Dziś miała miejsce bardzo dziwna i niecodzienna sytuacja. Powiedziałabym nawet, że chora.
Jest taki chłopak, który swoimi czynami prowokuje wszystkich dookoła i robi to świadomie. Traktuje to jako forma rozrywki. Jego zachowanie wywodzi się z domu, gdyż jego ojciec karci go za każde niepowodzenie i jest bardzo wymagający. Oczekuje od niego świetnych ocen i postawy. Chłopak sam w sobie jest tępy i nie potrafi czegoś wynieść z danej sytuacji. Sprawia wrażenie, że całkowicie nie myśli nad swoim postępowaniem. Jego priotytetem są oceny i nic poza tym. Można powiedzieć, że nie ma osobowości. Robi tylko to, czego wymaga od niego ojciec. Po jego zachowaniu można wywnioskować, że w innym środowisku, innym niż jego dom, chce się poczuć normalnie i swojo. Są ludzie, którzy nie zawracają sobie nim głowy i tacy, którzy reagują. To oczywiste, że ci pierwsi mają spokój. Jeśli ktoś reaguje to jego to nakręca i on wyprowadza ich z równowagi. Z ust rówieśników słyszy wiązanki na temat jego osoby. Nie jedna osoba próbowała dać mu wyraźnie do zrozumienia, że gdyby przestał nas prowokować i zaczepiać, nie usłyszałby złego słowa. Każdy na swój sposób sugeruje, bądź mówi otwarcie, żeby się odczepił. Nic. Do niego to nie dociera. Nie da się z nim porozmawiać na spokojnie, bo on nie widzi problemu i wysuwa irracjonalne argumenty. Nie mniej jednak nie mają one związku ze sprawą. Jedna z dziewczyn, zważywszy na tę sytuację zaczęła wykorzystywać jego głupotę przeciwko niego. Zaczęła się z nim drażnić. Piórnik w szafce, baton za oknem, gonitwy z jego plecakiem pod jej pachą i zeszyty lądujące w koszu na śmieci. On wyglądał na zadowolonego. Traktował to jako zabawę. Przynajmnej takie stwarzał pozory. Kiedy przesadził ze słowami, dostał w twarz. Kiedy zdarzyło się to po raz kolejny, nie wytrzymał i puściły mu nerwy. Już nie było tak zabawnie. W ramach rewanżu kopnął ją dwukrotnie nogą w brzuch i okolice ud. Zrobił to bardzo mocno i udolnie. Dziewczyna była w ciężkim szoku i przez chwilę stała wygięta z niedowierzającym wyrazem twarzy. Rzuciła się w obronę i zaczęli się szarpać. Usiłował zadać jej cios z sierpowego ale nie trafił. Widać było, że gdyby nie chybił, mogłaby pożegnać się z zębami. Dziewczyna zważając na to, że jest delikatna, uroniła łzę z bólu. Nie spowiedziewała się takiego zachowania z jego strony. Nikt się nie spodziewał. Do tej pory jedyną możliwością była tylko gra słowna. Chwilę później zadzwonił dzwonek a zaraz po nim przyszedł nauczyciel. Przedstawienie dobiegło końca. Usiedliśmy w ławkach i zbierając myśli przeszliśmy do tematu zajęć.
Myślę, że brak jego równowagi psychicznej przekłada się na relację z ludźmi. Skoro on nie potrafi zrozumieć w czym tkwi błąd, to my powinniśmy zareagować. A naszą reakcją powinno być lekceważenie jego zachowań. Skoro to co się do niego mówi nie daje efektów, skutecznym sposobem powinien być brak reakcji. Jemu sprawia przyjemność to, że my się denerwujemy. Stąd ten wniosek.
To co zrobił było grubą przesadą. Nie miał on prawa jej dotknąć a co dopiero pobić. Choćby ze względu na to, że jest kobietą. Każda tego typu sytuacja jest nie do przyjęcia. Wyobrażacie sobie? Za głupie zaczepki niemal zrobił jej krzywdę. To się mogło skończyć gorzej. Chcąc być zabawny stwierdził potem, że chyba zacznie nosić do szkoły młotek. Nie wyobrażam sobie jak mógł tak pomyśleć. W tej sytuacji wszystko co powie, może obrócić się przeciwko niego - pomyślałam. Skoro jest zdolny tak mocno uderzyć kobietę, to nie zawachałby się użyć młotka w afekcie.
Tę sprawę można skierować do dyrektora. Powiedzieć, że czujemy się niebezpiecznie w towarzystwie jednego z uczniów, gdyż ma przy sobie przedmiot, który może być narzędziem zbrodni. Po przeszukaniu i znalezieniu młotka, sprawa od razu zostałaby skierowana do prokuratury.
Natomiast jeśli chodzi o zachowanie dziewczyny, uważam, że w pewnym momencie zaczęła przesadzać. Chwilami sprawiała wrażenie, jakby sama się o to prosiła. Dlatego jej reakcja mnie zdziwiła. Była oburzona kiedy to się stało. Tak, jakby myślała:
- Jak on śmiał! Przecież nic mu nie zrobiłam.
To się jednak nie stało bez powodu. Owszem, postąpił najgorzej jak mógł. Jednak pomijając fakt, że uderzył ją mocno, nie zrobiłby tego, jeśli ona nie dałaby mu powodu. Nagle stała się święta bo to ona jest poszkodowana. Mogła wziąć pod uwagę to, że każdy ma jakieś granice wytrzymałości.
Rozmawiałam z paroma osobami na ten temat i słyszałam różne opinie. Większość wypowiedzi wyglądała następująco: -"No i co z tego, że mu dokuczała? Nie miał prawa jej dotknąć. On jest walnięty!"
Była też jedna, która uważała inaczej. Wyglądało to mniej więcej tak: -"Dostała za swoje. To nie jest jego wina. Sprowokowała go i w końcu dostała za swoje."
Ja osobiście jestem w tej sytuacji bezstronna. Patrzę bardziej na sam jej przebieg. Ciekawi mnie czy na policji będzie przedstawiony pełen obraz sytuacji. Bez pomijania pewnych kwestii. Z jej strony rzecz jasna. W tej sytuacji niektórzy mogli kierować się relacjami a nie rozumiem. Nie o to w tym chodzi. Chodzi o sam fakt. Do teraz mam ten obraz przez oczyma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz