niedziela, 1 czerwca 2014

Zawsze przychodzi taki moment.

Szkoła
No właśnie, szkoła. Chyba nigdy nie czułam się tak przez szkołę. Czuje się beznadziejnie i powinnam. Szkoła to dla mnie odrębna sprawa. Odrębna jeśli chodzi o życie. Pod tym względem, że ona się nie nakłada na człowieka. Nasza mentalność każe nam stale kombinować i wymyślać jak się od tego wywinąć.

Nauczyciele wymagają ode mnie kosmicznych rzeczy. Zakładają, że mam żyć szkołą. Muszę znać cały materiał i nie mieć swojego życia. Wcześniej pisałam, że szkoła mnie ogranicza i właśnie teraz czuję to bardzo dosadnie. Oczywiście jak sobie naważyłam piwa to muszę je teraz wypić. Każdy człowiek musi kiedyś ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Nie sądziłam, że niektóre mogą być aż tak ciężkie. Zostały trzy tygodnie szkoły. Po cholerę teraz sprawdziany? Po to, żeby nie spocząć na laurach. Nauczyciele nie chcą, żebyśmy zaczęli się obijać i "mieć już wakacje". Chwilami to już jest przesada. To co się teraz dzieje w szkołach, mnie osobiście trochę przerasta. 
Została chwila czasu, żeby osoby, które mają złą sytuację mogły ją poprawić.

Każdy doświadcza w życiu różnych sytuacji, które naprawdę mogą nas przejąć. I my mamy własne życie. My żyjemy, musimy się spotykać z ludźmi, chodzić na spacery, poczytać, mieć czas na własne hobby, na odpoczynek. Musimy po prostu żyć. Szkoła tego nie rozumie. Szkoła to program, który nie bierze pod uwagę tego, że poza szkołą mamy jeszcze własne życie. To jest maszyna, w której jesteśmy turbinami. Bez względu na wszystko oceny są tu najważniejsze. Czynniki wpływające na zaniżenie własnej średniej nikogo nie obchodzą. Możesz być chory, mieć depresję, żałobę czy jakąkolwiek poważną sytuację, która negatywnie wpływa na twój stan pyschiczny. Ale nikogo nie obchodzi to, dlaczego nie zaliczyłeś sprawdzianu. Nie rozumiem czemu nauczyciele zamiast pomagać nam się rozwijać, chcą nas udupić. Ja rozumiem, że są surowi i często dają do zrozumienia, że nie mamy już żadnej szansy. Ale oni mają na celu zmobilizowanie nas do nauki. Tyle, że ludzie różnie na to reagują. Jedni się mobilizują, inni załamują. W każdej sytuacji jednak trzeba mieć gram wsparcia i chociaż jedno dobre słowo, które podniesie nad na duchu. Ja lubię jak ktoś jest bezpośredni, szczery i powie mi w twarz co myśli i jak wygląda moja sytuacja. Ale nie w ten sposób, żeby mnie dobić. Prawda. Chodzi o to, żeby powiedział prawdę bez owijania w bawełnę. Nie rozumiem podejścia niektórych nauczycieli do uczniów i nauczania. Niektórzy są po prostu od cholery. Nic do nich nie dociera.

Przez szkołę trzeba przejść jak przez zarazę. Po prostu musimy mieć te papiery. Ale chcę, żeby to minęło jak najszybciej. To taki beznadziejny przymus, który odbiera nam życie. Bo ktoś kto nieustannie siedzi w domu i kuje to omija go życie. Te najlepsze chwile, gdzie poznajemy świat, ludzi i doświadczamy. Jesteśmy młodzi i ciekawi świata. Dlaczego ma nas ominąć młodość? Uważam, że mam dobrych nauczycieli ale jeśli któremuś ma pęknąć żyłka bo się nie nauczył do sprawdzianu to nie wiem. "Jak możesz tego nie rozumieć?" No wybacz, ale ja mam  dopiero naście lat i dopiero zaczęłam naukę tego konkretnie materiału. Nie mam kilkudziestoletniego doświadczenia i nie omawiam jednego tematu od trzydziestu lat kilkakrotnie. Im sie utrwaliło.

