Nie ważne, że mam dni kiedy wychodzę i obwiniam siebie, że wyszłam. Nie ważne, że uciekł mi autobus i szłam do domu z drugiego końca świata z buta i się spóźnię, mimo, że miałam być za 20 minut. Cokolwiek powiem nie ma znaczenia bo ja wolałam napić się ze znajomymi i mieć wszystko w dupie, prawda? W ogóle o nich nie myślę. Dlaczego w ogóle o tym piszę? Może po to, żeby to utrwalić. Może ktoś sobie coś uzmysłowi. Ale to tylko tak wygląda. Ja naprawdę mam dobrze. Naprawdę lubię spędzać czas z rodziną. Ale czasem potrzebuję zmienić położenie.
***
Jakbym miała być bardziej wylewna, napisałabym więcej. Wiem, że nie jedna kobieta by mnie zrozumiała ale nie uznaję wyżalania się nad sobą publicznie. Chętnie jednak podzieliłabym się z wami jak wygląda rzeczywistość przeplatająca się z życiem w świecie iluzji kobiety, która nie może sobie wybić z głowy faceta.
Wiem, że przy złamanym sercu nikt nie pomoże, nieważne jak by się starał. Chcesz być sama i płakać po kątach. (ja nie płaczę) Nakręcasz się na maxa, żeby potem wstać na nogi. Przychodzi taki moment. Zajmujesz się swoim życiem, zajmujesz myśli. Dopóki Ci się nie przypomni, wszystko git. Ale kogo to obchodzi, że masz jakiś problem ze sobą. Ludzie mają gorzej i żyją, co więcej nie dają tego po sobie poznać. Słabość czy (?)
Póki co nic mnie nie obchodzi poza jednym. Autodestrukcja gwarantowana. Powoli staram się nie wstydzić swoich uczuć. Wiem jednak, że dojdę do siebie i palnę się w łeb za to co napisałam.
To mi zawsze oczyszcza umysł: OGARNIJ SIĘ
https://www.facebook.com/pokolenieikea/posts/1498297106854706
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz