wtorek, 14 stycznia 2014

Jak ryba w wodzie.

Postanowiłam ograniczyć facebooka do minimum. Chcę żyć. Nie chcę, żeby pochłaniał większość mojego czasu. Czuje się szczęśliwsza kiedy na niego nie wchodzę. Kiedy żyję, nawet udaje mi się o nim zapomnieć. W ciągu dnia muszę się zalogować, nie ukrywajmy. Nie wyobrażam sobie nie wejść na niego przez cały dzień, choćby dlatego, że muszę mieć kontakt ze światem.

Chcę się rozwijać. Zbieram kolejny materiał. Zauważyłam, że zbierając go lepiej mi idzie, niż kiedy piszę spontanicznie. Choć też niekoniecznie. To zależy od tego czy chcę napisać coś z przyjemności, czy mam w głowie coś, co muszę bezpośrednio przelać na papier. Z drugiej strony trochę mnie przytłacza bo mam zbyt dużo materiału i nie wiem jak to złożyć w całość. N
ic nie jest gotowe, jest bardzo nieogarnięte. Mam rozpoczęte myśli na konkretny temat, które nie są skończone. Często zaczynam myśl, której nie kończę. Zostawiam to na później i wiem, że wykorzystam ją na pewno, ale czekam na ten moment, kiedy będę miała czas i chęć. Stworzyć spójną, sensowną całość. Pisanie posta zajmuje mi sporo czasu.

Nie mogę doczekać się kiedy przyjdą ciepłe dni i będę mogła robić kolejną rzecz, którą bardzo lubię. Wrócić do niej. Jest nią aktywność fizyczna. Ja muszę się ruszać. W wolnym czasie lubię wyjść na rower czy spacer. Zwykle długodystansowo. Osiągam wtedy swój upragniony błogostan i świetne samopoczucie. Dotleniam mózg. To czas, w którym mogę odreagować i być spokojna. Kiedy idę na rower, jedyne co mi towarzyszy to muzyka i myśli. Jest idealnie. Czuje się wtedy szczęśliwa i spełniona.

Dopiero w gimnazjum zaczęłam poznawać siebie. Wtedy nabyłam swoje zainteresowania. Kiedyś nie miałam pasji. Nie lubiłam odpowiadać na pytania typu: Jakie są Twoje zainteresowania? Odklepywałam wtedy pojedyńcze hasła, które akurat przychodziły mi do głowy, ale które były prawdą. Nie czułam ich i nie potrafiłam ich rozwinąć. Kiedy odkryłam swoje pasje, poznałam czynności, które lubię wykonywać, zaczęłam je robić. Dlaczego? Bo mnie uszczęśliwiały. To mnie pochłania. Kiedy robię coś co kocham, wyłączam się. Nic się nie liczy, to jest mój czas. Kocham się w tym zatracać. Teraz zdecydowanie łatwiej jest mi powiedzieć coś o sobie i o tym co lubię. W tym momencie rzucę hasła, których nie rozwinę bo ten post nie jest poświęcony moim zainteresowaniom. To, co zdążyłam do tej pory zaobserwować, co jest stałe i robię to coraz częściej i lubię to robić, to między innymi: pisanie, czytanie (książek, poradników, artykułów), aktywność fizyczna (o czym już pisałam wcześniej - rower, spacery, bieganie, ćwiczenia), oglądanie telewizji (filmy, programy o nauce, świecie, ludziach, kulinariach), poszerzanie wiedzy, poznawanie ludzi, siebie i wieczne analizowanie czegoś. Na pewno coś pominęłam, ale to są główne czynności, którymi się zajmuję na co dzień.

Kiedy piszę, zawsze towarzyszy mi to uczucie, że coś co stworzyłam nie jest dość dobre. Czuję lekki niedosyt. Myślę, że to uczucie nigdy nie zniknie. Nigdy nie będę w pełni zadowolona ze swojej pracy, bo ciągle sie rozwijam. Sztuka nie ma granic. Ja czuje się zawsze daleka od swojego celu. Kiedy inni podziwiają to co piszę, ja wiem, że jeszcze nie dotarłam do tego punktu, który ukazuje się w oddali. Nie osiągnę tego stanu, w którym będę mogła oznajmić, że robię to najlepiej, że opanowałam to do końca. Będę się rozwijać do końca życia. Czasem czytam swoje posty, żeby zobaczyć, czy z biegiem czasu nie zmieniło się moje podejście do wielu spraw. Nawet jeśli by tak było, nie dokonywałabym żadnej korekty. Stworzyłabym wtedy nowy post, mówiący o tym, co się zmieniło - w mojej głowie i ogólnie. Notatnik towarzyszy mi zawsze. Zawsze mam go pod ręką. W szkole posługuje się kartką papieru natomiast w innych miejscach typu autobus, korzystam z notatnika w telefonie. To chyba najlepsza forma 
dla mnie, bo telefon to mój niezbędnik. Kartki często gubię lub o nich zapominam. Dlatego coś ważnego zapisuję w telefonie. Nie ma dnia kiedy czegoś nie napiszę. Robię to dla siebie i z nawyku. Zeszłego dnia miałam wenę, ale nie miałam czasu, żeby rozwinąć to, nad czym teraz pracuję.

Najlepsze jest to, że nie planowałam tego. Nigdy nie powiedziałam sobie: Chcę pisać. Po prostu zaczęłam. To się wzięło samo z siebie. Nie miałam nawet tej świadomości, nie przywiązywałam do tego uwagi. Z resztą, o tym dlaczego zaczęłam pisać bloga, opisałam w pierwszym poście. Pamiętam ten moment, kiedy zauważyłam, że zaczęłam pisać więcej i częściej. Moment, w którym stało się to moim nawykiem, częścią mnie. Ludziom najlepiej wychodzi to, co robią z sercem. Kiedy zaczynasz robić coś co kochasz, z początku nawet nie myślisz o tym, że to ma jakiś głębszy sens czy nawet przyszłość. Jeszcze nawet nie wiesz o tym, że to kochasz. Ta miłość rozwija się z biegiem czasu do momentu, w którym nie możesz już bez tego normalnie funkcjonować. Zawsze jest jednak nadzieja, że to może kiedyś zaprocentować. Po prostu wykonujesz te czynności. Wykonujesz je, bo je lubisz. Czujesz się dzięki temu lepszą osobą. Dopiero kiedy uświadamiasz sobie, że idzie Ci to coraz lepiej, zaczynasz się w tym zagłębiać myślami. Nie mam pojęcia co będzie za parę lat. Narazie robię to dla siebie. Chciałabym, żebyście i Wy znaleźli taką rzecz, którą robicie najlepiej i rozwijali ją. Dla siebie. Skupcie się na tym co kochacie. Doskonalcie się.

1 komentarz:

  1. Apropo pasji, w ktora wk£adamy zawsze swoje serce i czas nie zwazajac na to czy w
    przysz£osci zaprocentuje ona dajac nam jakikolwiek zysk materialny... Ktos kiedys trafnie powiedzia£, iz szczescie jest wtedy gdy przygotowanie spotka sie ze sposobnoscia. Osobiscie uwazam, ze mozna to odniesc do niemal kazdej sfery naszego zycia. :)

    OdpowiedzUsuń