Upadek
Przerasta mnie to wszystko. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się czułam. Upadki muszą być. Nie może cały czas być dobrze. Tym razem sama sobie jestem winna i mam tego pełną świadomość. W pewnym sensie jest mi dobrze. To jak pewna forma odpoczynku dla psychiki. Kiedy dotyka mnie gówno nie czuje się sobą. Wiem, że muszę to przeżywać ale to jak słabość. Bo wiem jacy są ludzie i przy nich zawsze musisz być silny. Ale jestem przez to zmęczona. Zawsze w takich chwilach można coś zmienić. Uświadamiasz sobie coś. I gdyby nie ta sytuacja stało by się w miejscu. Nie mielibyśmy okazji, żeby to zrozumieć.

Jak to jest z tymi porażkami? Jestem pewna, że co by się nie działo, zawsze z tego wyjdę bo znam siebie. I choćby teraz było nie wiem jak źle to zaraz wszystko się ułoży. Nikt chyba nie lubi mówić o swoich upadkach. Kto o nich mówi? To albo kwestia odwagi, albo tego, że nie chcemy pokazać, że jesteśmy słabi. Ludzie są jacy są. Ważne, żeby mieć garstkę tych dobrych przy sobie. To prawdziwy skarb. A żeby nauczyć się szczęścia, trzeba nauczyć się cierpieć. Bo kim byśmy byli bez porażek? Stalibyśmy w miejscu. Coś musi nas skłaniać do refleksji. Mam wrażenie, że czasem jest to konieczność i los sam rzuca nam kłody pod nogi. Celowo, żeby coś nam uzmysłowić. Bo sami nie potrafimy. Wszystko po to, żebyśmy w przyszłości byli lepszymi ludźmi. Tylko silni zwyciężą. Walcz z tym i ze sobą. Dla siebie. Staraj się zachować równowagę psychiczną w każdej sytuacji. Czujesz, że porażka to wstyd?

Do tej pory zawsze dawałam sobię radę sama. Teraz czuję, że opadam z sił i tym razem może mi się nie udać. Każda nutka wsparcia płynąca ze słów od ludzi, którym na mnie zależy podnosi mnie na duchu. Mój duch walki jest leniwy ale wie, że jak nie ruszy dupy to będzie już tylko gorzej. Więc go motywuje. A o tym przypomina mi przyjaźń. Przyjaciel poświęca swój czas, żeby ci pomóc. Nie chcę ich zawieść. Nie chcę tez zawieść siebie. Czuje się podle i jestem zła na siebie. To dziwne uczucie. Chyba najgorsze bo zawodzisz samego siebie. A przecież siebie masz na co dzień i zawsze. Nie przestaniesz ze sobą rozmawiać. Wiem, że jestem zdolna i rzeczy, które do tej pory robiłam dobrze, mogłabym wykonać jeszcze lepiej. Ale ludziom chyba się nie chce dawać z siebie wszystkiego. Ile przez to tracimy. I czas i siebie. Jakby człowiek mógł wziąć tabletkę na lenistwo o działaniu motywującym, sam by się zdziwił ile potrafiłby zdziałać. No ale bez powodu się nie przekonamy. Nikogo nie obchodzi twoje gówno. Musisz sobie radzić sam. No chyba, że masz takich wspaniałych przyjaciół jak ja. Jak silna musi być więź, żeby twój przyjaciel oddał za ciebie rękę? A to bywa czasem podobne do codzienności.

Nie ważne jak silny jesteś. Nie ważne jak dobrze umiesz ukrywać uczucia. Zawsze przyjdzie taki moment, że w końcu zmiękniesz. I teraz mogę powiedzieć, że się czegoś nauczyłam. Ostatnio byłam chyba trochę zepsuta.

...

W pewnej chwili myślałam nad tym, czy powinnam pisać o wszystkim co się dzieje w mojej głowie. Wiem ile osób czyta mojego bloga. W pewnym sensie to są moje osobiste sprawy ale z drugiej strony to jest życie. Każdy z nas ma różne uczucia i przemyślenia ale większość chce to zostawić dla siebie. Bo dlaczego miałabym otwierać się przed wszystkimi? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz