czwartek, 9 stycznia 2014

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni?

W przeciągu ostatnich tygodni nazbierałam dość materiału, żeby coś napisać. Jest tego tyle, nie wiem od czego zacząć. Za każdym razem odczuwam presję czasu, którą sama sobie stwarzam. Skąd się wzięło powiedzenie "Kto źle zaczyna, ten dobrze kończy."? A jeśli ktoś miał dobry start, to działa w drugą stronę?

Nowy rok

Kojarzy mi się ze zmianami. W pewnym sensie można zacząć od nowa, coś zmienić. Nie postawiłam sobie żadnych konretnych postanowień, bo znając siebie i tak bym się do nich nie ustosunkowała. Mogę tylko się starać. Chciałabym zacząć wszystko od zera. Moja pierwsza myśl: Czas dokonać pewnych zmian w swoim życiu. Myślałam o tym, żeby zapisać sobie co jest nie tak na kartce papieru. Co warto zmienić na lepsze. Są rzeczy, które powinnam zmienić. Takie, z którymi ciągle się zmagam, które mi szkodzą. Ujrzałabym tę prawdę dokładnie przed swoimi oczyma. Na tej kartce zapisane by były wszystkie moje słabości i złe strony. Coś, z czym muszę się rozprawić. Do tej pory uciekałam przed paroma sprawami. Są problemy, z którymi zmagam się od zawsze ale dopiero teraz poczułam, że muszę stawić im czoło. Być może jest za późno ale nie zawsze uświadamiamy coś sobie w porę. Coś o czym powinnam teraz pamiętać to nadzieja. Ona mi pomoże. Muszę poukładać sobie w głowie bo wszystko ostanio się rozsypało.

Chciałabym na chwilę zniknąć. Do tej pory mi się udawało, ale teraz chyba polegnę. Los ostatnio mi sprzyja, dzieją się dobre rzeczy. To nie idzie w parze z moją sytuacją. Tak, jakbym miała dwie sytuacje, dobrą i złą jednocześnie. Na mojej drodze stoi jedna rzecz, z którą ostatnio sobie nie radzę. Z każdym rokiem coraz mniej mi zależy. Straciłam ducha walki. Czy na samym dnie jest trampolina, od której się odbiję, czy gęste dno, które mnie pochłonie?

Przychodzi moment, że otwierasz oczy. Uświadamiasz sobie, że jest za późno. Po utracie nadziei ciężko jest mi iść dalej. Nadzieja popycha mnie do przodu, kieruje mną, każe się starać. Już nie dasz sobie rady. Jest za dużo spraw w stosunku do czasu. To dla mnie bardzo niekorzystne. Miałam dużo czasu, ale świadomość ogromu pracy, która mnie czeka, odbierała mi chęci i siłę. Łatwo jest iść dalej po porażce? Iść ze świadomością zrujnowania czegoś? W święta skupiałam się na chwili obecnej. To był czas, w którym nie musiałam sobie zawracaać głowy problemami. Pewnego dnia jednak miałam bardzo dziwny dzień. Ujrzałam rzeczywistość, to był moment. Nie widziałam tego wcześniej. Nie widziałam bo uciekałam od tego. Tego dnia ten obraz stanął przed moimi oczyma. Ja rzadko płaczę, muszę mieć ku temu mocny powód. Płacz to dla mnie ostateczność. Kiedy zbyt długo coś się we mnie siedzi, wybucham. Ten moment jest bardzo emocjonalny ale pozwala mi uświadomić sobie wiele rzeczy. Chwilę później jestem oczyszczona ze wszystkich myśli i emocji. Wtedy czuję, jakbym zaczynała wszystko od nowa. To takie etapy. Najpierw byt w załamaniu i rozpaczy, później ostra mobilizacja. Wstanie na nogi z czystym umysłem.


Szkoła

Zauważyłam, że szkoła mnie ogranicza. Zawsze jest mi lepiej w te dni, które są od niej wolne. Mam czas się rozwijać i robić to co lubię. Czas dla siebie. Czy od szkoły zależy nasze dalsze życie? Chciałabym poznać różne zdania na ten temat. Zastanawiałam się w te wolne dni czy szkoła faktycznie otwiera nam więcej drzwi. Chwilami mam wrażenie, że musimy przez to przejść jak przez zarazę, a dalsze życie zależy tylko od nas. Ułoży się samo. Nie mogłam zrozumieć dlaczego każą nam robić rzeczy, których nie chcemy robić. W większości one nawet nie są nam do niczego potrzebne. To tak, jakby zaprzątać sobie głowę byle czym, tylko dlatego, że tak trzeba. Przyznam, że czasem olewałam szkolę dla czegoś, co było dla mnie ważniejsze i pożyteczniejsze. Wolę zdobywać wiedzę, którą chcę, i w której widzę jakiś sens. Dlaczego w szkołach nie uczą nas czegoś ważniejszego? Pożytek widzę na przykład w językach. One faktycznie są nam potrzebene. Również przedmioty, które indywidualnie wiążą się z naszymi ambicjami. Ale po co uczyć się rzeczy kompletnie nieprzydatnych? Tracimy czas. Nie lubię ja ktoś mi coś każe. Czemu ktoś miałby kierować moim życiem? Lubię się uczyć ale inaczej jest kiedy ktoś mi każe to robić, a inaczej kiedy sama się do tego wezmę. Nie wiem co jest ze mną ale nie lubię wykonywać czyichś rozkazów. Czuję się wtedy, jakbym była pod czyimś władaniem. Lubię zdobywać wiedzę. Lubię oglądać różne programy, nie codziennie ale od czasu do czasu. Zwykle dowiaduję się naprawdę ciekawych rzeczy. Wolę przyswajać wiedzę, która mi się przyda.



Będę płakać kiedy umrzesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz