym pozytywne aspekty. Nie jest tak, że przekreśliłam wszystko załamując się. Po prostu muszę iść dalej. Pozbyłam się tej niepewności, która nie dawała mi spokoju. Wiadomo, jest mi trochę przykro ale umiem to wszystko sobie poukładać i myśleć w miarę pozytywnie. Nie żałuję też swoich decyzji, bo przynajmniej wiem na czym stoję, a to jest najważniejsze. Biorąc pod uwagę to, w jakiej sytucji jestem, nie było za wcześnie by mu o tym powiedzieć. To nie miało przyszłości. W takim razie jestem zmuszona odpuścić, znowu. Tak więc odpuszczam. Po tym wszystkim chyba naprawdę dam sobię spokój w tych sprawach. Skoro każde uniesienie kończy się tak samo, to tracę nadzieję, że coś się zmieni. W każdym razie jeśli coś się wydarzy, będę bardzo mile zaskoczona.

Chyba tyle w tych tematach na jakiś czas. Jesteśmy tylko ludźmi i musimy tego doświadczać. Może w przyszłym roku coś się zmieni. Pierwiastek faceta, który jest we mnie, pomaga mi przejść przez to racjonalnie i z dystansem. Nie gdybam i nie myślę o tym przesadnie. Bezpośredni przekaz i na tym koniec.

Ps. 
Powoli wpadam w nałóg czekoladowy. A dupa rośnie..