Czy teraz każdy dzień będzie wyglądał tak samo? Znowu wracam do tej szarej, cichej codzienności? To dobrze, że to czuję. Osiągając pewien szczyt beznadziei, mamy szansę na lepsze jutro. Myślę sobie, czy pewne rzeczy potrafią nas tak podnieść na duchu, żebyśmy zaczęli siebie przeceniać. Ludzie są wybredni i egoistyczni. To zrozumiałe i naturalne. Ale na co oni czekają? Czasem trzeba obniżyć nieco poprzeczkę.
Dziś mam nijaki dzień. Trochę beznadziejny. Jestem przygnębiona i zamyślona. Kiedy myślę o ludziach i sytuacjach, które miały miejsce, odechciewa mi się myśleć. Nie potrafię zrozumieć wielu rzeczy, jednak staram się je pojąć. Czasem kiedy coś piszę, sama nie wiem czy w to wierzę. Łatwo jest radzić, pomagać innym. Trudniej pomóc sobie. Jakiś czas temu miałam wrażenie, że ludzie nie wiedzą co dobre. Ja mam swoje wizje. Swój sposób myślenia, którego nikt nie rozumie. Gdyby można było wejść do czyjejś głowy i poznać jej wszytskie myśli, z jednej strony byłoby prościej. Zauważyłam, że ludzie czasem sami nie wiedzą czego chcą, albo po prostu starają się to ukryć przed sobą lub innymi. Walczą ze sobą. W podświadomości kryje się bardzo wiele. Myślę, że każdy doświadczył takiej sytuacji, że bardzo czegoś chciał, a kiedy miał okazję to dostać, rezygnował ze strachu. Zastanawiam się czy ludzie czasem na siłę nie chcą robić z siebie osób niedostępnych i trudnych do zdobycia. Co się za tym kryje? Z wielu ludzi można czytać jak z książek. Poznać ich w jakimś stopniu. Dowiedzieć się czegoś, chociażby przez mowę ciała. Inni natomiast są tak skomplikowani i nieodgadnieni, że nie sposób ich zrozumieć. Myślisz o nich i starasz ich rozpracować. Bez skutku. Nie są zamknięci w sobie, są po prostu bystrzy. To ciekawe, ale męczy. Ta granica nigdy się nie kończy, i tylko czekasz na to, żeby mieć okazję ich poznać.
Często nie zauważamy wielu rzeczy. Nie dostrzegamy pewnych szczegółów. Nie przywiązujemy do nich większej uwagi. Po prostu ich nie zauważamy. Dopiero kiedy stracimy humor, otwierają nam się oczy. Widzimy rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Rzeczy, na które nie zwracaliśmy uwagi.
Dopiero w odczuciu wewnętrznej skończoności, zaczynamy widzieć. Człowiek zadaje sobie pytanie, czy aby smutek nie jest odblaskiem śmierci, tak jak miłość jest odblaskiem życia. Nieraz zwycięża miłość, kiedy indziej smutek. Zarówno życie jak i śmierć dopominają się o swoje prawa. W miłości osiągamy obsolut chwili. Kochana osoba zadomawia się w Tobie i żyję w Twoim ciele.
Część mnie odeszła. Kruszę się. Powinnam znowu żyć dla siebie, nie dla kogoś. Nikt nie zrobi tego za mnie, sama muszę się pozbierać. Nie chcę stać w miejscu. Pokładam w sobie nadzieję. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy to minie. Już widzę uśmiech na mojej twarzy i pozytywne nastawienie. Nie lubię tego uczucia, kiedy ludzie patrzą na mnie, gdy nie mam humoru. W takich chwilach nie chce mi się z nikim rozmawiać. Chcę po prostu posiedzieć w spokoju i pobyć sama, pomyśleć, odpocząć. Czasem tego potrzebuję. Natenczas mam dość myślenia jaki ten świat jest zły.
Na koniec dodam, że dziś wyjątkowo mam taki stan. To co teraz opisałam, niekoniecznie odnosi się do całości bytu.
Wszyscy ludzie myślący życiem, mają rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz